Graffiti z Chmielnej spłynęły do kanalizacji
10.09.2009
aktualizacja: 2009-09-09 21:52
Fot. Filip Klimaszewski / Agencja Gazeta
Takiej Warszawy chcemy - czystej! Po kilku godzinach pracy dwa budynki przy Chmielnej przejaśniały. Kulfony pseudografficiarzy spłynęły tam, gdzie ich miejsce - do kanalizacji.
ZOBACZ TAKŻE
- Grafficiarz wpadł na skwerze Hoovera (22-07-10, 19:51)
- Grafficiarz recydywista z Włocławka szpeci nam metro (08-06-10, 10:28)
- Autystyczne graffiti na Chałubińskiego (20-04-10, 07:00)
- Chmielna tylko dla banków i aptek? (09-12-09, 09:00)
- Na Żoliborzu zamalowali zło na murze (12-11-09, 09:00)
- Czyściciel z Chmielnej zaczyna akcję: Do boju! (08-09-09, 10:00)
- Więcej graffiti, ale tylko ładnego [WIDEO] (08-08-09, 11:50)
- Dlaczego bazgrzą na murach? (02-08-09, 22:19)
- Graffiti na złagodzenie obyczajów (16-06-09, 17:37)
- Bronią św. Augustyna za pomocą graffiti (11-05-09, 10:00)
Powtórzmy: jak slums wygląda pierwszy deptak Warszawy. Choć Chmielna łączy Trakt Królewski z Marszałkowską bardziej przypomina miejski ściek niż ulicę w sercu miasta. Wszystko z powodu brudu i chuliganerii, która maże farbą w spreju po fasadach i witrynach, niszczy własność komunalną i prywatną.
Wodą w mur na Chmielnej
Wojnę bezradności wypowiedział Paweł Walicki, właściciel spółki Centrum Medyczne "Puławska" i przychodni przy ul. Chmielnej 14. - Tylko maniakalnym uporem i natychmiastową reakcją można coś zdziałać - mówi.
Wojna jest do wygrania, czego dowodzi Metro Warszawskie. Choć też jest atakowane przez grafficiarzy, po bazgrołach nie ma śladu, bo są od razu usuwane.
Dar serca dla biednych Polaków
- Na ściany pomazane graffiti nakładam najpierw preparat żelowy, który rozmiękcza farby. Odczekuję pół godziny, godzinę. Potem przeciągam zwykłą szczotką, żeby graffiti poruszyć. I wkraczam do akcji z myjką ciśnieniową gorącowodną - wylicza mgr Marek Kijewski, właściciel firmy AntiGraff, zakładając gumowane spodnie.
Dwa budynki na Chmielnej odczyścił wczoraj za darmo. W czynie społecznym pomógł wcześniej wspólnotom w sąsiedztwie. - Prowadzili akcję Smolna wolna od graffiti - przypomina mgr Kijewski.
Zdradza, że zabazgroloną Chmielną pokazał Davidowi Francisowi, szefowi firmy Delta (A.G.) z Wielkiej Brytanii. A ten złapał się za głowę, pomyślał: "Biedni Polacy", ulicę w takim stanie mają w samym centrum stolicy, trzeba im jakoś pomóc, pokazać, jak z naściennym brudem radzi sobie cywilizowany świat. - Przekazał mi w darze preparaty do usuwania farby, a ja ofiarowałem swoją pracę - zaznacza szef AntiGraffu.
Radosny moment znikania bazgrołów pod myjką uwieczniał Paweł Walicki. Nie krył w rozmowie z "Gazetę", że bardzo trudno skrzyknąć sąsiadów do jakiegokolwiek wspólnego działania. - Wszyscy się zasłaniają, że to nie ich sprawa, tylko zadanie dla innych - mówi. - A mnie zależy, żeby od razu pójść za ciosem. Założyć monitoring. Na budynku, w którym działa moja przychodnia, już mam kamery.
Czyszczenie domów z bazgrołów jest czasochłonne i kosztowne. W zależności od tego, jaką farbą pomazano i co - jakie podłoże, za jej usunięcie trzeba zapłacić 70-120 zł za metr kwadratowy. Zabezpieczenie powierzchni specjalnym preparatem to wydatek ok. 40 zł (za 1 m kw.).
Warszawa czeka na swojego Giulianiego
- Dziewczyny też malują. Zostawiają swoje znaczki na murze pod osłoną nocy w towarzystwie mocno zbudowanych panów - zdradza Jacek Barcz ze wspólnoty mieszkaniowej Chmielna 14.
Uważa, że wobec urzędniczej znieczulicy, braku gospodarza w mieście i tego, że "nikomu nic się nie chce", nie ma co liczyć na poważne zmiany. - Prawo się musi zmienić. Jak złapali dzieciaka znajomych, którzy mieszkają w Sztokholmie, to nie dość, że musiał wyczyścić z bazgrołów elewację, to jeszcze odnowili ją na koszt rodziców. U nas to walka z wiatrakami. Nawet jak złapie się sprawcę na gorącym uczynku, to sąd orzeknie: mała społecznie szkodliwość czynu - złości się pan Barcz.
I marzy, że kiedyś Warszawa doczeka się takiego prezydenta jak burmistrz Nowego Jorku Rudolph Giuliani. Może być w spódnicy.
