Mieli zbudować stadion, przejedli całą kasę
28.09.2009
aktualizacja: 2009-09-27 21:01
Fot. Igor Morye / AG
To była bezwstydna nonszalancja, obraza prawa - tak radni zbadali działanie pisowskiej spółki, która pod patronatem obecnego szefa NBP Sławomira Skrzypka miała zbudować stadion przy Łazienkowskiej, ale zdołała jedynie przejeść swój kapitał.
ZOBACZ TAKŻE
- Najpierw święcenie, a potem ślub na stadionie (25-09-09, 12:59)
- Budowa Stadionu Narodowego: Radni pod wrażeniem (23-09-09, 08:00)
- Warszawa nominowana do prestiżowej nagrody sportowej (15-10-09, 12:36)
- Czym był "byt, który przejadał pieniądze"? (09-10-09, 09:00)
- Skrzypek i spółka, czyli jak PiS budował stadion (skrót) (28-09-09, 01:00)
- Stadion Narodowy ma nową stronę i logo (25-09-09, 18:42)
- Zatrzymajmy budowę stadionu Legii: jest kryzys (16-09-09, 09:00)
- Pospaceruj wirtualnie po stadionie Legii (25-09-09, 17:00)
Budowę Stadionu Narodowego w miejscu stadionu klubu Legia Lech Kaczyński obiecał na początku swej warszawskiej prezydentury. Koszt inwestycji - 150 mln zł - miało wziąć na siebie miasto.
W 2003 r. wiceprezydent Warszawy Sławomir Skrzypek reklamowany jako as ds. finansowych i gospodarczych w warszawskim ratuszu oraz Eryk Pyra, ówczesny szef biura nadzoru właścicielskiego, powołali spółkę miejską pod nazwą Budowa i Zarząd Stadionu Piłkarskiego z kapitałem 500 tys. zł.
Pisowskie lęki
Budowa się nie zaczyna, a w 2005 r. rząd Belki zgłasza nasz akces do Euro 2012 i mówi, że miejsce dla największego sportowego obiektu to znajdujący się po drugiej stronie Wisły Stadion Dziesięciolecia.
W tym samym roku rządzący Warszawą PiS zmienia koncepcję: próbuje znaleźć prywatnego inwestora, który zbuduje stadion przy Łazienkowskiej w ramach partnerstwa prywatno-publicznego. Istnienie miejskiej spółki powołanej do budowy stadionu traci rację bytu. Mimo to ratusz jej nie likwiduje. Będzie działała jeszcze dwa lata. Jej władze są miejscem pracy ludzi z najbliższego otoczenia Lecha Kaczyńskiego. W zarządzie lub radzie nadzorczej można znaleźć m.in.: Jacka Sasina, byłego pisowskiego wojewodę, dziś doradcę w Kancelarii Prezydenta, i Marcina Dziurdę, zaufanego prawnika Lecha Kaczyńskiego w czasie jego warszawskiej prezydentury, dziś szefa prokuratorii generalnej.
W pancernej szafie
- Od 2005 r. spółka nie ma już nic do roboty. Ale jeszcze przez dwa lata urzęduje w niej sekretarka, prezes i rada nadzorcza biorą wynagrodzenia. Do momentu likwidacji spółka przejadła blisko 2 mln zł. To pieniądze wyrzucone w błoto - mówi Paweł Lech (PO), szef komisji rewizyjnej Rady Warszawy.
Radni już dwa lata temu zdecydowali, że przejrzą akta spółki i znajdą osoby odpowiedzialne za domniemaną niegospodarność. Ale pracę zakończyli dopiero teraz. Raport przygotowany przez komisję rewizyjną rada miasta ma przyjąć na najbliższej sesji.
- Długo to trwało, bo akta spółki były zamknięte w pancernej szafie, do której nikt nie miał klucza - mówi Agnieszka Kuncewicz (PD), radna komisji rewizyjnej.
Gdy wreszcie udało się je wyjąć, radni zobaczyli coś, co określili jaki skandaliczny bałagan. - Komisja stwierdziła liczne zaniedbania, bałagan w dokumentacji lub na pewnych odcinkach całkowity jej brak - czytamy w ich raporcie. Piszą, że spółka w ogóle nie realizowała zadań przed nią postawionych. A w latach 2005-07 ograniczyła się do księgowania kosztów bieżących - płac dla zarządu i rady nadzorczej.
- Prezesi zarabiali powyżej 9 tys. zł, dieta w radzie to od 1 tys. do 1,5 tys. zł. Nie są to najwyższe stawki, ale w tej sytuacji to bezczelne marnotrawstwo - mówi Agnieszka Kuncewicz.
Poza zasięgiem
Radni w raporcie pokazują też wykaz wydatków zlecanych przez spółkę. Np. na usługi prawnicze - blisko 34 tys. zł. Doradztwo finansowe - podobna kwota.
- Z tych prac nikt nigdy nie skorzystał - mówi Agnieszka Kuncewicz. I dodaje, że osoba za ten stan rzeczy odpowiedzialna to Sławomir Skrzypek, który pod rządami PiS nadzorował z ramienia ratusza spółki miejskie. - Dziś jako prezes NBP jest poza zasięgiem naszego działania. Nie mieliśmy nawet tytułu, by wezwać go na nasze posiedzenie - mówi Kuncewicz.
