Ta urokliwa, przedwojenna winda

Joanna Faryna
02.09.2009 aktualizacja: 2009-09-01 20:21
A A A Drukuj
Winda z lat 30. w kamienicy przy Al. 3 Maja 5
- To one tworzą duszę tego domu - mówi o przedwojennych windach w kamienicy w alei 3 Maja 5 jej administator Stanisław Mikołajczyk.
SERWISY
Kamienica stoi obok wiaduktu mostu Poniatowskiego. Zachowały się w niej trzy z czterech ocalałych jeszcze w Warszawie przedwojennych wind. Są z 1931 r., zaprojektowane przez Romana Groniowskiego.

Kabina jest niewielka, drewniana - jesionowa, fornirowana. Jadąc na jedno z sześciu pięter, możemy przysiąść na ławeczce obitej skórą lub przejrzeć się w prostokątnym lustrze. Zapewne robiła to aktorka Mieczysława Ćwiklińska, która mieszkała w tej kamienicy przez dziesięć lat. Musiała też ostrożnie zamyknąć dwuskrzydłowe drzwi, przeszklone kryształowym szkłem z trawionym napisem: "Prosimy o ciche zamykanie drzwi". Zachowały się do dziś.

Na parterze każdy może ściągnąć windę. Na piętrach, żeby ją otworzyć, trzeba mieć klucz. To zmusza mieszkańców do przedwojennych nawyków i odprowadzania gości aż do samej windy. - Goście, którzy po raz pierwszy mnie odwiedzają, już od progu mówią o windzie. Jest to pierwszy temat każdej takiej rozmowy. Że jest urocza, klimatyczna i przypomina dawne czasy - opowiada mieszkanka kamienicy Małgorzata Omilanowska.

Mieszkańcy bardzo dbają o windy. Nie przewożą w nich ciężkich rzeczy. Rowery wnoszą schodami.

Co tydzień mechanizmy oliwi, a kiedy trzeba i naprawia, Zygmunt Ronaldowski, ostatni specjalista od tego typu wyciągarek.

Jednak windy to już staruszki i mimo pieczołowitej opieki coraz częściej się psuły. - Dlatego chcemy zmienić wyciągarki i silniki. Same windy zostają - mówi Omilanowska.

Stare urządzenia mieszkańcy chcą przekazać do Muzeum Techniki. A prezeska Spółdzielni Mieszkaniowej "3 Maja" Zofia Romaszewska stara się, aby windy wpisać do rejestru zabytków.

Przeczytaj także: Dlaczego nie działają windy?



Podziel się

Najnowsze wiadomości z Warszawy