Piękna świątynia na wzór rzymskich bazylik

Jerzy S. Majewski
11.09.2009 aktualizacja: 2009-09-10 22:24
A A A Drukuj
Nawa i prezbiterium kościoła przed zniszczeniem w 1944 r. KOŚCIOŁY WARSZAWY W ODBUDOWIE, 1956
Trudno powiedzieć, dlaczego kościół św. Karola Boromeusza na Chłodnej ocalał. Po upadku Powstania Warszawskiego Niemcy go podminowali, ale runął tylko transept
Dziś to zaledwie jeden z kilku budynków, które ocalały z dawnej zabudowy Chłodnej. Zdjęcia sprzed kościoła wykonane w1943 r. przez niemieckiego żołnierza mają szczególny klimat. Nie widać na nich zniszczeń wojennych, niedawnej tragedii getta, które przecinała Chłodna. I gdyby nie żebrzące kobiety okutane w chusty na schodach, z równym powodzeniem mogłyby powstać w okupowanym Paryżu.

Na zdjęciach widzimy kobiety modlące się przed ukwieconą figurą na placyku przed kościołem. Jest też handlarz dewocjonaliami rozkładający stolik, ksiądz schodzący ostrożnie po schodach wiodących do wnętrza świątyni. Może to proboszcz parafii św. Andrzeja ks. Seweryn Popławski, który zginie w czasie Powstania Warszawskiego w szpitalu przy Elektoralnej? Kilka tygodni po śmierci proboszcza Niemcy wysadzą prezbiterium, które runie aż do posadzki parteru. Zawalą się też obydwa ramiona transeptu, czyli poprzecznej nawy, i nic z nich nie zostanie.

Nad kościołem czuwała jednak Opatrzność. Reszta świątyni przetrwała. Kolejny proboszcz, ksiądz kanonik Konstanty Pogorzelski już w1946 r. zaczął usuwać ruiny, na zakończeniu nawy głównej zaś polecił zbudować ślepą ścianę zabezpieczającą wnętrze. Zamykała ona kościół aż do końca lat 50.

Matrona z temperamentem

Kościół św. Karola Boromeusza parafii św. Andrzeja jest jedną z najpiękniejszych świątyń warszawskich z połowy XIX w. Powstał w dobie tzw. nocy paskiewiczowskiej, kiedy to po upadku powstania listopadowego Warszawa stała się prowincjonalną mieściną rządzoną twardą ręką przez carskiego namiestnika. Nie doszłoby do budowy, gdyby nie zapis 200 tys. zł sporządzony przez "matronę wielkich zalet" Klementynę z Sanguszków, primo voto Ostrowską i secundo Małachowską.

Księżniczka z domu, hrabina z dwu małżeństw była wielką damą, dziedziczką dóbr w Lubartowie na Lubelszczyźnie. Jej życie było tematem licznych plotek i anegdot. Żywy temperament nadszarpnął nieco jej reputację, ale pozycja społeczna i status majątkowy sprawiały, że na wiele mogła sobie pozwolić. Jej pierwszym mężem był hrabia Władysław Ostrowski. Po wybuchu powstania listopadowego został on marszałkiem Sejmu. W tym czasie księżniczka była już z nim od dawna rozwiedziona. Gdy wybuchło po wsta nie, do jej dóbr w Lubartowie dotarł wycofujący się z Warszawy namiestnik carski książę Konstanty wraz z dworem. Historię tę hrabina Klementyna Małachowska opowiadała później pani Natalii z Bispingów Kickiej. „Pani Małachowska (...) zaledwie przywitała księżnę łowicką. Zagadnął ją wielki książę: »A wiesz też pani, kto mnie wypędza z Polski? Oto pierwszy mąż pani. Niech to moja żona wytłumaczy lepiej « dodał”. Wtedy księżna łowicka opowiedziała pani Małachowskiej, jak to do obozu księcia Konstantego pod Wierzbnem (dziś część Mokotowa koło Królikarni) przy była deputacja powstańcza. Gdy zaś wielki książę zapytał, czy może wrócić do Warszawy, wszyscy łącznie z Joachimem Lelewelem i księciem Adamem Czartoryskim zamilkli i tylko hrabia Ostrowski „głową przeczący znak uczynił i to niemiłe zaprzeczenie pana Ostrowskiego spowodowało opuszczenie Polski przez wielkiego księcia, jak to twierdził sam książę Konstanty” -wspominała Kicka.

