Mamy swój mini Hyde Park - Patelnię

Tomek Dobrowolski
08.09.2009 aktualizacja: 2009-09-07 21:12
A A A Drukuj
Fani Michaela Jacksona tańczą dla niego na placu przed stacją metra Centrum Fot. Jan Zamoyski / Agencja Gazeta
  • Happening w obronie Puszczy Białowieskiej
Grajkowie, kaznodzieja, tancerze, Indianie, kuglarze i polityczni agitatorzy. Na Patelni każdy znajdzie swoje miejsce. Mały plac przed stacją metra Centrum staje się jedną z wizytówek Warszawy.
Chłopak wyjmuje gitarę z futerału i dopiero wtedy dostrzega, że w pobliżu przygotowują się tancerze breakdance. Rozkładają kartony, na których będą występować. Muzyk z powrotem chowa instrument i rezygnuje z gry. Zgodnie z panującą tu niepisaną zasadą: nie należy przeszkadzać już występującemu i grzecznie się dogadać, kiedy można zacząć własne przedstawienie. Dzika konkurencja popsułaby szyki każdemu.

Scena na Patelni, czyli placu przy stacji metra Centrum, moderuje się spontanicznie. To jedno z najruchliwszych miejsc w mieście przyciąga rozmaite postacie, które mają potrzebę występu przed publicznością.

Ekipa breakdance pojawia się tu przynajmniej raz w tygodniu. - Jest nas sześciu i jedna dziewczyna. Chyba ludzie nas lubią, zawsze zbierze się jakaś grupka widzów, dajemy radę - mówi Hubert, czyli Pepe. Mają od 17 do 20 lat, występują przed metrem lub na Starówce.

Bywalcem placu jest przedstawiciel Kościoła Bożego, kaznodzieja Robert Vieira. - Jak na środek miasta jest tu nawet cicho, a ludzi bardzo dużo, więc próbuję zachęcać do zbawienia przez Pana Jezusa - mówi.

Nie narzeka na brak zainteresowanych. Przysłuchuje mu się Dawid, student anglistyki: - Dobrze, że komuś takiemu chce się wychodzić do ludzi, a nie czeka, aż ktoś wejdzie do kościoła - mówi chłopak.

Często na Patelni można też spotkać Pawła Zienkiewicza grającego na krześle. Kiedyś zobaczył grupę Stomp używającą różnych przedmiotów jako instrumentów i sam zaczął podobnie grać. - Chciałbym kiedyś występować w takim zespole. Póki co gram dla przyjemności, trochę dla pieniędzy.

Paweł zlicza godziny występów, gdy rozmawiamy, mija 3415.

Wieczorami na placu pojawiają się czasem kuglarze i żonglują pochodniami. Zdarza się, że np. równolegle trwa występ cygańskiego zespołu dętego i zbieranie podpisów pod inicjatywą polityczną. Czasem obok kobiety z transparentem głoszącym potrzebę odnowy Kościoła występują południowoamerykańscy Indianie w pióropuszach, a za nimi trwa akcja promocyjna jakiegoś napoju.

- Wystarczy usiąść z boku i zobaczyć, jak to miejsce żyje. Nie musi się wszystkim podobać, ale to już jest jedna z wizytówek Warszawy - ocenia Rafał, paląc papierosa przed wejściem do przejścia podziemnego.

Kuba Socha czeka na kolegów, idą razem na koncert. Wspomina, że nieopodal pod Pałacem Kultury jeszcze w zeszłym roku stała mównica, która z założenia miała być centrum warszawskiego Hyde Parku. Tak wymyśliła grupa radnych. Jednak oficjalnie wytyczone miejsce na nieskrępowane wypowiedzi się nie przyjęło. Było puste i smutne. W końcu mównicę usunięto. Kuba: - Właściwie to ona mogłaby stać gdzieś na Patelni. Bo choć to miejsce tak się nie nazywa, praktycznie to nasz Hyde Park.

Przeczytaj także: Amfiteatr imienia Michaela Jacksona na Bemowie



Podziel się

  • Mamy swój mini Hyde Park - Patelnię mayonnaise 08.09.09, 17:08

    Od początku wydawało mi się, że Patelnia byłaby lepszą lokalizacją mównicy niżPark Świętokrzyski. Nie dość, że nikt z niej nie korzystał, to i miejsce byłoraczej martwe, a mównica w parku »

Najnowsze wiadomości z Warszawy