Przyspieszą sąd nad drugą linią metra?

Jarosław Osowski
15.09.2009 aktualizacja: 2009-09-14 19:30
A A A Drukuj
Wejście motyl do stacji Świętokrzyska koło restauracji McDonald's w Sezamie. Żółty daszek nawiązuje kolorem do wnętrza stacji AMC
Zrobimy wszystko, żeby protesty po przetargu na metro rozpatrzyć jak najszybciej - zadeklarowała w poniedziałek sędzia Maja Smoderek, wiceprzewodnicząca V Wydziału Odwoławczego Sądu Okręgowego w Warszawie, który zajmie się zarzutami Chińczyków i Mostostalu Warszawa. Jak pisaliśmy, inwestycja ma już prawie pół roku opóźnienia.
SERWISY
"Gazeta" napisała w poniedziałek, że oczekiwana zwłaszcza na Pradze inwestycja na samym starcie ma już prawie pół roku opóźnienia. Werdykt komisji przetargowej z końca kwietnia (centralny odcinek drugiej lini metra za 4,1 mld zł ma zbudować włosko-tureckie konsorcjum Astaldi-Gulermak) bez powodzenia w kolejnych instancjach oprotestowują drożsi konkurenci. W końcu dobrnęli do sądu, który zgodnie z prawem powinien wydać werdykt już dwa tygodnie temu (w przypadku Mostostalu Warszawa) i w najbliższy czwartek (protest China Overseas Engineering Group). Ma bowiem 30 dni na rozpatrzenie sprawy - tak przewidują przepisy.

- Ale to tylko termin instruktażowy - zastrzega sędzia Maja Smoderek, wiceprzewodnicząca V Wydziału Odwoławczego Sądu Okręgowego w Warszawie, od którego zależą teraz losy drugiej linii metra i kilku innych inwestycji. Jak bowiem napisaliśmy wczoraj, ratusz zaczął już przekładać niektóre budowy i remonty w obawie, że sparaliżują Warszawę podczas piłkarskich mistrzostw Euro 2012. Żeby tak się nie stało, według urzędników kontrakt na metro powinien być podpisany najpóźniej za dwa-trzy miesiące. W dodatku 14 listopada minie ważność ofert, które złożyły firmy startujące w przetargu, a wtedy prawdopodobnie trzeba będzie rozpisać nowy, a wykonawcom zwrócić wadium.

Tymczasem sąd wyznaczył na 21 września termin dopiero wstępnej rozprawy, na której sprawdzi, czy skargi dwóch firm są kompletne i czy można je rozpatrywać razem. Dlaczego zwleka z ostatecznym rozstrzygnięciem sporu?

Według Mai Smoderek głównym powodem jest zbyt mała liczba składów sędziowskich i natłok spraw (ich terminy wyznaczane są teraz na koniec października). W jej wydziale zwykle odbywają się jedna-dwie sesje sądowe dziennie. Każdą prowadzi trzyosobowy skład, rozpatrując ok. 40 spraw na posiedzeniach jawnych i zamkniętych dla publiczności. Są takie, które trwają 30 minut, ale i takie, których rozstrzygnięcie zajmuje kilka godzin. - Zdarza się, że sędziowie wychodzą do domu nawet o godz. 20, jeśli trzeba przesłuchiwać dodatkowych świadków lub biegłych - mówi wiceprzewodnicząca V Wydziału Odwoławczego.

Twierdzi, że gdyby sprawa drugiej linii metra była oczywista, sąd nie wyznaczałby wstępnego terminu. Nie wyklucza jednak, że rozstrzygnięcie może zapaść już w najbliższy poniedziałek, jeśli okaże się, że protest jest nieprawidłowy. A jeśli nie? - Przewodniczący składu na pewno zrobi wszystko, żeby przynajmniej od pierwszej rozprawy rozpoznawczej zdążyć z wyrokiem w 30 dni - obiecała nam wczoraj sędzia Smoderek. Co dalej z metrem od ronda Daszyńskiego do Dworca Wileńskiego, dowiedzielibyśmy się więc w drugiej połowie października.

Przeczytaj także: Metro walczy z gołębiami



Podziel się

  • Koguta na dach i ognia! robot_humano 15.09.09, 21:10

    Polskie sądy i urzędy "przysypieszają", "robią co mogą" i "ostro biorą się do roboty" identycznie jak polscy piłkarze - jak już jest pozamiatane.P.S. Równość równością ale przydałaby się »

Najnowsze wiadomości z Warszawy