Tłumy chciały zrobić sobie tatuaże

Grzegorz Lisicki
06.09.2009 aktualizacja: 2009-09-07 17:40
A A A Drukuj
Festiwal tatuażu w fabryce wódek Koneser Fot.Albert Zawada / Agencja Gazeta
  • Oprawa muzyczna
  • Fabryka wódek Koneser zamieniła się w fabrykę tatuaży
  • Powstaje tatuaż
  • Stoisko z narzędziami do tatuowania
Fabryka wódek Koneser zamieniła się w fabrykę tatuaży. Oddać swoją skórę we władanie artyście można było aż na dwóch piętrach dawnych hal i przy ostrej muzyce. Chętnych nie brakowało.
ZOBACZ TAKŻE
SERWISY
Nie będąc posiadaczem choćby najmniejszego tatuażu, czułem się nieswojo, wchodząc między ceglane zabudowania fabryki przy Ząbkowskiej. Tam przez weekend trwał TattooFest, konwencja fanów ozdabiania ciała wszelkimi sposobami - od stali nierdzewnej po małe, duże i ogromne tatuaże.



Prezentowało się kilkudziesięciu artystów z Polski i zagranicy oraz profesjonalne studia tatuażu. Ich boksy oklejone były zdjęciami dokonań na cudzej skórze - moim faworytem został dokładnie odwzorowany słomiany miś, który powiewając nad Warszawą, otwierał oczy niedowiarkom w słynnej komedii Barei. To dzieło Gepasa z Tomaszowa Mazowieckiego.

Wśród innych tatuaży zaskakująco wiele było psich pysków wszelkiej maści, znalazł się też jeden psi szkielet. Wypatrzyłem również koguta, węża, tygrysa, motyla, żabę i Krecika z czeskiej dobranocki. Trzeba jednak zauważyć, że w ofercie tatuażystów poczesne miejsce zajmuje tematyka pogrzebowa i grobowa: gnijące czaszki, stwory z piekielnych czeluści, postaci ze znanych horrorów.

Pracy artystów przyglądali się widzowie, większość z wyraźnym deficytem wolnego miejsca na skórze. Charakterystyczny ubiór: szerokie spodnie, czapki z daszkiem, często rozbudowana muskulatura, ale całość jednak odmienna od powszechnych wyobrażeń o stylu właścicieli tatuażu. Żadnych marynarskich kotwic, ponętnych syren z wielkim biustem. I twarzy zdradzających wieloletni kontakt z mocniejszymi trunkami.

Imprezę prowadził Kędzior, popularny prezenter. Na plecach ma słynny już tatuaż z Pałacem Kultury. - Brakuje tylko hali KDT - śmieje się i wskakuje na scenę, by zapowiedzieć rozstrzygnięcie konkursów.

Oto zwyciężczyni w kategorii "Kobieta polskiego tatuażu". Spodziewam się, że na scenę wbiegnie groźna amazonka wytatuowana po czubek nosa i z powbijanym w skórę kilogramem nierdzewnej stali. To jednak drobna dziewczyna w hipisowskich dzwonach - Agnieszka "Agrypa" Rypińska z krakowskiego studia Kult. - Tatuuję od trzech lat. Co zrobić, żeby wygrać konkurs? Pracuje się długo i ciężko, ma się wrodzone umiejętności. I nie tatuuje się dla kasy, ale dla przyjemności - wyjaśnia Agrypa, kobieta polskiego tatuażu 2009.

Zobacz warszawskie studia tatuażu

Przeczytaj także: Dla kogo są tatuaże? Dla wszystkich!



Podziel się

Najnowsze wiadomości z Warszawy