Golf wcale nie jest dla snobów

Alex Kłoś
18.09.2009 aktualizacja: 2009-09-18 15:03
A A A Drukuj
Zasady gry w golfa nie należą do najłatwiejszych fot. Shutterstock
  • Tiger Woods najlepszy golfista świata
  • Autor tekstu, Alex Kłoś, próbuje swoich sił w grze w golfa.
  • Autor tekstu, Alex Kłoś, próbuje gry w turbo golfa.
  • Autor tekstu, Alex Kłoś, próbuje swoich sił w grze w golfa.
Golf może być ciekawą i wciągającą grą. Nie jest też tak drogi jak się wydaje. Dodatkowej adrenaliny dostarcza granie w opuszczonych fabrykach czy w kanałach.
SERWISY
SONDAŻ
Czy grasz w golfa?

Tak, gram w tradycyjnego golfa
Tak, gram w turbo golfa
Nie, ale chciałabym / chciałbym spróbować tradycyjnego golfa
Nie, ale chciałabym / chciałbym spróbować turbo golfa
Nie, nie interesuje mnie to

Przepraszająco patrzę na Dariusza Babińskiego, zawodowego golfistę i trenera na polu Lisia Polana pod Warszawą. Właśnie wyrwałem kawał trawy, próbując uderzyć kijem w piłeczkę.



- Spróbuj jeszcze raz. Tylko zrób to na luzie. Ważna nie jest siła, a zamach - zachęca Darek.

Staję zgodnie z jego instrukcją. Nogi mam lekko ugięte. Kręgosłup prosty. Skręcam się w boku, unosząc kij wysoko w górę. Zastygam tak na kilka sekund. Wykonuje zamach. Bach!

Piłka wylatuje w powietrze i leci kilkadziesiąt metrów w dołka. Pierwszy udało mi się zagrać w golfa.

Golfista z przymusu

Dariusz Babiński w golfa gra od siedmiu lat. Po raz pierwszy na pole zaprosiła go siostra, która pracowała w recepcji klubu golfowego Rajszewie.

- Miałem nosić kije. Byłem w ósmej klasie. Powiedziałem jej, żeby się popukała w czoło. W tym wieku miałem już pracować? Za parę dni mi przeszło i zamiast pójść do kościoła, pojechałem na pole. Zarobiłem trzydzieści złotych - wspomina.

Tak zadebiutował jako caddy, czyli pomocnik gracza. Zjawiał się co weekend przez ponad pięć lat. Sam nie grał.

Ten sport mu się nie podobał, bo był mało dynamiczny. Wolał piłkę nożną, koszykówkę, karate. Te sporty tak mu weszły w krew, że poszedł na AWF.

Niedługo po tym sam jednak zaczął grać w golfa. - Kij wziąłem do ręki z przymusu. Musiałem zacząć grać, żebym miał świadomość tego, co mówię jako caddy. To była tragedia. Robiłem po dwadzieścia uderzeń na dołku. Człowiek, który robi cztery do pięciu uderzeń, ma już pojęcie o golfie. Osiem, siedem, to znaczy, że już mu wychodzi. Powyżej dziesięciu - jeszcze raczkuje - tłumaczy.

Dobry golfista nie myśli o niczym

Dariusz Babiński: - Kiedyś zawodowego golfistę podłączono do aparatury i wyszło na to, że o niczym nie myśli. Złośliwi mówią, że trzeba być tępakiem żeby w to grać. Ale innym podoba się to, że mogą się skoncentrować na "tu i teraz". Trzeba mieć wszystko poukładane w życiu, w głowie, w firmie, żeby się dobrze zagrać.

- Chyba kupię sobie kij. Tylko co potem? - pytam.

- Idź na kurs. Najtańszy kosztuje od 300 zł do 1 tys. 500 zł. Używane kije kupisz średnio za 500 zł - 1 tys. zł. Kosz piłek kosztuje od 10 do 30 zł. Kolejnym krokiem jest wykupienie członkostwa w klubie albo wykupywania jednorazowego wstępu na obiekt.

Na pole wchodzi się w stroju wygodnym i eleganckim. Koszulka z kołnierzykiem i spodnie. Ale nie dżinsy - nie są mile widziane. Mogą być natomiast krótkie spodenki, ale też materiałowe.

A kto gra? Biznesmeni, politycy, sławni aktorzy?

- Ludzie myślą, że w golf to gra elitarna i snobistyczna, a tymczasem grają wszyscy. To drogi sport w krajach, w których nie jest rozpowszechniony. U nas w poniedziałek, gdy jest promocja, można zagrać dziewięć dołków za 45 zł - tłumaczy Babiński - Przyjeżdża wtedy prawie 100 osób. Gdyby państwo potraktowało pola golfowe nie jak biznes, a obiekty sportowe, to płaciłyby one niższe podatki. Gdyby do tego lokalne samorządy dofinansowały taką działalność, to golf stałby się tańszy, a ostatecznie masowy - dodaje Babiński.

Zabawa w Ursusie

- Turbo golf dostarcza mocnych wrażeń. Kiedy przypadkowo trafiliśmy na teren wojskowy, grając w okolicach twierdzy Modlin, spędziliśmy kilkadziesiąt minut w jakimś pseudo areszcie - opowiada z przejęciem Czubon. Ma 36 lat, jest lekarzem pediatrą w Centrum Zdrowia Dziecka. Zatrzymuje swoją toyotę przed ogromną halą, dawnej fabryki traktorów w podwarszawskim Ursusie. Na początku wynosimy sprzęt z samochodu. Kierujemy się w stronę wybitego okna. Zaglądamy do środka i badamy teren.

Podziel się

Najnowsze wiadomości z Warszawy