Mieli zbudować stadion, przejedli całą kasę

Jan Fusiecki
28.09.2009 aktualizacja: 2009-09-27 21:01
A A A Drukuj
Sławomir Skrzypek Fot. Igor Morye / AG
To była bezwstydna nonszalancja, obraza prawa - tak radni zbadali działanie pisowskiej spółki, która pod patronatem obecnego szefa NBP Sławomira Skrzypka miała zbudować stadion przy Łazienkowskiej, ale zdołała jedynie przejeść swój kapitał.
Budowę Stadionu Narodowego w miejscu stadionu klubu Legia Lech Kaczyński obiecał na początku swej warszawskiej prezydentury. Koszt inwestycji - 150 mln zł - miało wziąć na siebie miasto.

W 2003 r. wiceprezydent Warszawy Sławomir Skrzypek reklamowany jako as ds. finansowych i gospodarczych w warszawskim ratuszu oraz Eryk Pyra, ówczesny szef biura nadzoru właścicielskiego, powołali spółkę miejską pod nazwą Budowa i Zarząd Stadionu Piłkarskiego z kapitałem 500 tys. zł.

Pisowskie lęki

Budowa się nie zaczyna, a w 2005 r. rząd Belki zgłasza nasz akces do Euro 2012 i mówi, że miejsce dla największego sportowego obiektu to znajdujący się po drugiej stronie Wisły Stadion Dziesięciolecia.

W tym samym roku rządzący Warszawą PiS zmienia koncepcję: próbuje znaleźć prywatnego inwestora, który zbuduje stadion przy Łazienkowskiej w ramach partnerstwa prywatno-publicznego. Istnienie miejskiej spółki powołanej do budowy stadionu traci rację bytu. Mimo to ratusz jej nie likwiduje. Będzie działała jeszcze dwa lata. Jej władze są miejscem pracy ludzi z najbliższego otoczenia Lecha Kaczyńskiego. W zarządzie lub radzie nadzorczej można znaleźć m.in.: Jacka Sasina, byłego pisowskiego wojewodę, dziś doradcę w Kancelarii Prezydenta, i Marcina Dziurdę, zaufanego prawnika Lecha Kaczyńskiego w czasie jego warszawskiej prezydentury, dziś szefa prokuratorii generalnej.

W pancernej szafie

- Od 2005 r. spółka nie ma już nic do roboty. Ale jeszcze przez dwa lata urzęduje w niej sekretarka, prezes i rada nadzorcza biorą wynagrodzenia. Do momentu likwidacji spółka przejadła blisko 2 mln zł. To pieniądze wyrzucone w błoto - mówi Paweł Lech (PO), szef komisji rewizyjnej Rady Warszawy.

Radni już dwa lata temu zdecydowali, że przejrzą akta spółki i znajdą osoby odpowiedzialne za domniemaną niegospodarność. Ale pracę zakończyli dopiero teraz. Raport przygotowany przez komisję rewizyjną rada miasta ma przyjąć na najbliższej sesji.

- Długo to trwało, bo akta spółki były zamknięte w pancernej szafie, do której nikt nie miał klucza - mówi Agnieszka Kuncewicz (PD), radna komisji rewizyjnej.

Gdy wreszcie udało się je wyjąć, radni zobaczyli coś, co określili jaki skandaliczny bałagan. - Komisja stwierdziła liczne zaniedbania, bałagan w dokumentacji lub na pewnych odcinkach całkowity jej brak - czytamy w ich raporcie. Piszą, że spółka w ogóle nie realizowała zadań przed nią postawionych. A w latach 2005-07 ograniczyła się do księgowania kosztów bieżących - płac dla zarządu i rady nadzorczej.

- Prezesi zarabiali powyżej 9 tys. zł, dieta w radzie to od 1 tys. do 1,5 tys. zł. Nie są to najwyższe stawki, ale w tej sytuacji to bezczelne marnotrawstwo - mówi Agnieszka Kuncewicz.

Poza zasięgiem

Radni w raporcie pokazują też wykaz wydatków zlecanych przez spółkę. Np. na usługi prawnicze - blisko 34 tys. zł. Doradztwo finansowe - podobna kwota.

- Z tych prac nikt nigdy nie skorzystał - mówi Agnieszka Kuncewicz. I dodaje, że osoba za ten stan rzeczy odpowiedzialna to Sławomir Skrzypek, który pod rządami PiS nadzorował z ramienia ratusza spółki miejskie. - Dziś jako prezes NBP jest poza zasięgiem naszego działania. Nie mieliśmy nawet tytułu, by wezwać go na nasze posiedzenie - mówi Kuncewicz.

- Nie mamy też jak wyciągnąć konsekwencji wobec innych urzędników, bo już nie pracują w ratuszu. Zastanawialiśmy się, czy na podstawie naszego raportu skierować doniesienie do prokuratury. To była na pewno niegospodarność, ale czy karalna? - zastanawia się Paweł Lech. - Prokuratury nie zawsze podejmują tego typu sprawy. A odmowa wszczęcia śledztwa byłaby szeregach PiS reklamowana jako zwycięstwo i ostateczne rozgrzeszenie.

- To był błąd polityczny: spółka miała źle postawione cele i zbyt długo działała. Ale nie ma mowy o przestępstwie - broni się Dariusz Figura, radny PiS i były szef rady nadzorczej stadionowej spółki.

Zobacz jak rośnie Stadion Narodowy



Podziel się

Najnowsze wiadomości z Warszawy