Bohaterowie zdjęć sprzed 70 lat

Tomasz Urzykowski
01.09.2009 aktualizacja: 2010-08-10 09:55
A A A Drukuj
To właśnie Kazimiera Mika pochyla się na zdjęciu nad siostrą zabitą w czasie ostrzału z broni maszynowej Fot. JULIEN BRYAN AP
  • Kazimiera Mika - bohaterka filmu Podchorążówka
  • Jedno z najsłynniejszych zdjęć z II Wojny Światowej: młodych chłopak siedzi wśród ruin domu zniszczonego w czasie bombardowania
Zapłakana dziewczyna pochyla się nad ciałem zabitej przez Niemców siostry. Tę poruszającą scenę 14 września 1939 r. sfilmował na Powązkach amerykański reporter Julien Bryan. Zdjęcia obiegły wówczas świat. Ich bohaterka do dziś mieszka w Warszawie.
- Ta płacząca to ja. Miałam wtedy 12 lat - mówi Kazimiera Mika, z domu Kostewicz. Spotykamy ją w Podchorążówce w Łazienkach Królewskich na pierwszym w Polsce pokazie filmu "Amerykański korespondent w oblężonej Warszawie". To świeżo zmontowany dokument poświęcony Julienowi Bryanowi (1899-1974), jedynemu zagranicznemu fotoreporterowi, który we wrześniu 1939 r. został w oblężonej przez Niemców Warszawie i utrwalał na kliszy dramat miasta.

- Mieszkaliśmy na Powązkach. Rodzice i siedmioro dzieci. Gdy zaczęła się wojna i spłonął nasz dom, chodziliśmy po jedzenie do gospodarza Neumana na ul. Tatarską. 13 września poszła tam moja siostra Andzia. Była ode mnie o dwa lata starsza - wspomina Kazimiera Mika. - Pojawiły się niemieckie samoloty. Leciały nisko i strzelały. Andzia wyskoczyła z domu Neumana i położyła się pod drzewem. Z karabinu dostała w kręgosłup. Szrapnel trafił ją pod łopatkę. Znalazłam ją w tamtym miejscu następnego dnia. Julien Bryan już tam był.

Zdjęcia dziewczyny szlochającej nad martwym ciałem siostry obiegły świat. Były wstrząsającym dowodem na okrucieństwo niemieckich żołnierzy, którzy - wbrew zapewnieniom Hitlera - nie walczyli tylko z polskim wojskiem, ale z premedytacją mordowali ludność cywilną. Scena z siostrami znalazła się w dziesięciominutowej kronice filmowej Bryana z oblężonej Warszawy pt. "Siege" (z ang. "Oblężenie"). Obejrzało ją w kinach 80 mln widzów.

- Poza Andzią nikt już z naszej rodziny nie zginął. Los był łaskawy - mówi Kazimiera Mika. Dziś mieszka na Bielanach niedaleko Huty Warszawa.

Julien Bryan był znakomitym reporterem. Już przed wojną z aparatem fotograficznym i kamerą objechał wiele krajów. W 1936 r. odwiedził też Polskę. Ponownie znalazł się tu zaraz po wybuchu wojny. Przyjechał do Warszawy ostatnim pociągiem z Bukaresztu. W stolicy zgłosił się do prezydenta Stefana Starzyńskiego. Ten przydzielił mu samochód i asystenta. Bryan rejestrował życie codzienne w oblężonym mieście: budowę barykad, płonące domy, bombardowane szpitale, kolejki po chleb, uchodźców na moście Poniatowskiego, ale też schwytanych niemieckich jeńców. Sympatię warszawiaków zyskał, wygłaszając w Polskim Radio apel do prezydenta Stanów Zjednoczonych o pomoc dla Polski. Z Warszawy wyjechał tuż przed kapitulacją miasta. W tajemnicy przed Niemcami przemycił na Zachód sześć godzin filmów i 700 zdjęć. W Polsce znany był tylko mały fragment tego olbrzymiego zbioru znajdującego się dziś w kilku amerykańskich instytucjach. Niedawno filmami i zdjęciami Bryana zainteresował się mieszkający w USA dokumentalista Eugeniusz Starky. Z archiwalnych materiałów, w większości nigdy niepublikowanych, stworzył film "Amerykański korespondent w oblężonej Warszawie".

Na pokaz w Łazienkach przyleciał z Nowego Jorku syn Bryana - Sam, który ma prawa do spuścizny ojca. Przybył również inny bohater filmu - Zygmunt Aksienow. Amerykański fotoreporter utrwalił go jako chłopca chodzącego po gruzach zbombardowanej kamienicy przy ul. Przyrynek na Nowym Mieście. Mały Zygmuś trzyma w ręku klatkę z kanarkiem swojej siostry.

- To nie był nasz dom. Tu mieszkał mój kolega. Przyszedłem zobaczyć, czy przeżył bombardowanie. Na szczęście nie zginął - opowiada Zygmunt Aksienow, dziś mieszkaniec Zabrza. Pamięta, że prości ludzie chcieli zlinczować Juliena Bryana: - Mówił w innym języku, więc myśleli, że to Niemiec. Uratowała go ochrona - dwóch żołnierzy i policjant.

Przeczytaj także: Gigantyczny żołnierz zawisł na PKiN





Podziel się

  • Re: Bohaterowie zdjęć sprzed 70 lat walislaw_konski 01.09.09, 22:28

    Widzisz, problem w tym, że mordował nie jakiś Hitler czy jakiś Stalin, tylko zwykli ludzie, ci sami, których mijasz na ulicy, w tramwaju, w windzie. Nie chodzi o jednostki, krzyczące jakieś »

Najnowsze wiadomości z Warszawy