Gdy pani Małachowska rozmawiała z księciem Konstantym wLubartowie, od dwóch lat była żoną dużo od siebie młodszego, 22-letniego hrabiego Napoleona Nałęcz Małachowskiego. Górowała nad nim intelektem i doświadczeniem. Po ślubie kierowała mężem, uważając, że jest młodzikiem oddanym pod jej opiekę. Zresztą go przeżyła. Hrabia Małachowski zmarł w Wiedniu w1838 r. dziewięć lat po ślubie. Niebawem zachorowała też sama hrabina. Sprzedała swe dobra w Lubartowie hrabiemu Łubieńskiemu i wyjechała z Polski. Z Paryża hojnie dotowała budowę nowego kościoła w Warszawie.

Muzyka wg Elsnera

Inwestycję na tzw. placu pod Lwem przy Chłodnej rozpoczęto w 1841 r. 18 sierpnia tego roku kamień węgielny pod budowę świątyni Karola Boromeusza poświęcił biskup Tomasz Chmielewski, siostrzeniec fundatorki, biskup Tadeusz Łubieński, sufragan kujawski, przejął zaś przewodnictwo komitetu budowy. Niestety, hrabina zmarła kilka tygodni później, w grudniu 1841 r. Odtąd budowę kontynuowano z funduszy rządowych i ofiar wiernych. Nic dziwnego, że budowla stanęła dopiero w 1849 r. Bp Łubieński poświęcił kościół 4 listopada, w dniu jego patrona. "Rzadka to była dla miasta uroczystość - pisał w 1855 r. historyk Julian Bartoszewski. - Już od ósmej rano cały plac zalegały tłumy pobożnego ludu, które potem słuchały pierwszej mszy świętej odprawianej tutaj przez ks. Łubieńskiego. [Józef ] Elsner [nauczyciel Fryderyka Chopina] umyślnie na ten dzień przed kilku jeszcze laty napisał muzykę, którą wykonali artyści i amatorowie. Pierwsze kazanie powiedział ks. Jan Bogdan, wtedy proboszcz z Kozłowa Biskupiego". Architektura budowli założonej na rzucie krzyża łacińskiego nawiązuje do wczesnochrześcijańskich i renesansowych bazylik rzymskich. Jest jednak ich miniaturą. Podobnie jak wczesnochrześcijańskie bazyliki ma trzy wydłużone nawy, rozdzielone rzędami żłobkowanych kolumn o korynckich głowicach. Ponad wyższą nawą środkową założono strop kasetonowy ozdobiony kolorowymi rozetkami przypominającymi rozgwieżdżone niebo. Prezbiterium zamknięto półkolistą absydą. Wielkie okna sprawiają, że wnętrze przesycone jest światłem. Dwuwieżową fasadę ozdobiono wspartym na kolumnach trójarkadowym przedsionkiem poprzedzonym szerokimi schodami. W trakcie budowy w dużym zakresie wprowadzono nowy, wchodzący wówczas w użycie materiał, jakim było lane żeliwo. Wykonane z niego elementy konstrukcyjne i architektoniczne pochodziły "z fabryk krajowych". Świątynia zaludniona została całym mnóstwem rzeźbionych postaci. Przed fasadą ustawiono cztery potężne figury ojców Kościoła: świętych Hieronima, Ambrożego, Grzegorza i Augustyna dłuta Pawła Malińskiego i Ludwika Kaufmana. Powyżej, na fasadzie, widnieją rzeźby św. Piotra i św. Pawła. Zaś w wieńczącym fronton tympanonie wykutym w latach 1849-51 przez Pawła Malińskiego oglądamy patrona świątyni Karola Boromeusza udzielającego komunii mediolańczykom w trakcie zarazy w 1576 r. Sceny z życia świętego ukazywały też niezachowane przedstawienia w tympanonach zdobiących ściany zamykające nawę poprzeczną. W pierwszym Maliński wyobraził Karola Boromeusza rozdającego jałmużnę, w drugim głoszącego kazanie. Elewacje boczne z rzeźba mi stojącymi w niszach zdają się stano wić panteon polskich świętych i błogosławionych. Stoi tu kilkanaście figur dłuta Teofila Godeckiego, Tadeusza Czajkowskiego młodszego i Józefa Mantzla. Zakład rzeźbiarski tego ostatniego znajdował się kilkadziesiąt metrów dalej przy Chłodnej. Uzupełnienie dekoracji stanowiły początkowo żeliwne płasko - rzeźby Konstantego Hegla wyobrażające anioły adorujące Najświętszy Sakrament. W prezbiterium kościoła stanął ołtarz główny z marmuru kararyjskiego wykonany przez Ludwika Kaufmana. Ufundowali go właściciele Wilanowa - Aleksandra i August Potoccy. Zdobił go obraz św. Karola Boromeusza szkoły włoskiej. W ołtarzach bocznych z kolei znalazły się obrazy znanych, choć drugoligowych, malarzy warszawskich, m.in. Józefa Buchbindera i Rafała Hadziewicza. W kaplicy z prawej strony prezbiterium wisiał dobry obraz włoskiego malarza Rubbia z 1814 r. wyobrażający Matkę Boską w otoczeniu świętych Stanisława i Wawrzyńca. Sklepienie absydy upiększyło duże malowidło Trójcy Świętej namalowane przez przybyłego z Italii Chiariniego. W 1901 r. prezbiterium ozdobiły dwa wspaniałe świeczniki wysokie niemal na trzy metry. Podarował je król warszawskich platerów Julian Frageta wraz z żoną Antoniną. Powstały oczywiście w fabryce ofiarodawcy i stanowią do dziś dowód jego hojności.