Zostań fanem serwisu warszawa.gazeta.pl na Facebooku
Wodą w mur na Chmielnej
Wojnę bezradności wypowiedział Paweł Walicki, właściciel spółki Centrum Medyczne "Puławska" i przychodni przy ul. Chmielnej 14. - Tylko maniakalnym uporem i natychmiastową reakcją można coś zdziałać - mówi.
Wojna jest do wygrania, czego dowodzi Metro Warszawskie. Choć też jest atakowane przez grafficiarzy, po bazgrołach nie ma śladu, bo są od razu usuwane.
Dar serca dla biednych Polaków
- Na ściany pomazane graffiti nakładam najpierw preparat żelowy, który rozmiękcza farby. Odczekuję pół godziny, godzinę. Potem przeciągam zwykłą szczotką, żeby graffiti poruszyć. I wkraczam do akcji z myjką ciśnieniową gorącowodną - wylicza mgr Marek Kijewski, właściciel firmy AntiGraff, zakładając gumowane spodnie.
Dwa budynki na Chmielnej odczyścił wczoraj za darmo. W czynie społecznym pomógł wcześniej wspólnotom w sąsiedztwie. - Prowadzili akcję Smolna wolna od graffiti - przypomina mgr Kijewski.
Zdradza, że zabazgroloną Chmielną pokazał Davidowi Francisowi, szefowi firmy Delta (A.G.) z Wielkiej Brytanii. A ten złapał się za głowę, pomyślał: "Biedni Polacy", ulicę w takim stanie mają w samym centrum stolicy, trzeba im jakoś pomóc, pokazać, jak z naściennym brudem radzi sobie cywilizowany świat. - Przekazał mi w darze preparaty do usuwania farby, a ja ofiarowałem swoją pracę - zaznacza szef AntiGraffu.
Radosny moment znikania bazgrołów pod myjką uwieczniał Paweł Walicki. Nie krył w rozmowie z "Gazetę", że bardzo trudno skrzyknąć sąsiadów do jakiegokolwiek wspólnego działania. - Wszyscy się zasłaniają, że to nie ich sprawa, tylko zadanie dla innych - mówi. - A mnie zależy, żeby od razu pójść za ciosem. Założyć monitoring. Na budynku, w którym działa moja przychodnia, już mam kamery.
Czyszczenie domów z bazgrołów jest czasochłonne i kosztowne. W zależności od tego, jaką farbą pomazano i co - jakie podłoże, za jej usunięcie trzeba zapłacić 70-120 zł za metr kwadratowy. Zabezpieczenie powierzchni specjalnym preparatem to wydatek ok. 40 zł (za 1 m kw.).
Warszawa czeka na swojego Giulianiego
- Dziewczyny też malują. Zostawiają swoje znaczki na murze pod osłoną nocy w towarzystwie mocno zbudowanych panów - zdradza Jacek Barcz ze wspólnoty mieszkaniowej Chmielna 14.
Uważa, że wobec urzędniczej znieczulicy, braku gospodarza w mieście i tego, że "nikomu nic się nie chce", nie ma co liczyć na poważne zmiany. - Prawo się musi zmienić. Jak złapali dzieciaka znajomych, którzy mieszkają w Sztokholmie, to nie dość, że musiał wyczyścić z bazgrołów elewację, to jeszcze odnowili ją na koszt rodziców. U nas to walka z wiatrakami. Nawet jak złapie się sprawcę na gorącym uczynku, to sąd orzeknie: mała społecznie szkodliwość czynu - złości się pan Barcz.
I marzy, że kiedyś Warszawa doczeka się takiego prezydenta jak burmistrz Nowego Jorku Rudolph Giuliani. Może być w spódnicy.
Zostań fanem serwisu warszawa.gazeta.pl na Facebooku
Przeczytaj także: Dlaczego bazgrzą na murach?
-
Graffiti z Chmielnej spłynęły do kanalizacji
szabo
10.09.09, 10:11
Brawo! Czas skonczyc z tym syfem.»
-
Jutro wróci?
qnegunda
10.09.09, 16:16
Dzieci z lakierem wrócą.»
-
Syf na Cmielnej
ernest29
10.09.09, 17:53
Trzeba zmusić straż miejską do usuwania śpiących narkomanów, meneli, śmietnikowych nurków urzędujących na ławkach przed kinem Atlantic i obok włoskiej restauracji. Zjeżdżaja się z całej »
Najnowsze wiadomości z Warszawy
Najczęściej czytane24 htydzień
- Marsz Wyzwolenia Konopi 2012 [NA ŻYWO]
- Co Donieck ma lepszego od Warszawy? Nie tylko Stadion!
- Reklamy na Euro. Która najbardziej obciachowa? [GŁOSUJ]
- Dziś Marsz Wyzwolenia Konopi. Na ulicach paraliż
- Burzą przedwojenne wieże na Dworcu Zachodnim
- Nowy punkt widokowy w Warszawie. Wyżej niż PKiN
- Ogromny rozściełacz asfaltu ściągnięty na budowę A2
- Te budynki mogą powstać w Warszawie. Top 10
- Co straszy, a co zachwyca w strefie kibica [RAPORT]
- Nie jedźcie tą autostradą. Węzeł Pruszków to pułapka
- Nad Wisłą, na działkach. Tak wypoczywała Warszawa
- Gigantyczna kara dla lekarza: bo nie wypełniał papierów
- Lotnisko bezradne wobec naciągaczy? Taksówkowy problem
- Wtorek na ulicach Warszawy [22.05.2012]


