Bitwa na psim polu

Anna Wacławik-Orpik, TOK FM, współpraca: Katarzyna Tyrluk
12.09.2009 aktualizacja: 2009-09-11 22:46
A A A Drukuj
Bożena Wahl ze swoimi psami w schronisku w Boguszycach Fot. Robert Kowalewski / Agencja Gazeta
Sfałszowane podpisy, kilka doniesień do prokuratury, najazdy na dom malarki Bożeny Wahl i interwencje policji. Wszystko z obroną zwierząt na sztandarach. Od kilku miesięcy artystka jest zakładnikiem we własnym domu, który wraz z ziemią użyczyła fundacji Ostatnia Szansa.
W Boguszycach pod Rawą Maz. każdy potrafi wskazać drogę do miejsca, gdzie na kilku hektarach żyją setki psów. Na bramie wisi kartka: "Zakaz samodzielnego poruszania się po terenie". Za nią kilka wybiegów, po których ganiają psy. Kilka zniszczonych budynków gospodarczych i piętrowy dom. To w nim mieszka Bożena Wahl, gwiazda warszawskiej bohemy lat 60. i 70., muza artystów, malarka, której obrazy pokazywano w Niemczech, Francji, Szwecji.

16 lat temu porzuciła piękną pracownię na Starym Mieście i przeniosła się do Boguszyc, by opiekować się niechcianymi zwierzętami. Ziemię i dom podarowała jej siostra Alicja, również malarka. Bożena Wahl marzyła, że zwierzęta będą wolno biegać, a nie żyć w klatkach. Przytulisko utrzymywała ze sprzedaży obrazów i datków. Założyła fundację Ostatnia Szansa. Z czasem zapisała jej w testamencie cały majątek - gospodarstwo w Boguszycach, pracownię na Starówce, obrazy.

Póki psów było 100, 200, nawet 300, sytuacja w przytulisku była dobra. Ale zwierząt zaczyna przybywać. Ktoś podrzuca psa pod bramę, innego ktoś wyrzuca z samochodu, kolejnego przywozi policja. Bożena Wahl przygarnia wszystkie. Kiedy w Starachowicach zlikwidowano przytulisko prowadzone przez Marzenę Krzętowską, przyjęła pod dach kobietę i jej kilkadziesiąt zwierząt.

Rok temu w Boguszycach mieszkało 750 psów. Coraz bardziej zaniedbanych i chorych, bo brakuje pieniędzy na leczenie.

Błagałam o pomoc

Bożena Wahl też choruje. Ma 78 lat. Jest nerwowa, łatwo zraża do siebie ludzi, nawet życzliwych. Nie mówi, ale prawie krzyczy, bo jej głos nie przebija się przez szczekanie psów.

Zatrudnia w przytulisku kilkanaście osób do pomocy. To wszystko miejscowi. Ale potrzebuje kogoś, kto zarządzałby fundacją, i kierownika przytuliska, który pracowałby na stałe w Boguszycach. - Z trudem przychodzi mi administrowanie schroniskiem, nie zawsze pamiętam, by brać faktury na karmę, benzynę - przyznaje.

Błaga o pomoc w mediach, gminie i tych nielicznych ludzi, którzy jeszcze chcą z "wariatką" rozmawiać. W fundacji przez kilka lat pracuje z nią grono warszawskich przyjaciół. Powoli się wykruszają, tłumacząc to pracą, rodziną, brakiem czasu.

Wiosną 2008 r. do fundacji wchodzą nowe osoby. Pracownica socjalna z Warszawy Ewa Wiśniewska, która przez kilka miesięcy była wolontariuszką, zostaje wiceprezesem zarządu. - Nie znałam jej dobrze - mówi Bożena Wahl. - Ale bezgranicznie jej ufałam. Była mi bardzo życzliwa, przywoziła pierożki na święta. Wydawało się, że robi wszystko, żeby pomóc mnie i schronisku.