Willman zamiast Chiariniego

Wczasie oblężenia Warszawy w 1939 r. kościół został ostrzelany. Uszkodzona została część rzeźb. Jednak prawdziwy dramat nastąpił dopiero wraz z nastaniem okupacji. Kościół stał pośrodku Chłodnej tnącej getto na dwie części niczym nóż. Z kolei w pierwszych dniach Powstania Warszawskiego był niemym świadkiem zbrodni dokonywanych na ulicy przez Niemców nacierających w kierunku Pałacu Saskiego.

Sam kościół wtedy jednak nie ucierpiał. Został częściowo zniszczony dopiero po upadku Powstania. Odbudowa zniszczonej części kościoła na dobrą sprawę zaczęła się dopiero w czerwcu 1956 r.

Prace toczyły się tak szybko, że już w listopadzie odbudowane prezbiterium i transept nakryte zostały dachem. Miesiąc później zaś prymas kardynał Stefan Wyszyński, który powrócił z internowania, poświęcił odbudowaną część kościoła. Na ponowne założenie stropów, budowę ołtarza głównego trzeba jednak było czekać aż do 1959 r.

Dziś w prezbiterium wisi "łup wojenny": ogromny obraz wyobrażający rozpiętego na krzyżu św. Andrzeja, patrona parafii. XVIII-wieczny obraz o powierzchni małego pokoju jest dziełem najwybitniejszego malarza śląskiego doby baroku Michaela Willmana. Powstał na zlecenie opata klasztoru cystersów w Lubiążu koło Wrocławia Arnolda Freibergera. Po styczniu 1945 r. opactwo zostało zdewastowane, a znajdujące się w nim arcydzieła sztuki uległy zniszczeniu lub rozproszeniu po całej Polsce. Wiele z tych obrazów trafiło do warszawskich kościołów.

Spacery po nieodbudowanej Warszawie z Jerzym S. Majewskim



Podziel się

Najnowsze wiadomości z Warszawy