Kursy dla wszystkich, którzy chcą myśleć

Wojciech Karpieszuk
14.09.2009 aktualizacja: 2009-09-14 16:28
A A A Drukuj
To oni mają nowe pomysły na zajęcia dla licealistów. Od lewej: Pola Tyniec--Lipska, Iwona E. Rusek, Krzysztof Wierzbicki, Magdalena
Sumowska, Piotr Ślusarczyk i Radosław Filip Muniak Fot. Robert Kowalewski / Agencja Gazeta
System edukacji w liceach szwankuje - uważają doktoranci i młodzi doktorzy z warszawskich uczelni i chcą na kursach nauczyć licealistów "kreatywnego myślenia".
- W ogólniaku wszystko robi się pod klucz, bo taka jest matura. Ludzie przychodzą na studia i nie potrafią czytać tekstów, nie zadają pytań, myślą jednotorowo, najlepiej, kiedy wszystko im się podyktuje w punktach - mówi dr Radosław Filip Muniak.

Kilku doktorantów i młodych doktorów chce to zmienić. Organizują dla licealistów kursy. Jak zapewniają, to ma być nowość: nie "douczki", nie przygotowywania do matury. Chcą poruszyć tematy, o których w liceum nikt nigdy nie słyszał. Bo nauczyciele z braku czasu pędzą z obowiązkowym materiałem.

- Teraz nawet samodzielne czytanie lektury jest szkodliwe, bo przez przypadek uczeń może pokusić się o jakieś własne wnioski. Wszyscy korzystają z wademekum, bo tam jest klucz. To nie ma sensu - opowiada Piotr Sebastian Ślusarczyk, polonista i doktorant na UW.

Jak zapewniają młodzi pasjonaci, nie zamierzają dać uczniom gotowca, chcą nauczyć wyciągania wniosków i myślenia. Będą prowokować do zadawania trudnych pytań, które na lekcjach uchodzą za niewygodne. - Szkoła nie kształci umiejętności. Tworzy się tam przepaść między wiedzą a doświadczeniem - uważa dr Iwona E. Rusek. - A brak doświadczenia wycofuje młodych. Nie mają zainteresowań. Nie umieją opiniować, krytykować. Po studiach jakaś korporacja zafunduje im miękkie szkolenia typu: jak rozmawiać z klientem i to wszystko.

Radosław Filip Muniak: - Wiedza jest eliminowana ze szkoły, są tylko informacje.

Piotr Sebastian Ślusarczyk: - W liceum nie ma w ogóle "Fausta". Na rozszerzonym poziomie omawia się krótki fragment rozmowy z Mefistofelesem. Na lekcjach o romantyzmie dyktuje się uczniom definicje. Po co?

Dlatego ich kursy mają wyglądać zupełnie inaczej niż szkolne lekcje. Będą przypominać uniwersyteckie seminaria i konserwatoria. W pierwszym semestrze, który zacznie się tak jak rok akademicki 1 października, proponują m.in. takie tematy: "Krytyczna analiza przekazów medialnych", "Mechanika demokracji", "Teoria ewolucji", "Związki literatury polskiej z literaturą starożytnej Grecji" czy "Teoria sztuki".

- To nie będzie wykład. Będziemy rozmawiać - zastrzega Iwona. I rozmarza się: - Może dzięki naszym seminariom młodzi ludzie znajdą odpowiedź na pytanie, w którą stronę pójść.

Nie mają wątpliwości, że znajdą chętnych na zajęcia, bo wierzą, że jest wielu takich, którzy mają dość wkuwania formułek. Przyszłych seminarzystów szukają na portalach społecznościowych. Będą się z nimi spotykać w salach Instytutu Historii PAN. I nie ukrywają, że te kursy to też sposób na dorobienie do skromnych doktoranckich stypendiów. Zajęcia będą płatne (w zależności od liczby godzin 480 albo 800 zł za semestralny kurs). Jest też kilka darmowych miejsc dla uczniów, którzy mają trudną sytuację materialną.

Na plakatach, które w tym tygodniu rozwieszą w warszawskich szkołach, tak reklamują swoje seminaria: "Dla wszystkich, którzy chcą wiedzieć więcej. Dla wszystkich, którzy chcą się rozwijać. Dla wszystkich, którzy chcą myśleć i umieć o tym mówić. Edukacja Elitarna". Więcej na www.procivis.org.pl.

Zostań fanem serwisu warszawa.gazeta.pl na Facebooku

Przeczytaj także: Robot zachęca do studiowania na UW



Podziel się

Najnowsze wiadomości z Warszawy