Ewa Wiśniewska wciąga do władz fundacji kolejne osoby: swojego partnera Piotra Murkowskiego i dziennikarkę Jolantę Szaciłło do rady, a do zarządu wolontariuszkę - fotografkę Agnieszkę Piotrowską. Bożenie Wahl wystarcza rekomendacja Wiśniewskiej. Ufa nowym współpracownikom. Podpisuje się pod umową użyczenia fundacji ziemi i wszystkich budynków. Współpracowniczki przekonują ją, że to pomoże uzyskać unijne dotacje.

Jesienią na prośbę artystki do zarządu wchodzi również przedsiębiorca Marzena Krupska.

Figurantka i decydenci

Przez kolejny rok w Boguszycach nic się nie zmienia. - Problemy miała rozwiązać sprzedaż mojej pracowni - mówi Bożena Wahl. - Ewa miała pomysł, żebym wpłaciła pieniądze na konto fundacji, a wtedy zrobimy przytulisko według najwyższych standardów. Wyleczymy psy, utwardzimy teren, postawimy oczyszczalnię. Pieniądze miały załatwić sprawę brakujących faktur. Prosiła też, żebym uszczegółowiła testament i sprecyzowała, co to znaczy "cały majątek". Ile dokładnie obrazów zapisuję fundacji, by nikt tego nie podważał. Wydawało mi się to sensowne.

Wiśniewska pisze na jednym z forów internetowych: "Bożena Wahl nie jest wieczna, a teren, na którym jest schronisko, jest zapisany na fundację".

Malarka nie wie, że bez jej udziału i wiedzy zarząd i rada fundacji obradują nad jeszcze jednym punktem "reformy" przytuliska. Wolontariuszka, która wówczas pomagała Bożenie Wahl, opowiada o tym spotkaniu: - Głównym tematem było, jak dowiedzieć się, ile jest pieniędzy na koncie i jak odsunąć Wahl. Mówiono, że nie ma sensu zapraszać jej na spotkania, bo to strata czasu. Dowiedziałam się, że "my będziemy za nią decydowały, a ona będzie figurantem".

Jednak statut fundacji chroni Bożenę Wahl. To ona może odwoływać radę, a co za tym idzie, wpływać na skład zarządu.

Pojawia się nowy statut. Punkt o nieusuwalności Bożeny Wahl znika. Przybywa za to inny - dający większą władzę Ewie Wiśniewskiej, która jako wiceprezes może samodzielnie reprezentować fundację.

Nie drażnić lwa

W nowych władzach fundacji dochodzi do rozłamu. Jolanta Szaciłło zarzuca Wiśniewskiej bierność. Uważa, że bez względu na finanse trzeba natychmiast zająć się chorymi zwierzętami, prosić wolontariuszy o pomoc. - Ewa mówiła wtedy: "Nie drażnić lwa, ja to inaczej załatwię". I dalej nic się nie zmieniało - opowiada.

Ewa Wiśniewska twierdzi, że nie zdawała sobie sprawy z powagi sprawy: - Nie wiedziałam, że sytuacja zwierząt jest taka zła. Nie można było wejść na teren przytuliska, bo Wahl nikogo nie wpuszczała.

Podziel się

  • Czemu można zrobić smalec ze świni, a z psa... dziedzicznacytadelafinansjery 13.09.09, 00:03

    ... to przestępstwo. A jak nie smalec, to jakieś wysokokaloryczne paliwo doogrzewnania domów. Naprawdę nie może byćtak, że psy nas zeżrą, a już na pewnozasrają.»

  • Bitwa na psim polu magda.mart 13.09.09, 17:20

    Przykro mi, że dziennikarze mojej ulubionej gazety popełnili tak nierzetelny ijednostronny artykuł. Przykro, że z powodu układów, animozji między ludźmi,wzajemnych antypatii cierpią setki »

  • każdy kolejny post drugie_danie 16.09.09, 18:22

    Upewnia mnie w tym, ze tekst powyżej jest prawdziwy. Sądząc po napastliwosci po zwykłym artykule, latwo sobie wyobrazić co się działo tam na miejscu, jak ją dorwali ci "obroncy zwierząt" i »

Najnowsze wiadomości z Warszawy