- Nie mamy też jak wyciągnąć konsekwencji wobec innych urzędników, bo już nie pracują w ratuszu. Zastanawialiśmy się, czy na podstawie naszego raportu skierować doniesienie do prokuratury. To była na pewno niegospodarność, ale czy karalna? - zastanawia się Paweł Lech. - Prokuratury nie zawsze podejmują tego typu sprawy. A odmowa wszczęcia śledztwa byłaby szeregach PiS reklamowana jako zwycięstwo i ostateczne rozgrzeszenie.
- To był błąd polityczny: spółka miała źle postawione cele i zbyt długo działała. Ale nie ma mowy o przestępstwie - broni się Dariusz Figura, radny PiS i były szef rady nadzorczej stadionowej spółki.
W 2003 r. wiceprezydent Warszawy Sławomir Skrzypek reklamowany jako as ds. finansowych i gospodarczych w warszawskim ratuszu oraz Eryk Pyra, ówczesny szef biura nadzoru właścicielskiego, powołali spółkę miejską pod nazwą Budowa i Zarząd Stadionu Piłkarskiego z kapitałem 500 tys. zł.
Pisowskie lęki
Budowa się nie zaczyna, a w 2005 r. rząd Belki zgłasza nasz akces do Euro 2012 i mówi, że miejsce dla największego sportowego obiektu to znajdujący się po drugiej stronie Wisły Stadion Dziesięciolecia.
W tym samym roku rządzący Warszawą PiS zmienia koncepcję: próbuje znaleźć prywatnego inwestora, który zbuduje stadion przy Łazienkowskiej w ramach partnerstwa prywatno-publicznego. Istnienie miejskiej spółki powołanej do budowy stadionu traci rację bytu. Mimo to ratusz jej nie likwiduje. Będzie działała jeszcze dwa lata. Jej władze są miejscem pracy ludzi z najbliższego otoczenia Lecha Kaczyńskiego. W zarządzie lub radzie nadzorczej można znaleźć m.in.: Jacka Sasina, byłego pisowskiego wojewodę, dziś doradcę w Kancelarii Prezydenta, i Marcina Dziurdę, zaufanego prawnika Lecha Kaczyńskiego w czasie jego warszawskiej prezydentury, dziś szefa prokuratorii generalnej.
W pancernej szafie
- Od 2005 r. spółka nie ma już nic do roboty. Ale jeszcze przez dwa lata urzęduje w niej sekretarka, prezes i rada nadzorcza biorą wynagrodzenia. Do momentu likwidacji spółka przejadła blisko 2 mln zł. To pieniądze wyrzucone w błoto - mówi Paweł Lech (PO), szef komisji rewizyjnej Rady Warszawy.
Radni już dwa lata temu zdecydowali, że przejrzą akta spółki i znajdą osoby odpowiedzialne za domniemaną niegospodarność. Ale pracę zakończyli dopiero teraz. Raport przygotowany przez komisję rewizyjną rada miasta ma przyjąć na najbliższej sesji.
- Długo to trwało, bo akta spółki były zamknięte w pancernej szafie, do której nikt nie miał klucza - mówi Agnieszka Kuncewicz (PD), radna komisji rewizyjnej.
Gdy wreszcie udało się je wyjąć, radni zobaczyli coś, co określili jaki skandaliczny bałagan. - Komisja stwierdziła liczne zaniedbania, bałagan w dokumentacji lub na pewnych odcinkach całkowity jej brak - czytamy w ich raporcie. Piszą, że spółka w ogóle nie realizowała zadań przed nią postawionych. A w latach 2005-07 ograniczyła się do księgowania kosztów bieżących - płac dla zarządu i rady nadzorczej.
- Prezesi zarabiali powyżej 9 tys. zł, dieta w radzie to od 1 tys. do 1,5 tys. zł. Nie są to najwyższe stawki, ale w tej sytuacji to bezczelne marnotrawstwo - mówi Agnieszka Kuncewicz.
Poza zasięgiem
Radni w raporcie pokazują też wykaz wydatków zlecanych przez spółkę. Np. na usługi prawnicze - blisko 34 tys. zł. Doradztwo finansowe - podobna kwota.
- Z tych prac nikt nigdy nie skorzystał - mówi Agnieszka Kuncewicz. I dodaje, że osoba za ten stan rzeczy odpowiedzialna to Sławomir Skrzypek, który pod rządami PiS nadzorował z ramienia ratusza spółki miejskie. - Dziś jako prezes NBP jest poza zasięgiem naszego działania. Nie mieliśmy nawet tytułu, by wezwać go na nasze posiedzenie - mówi Kuncewicz.
- Nie mamy też jak wyciągnąć konsekwencji wobec innych urzędników, bo już nie pracują w ratuszu. Zastanawialiśmy się, czy na podstawie naszego raportu skierować doniesienie do prokuratury. To była na pewno niegospodarność, ale czy karalna? - zastanawia się Paweł Lech. - Prokuratury nie zawsze podejmują tego typu sprawy. A odmowa wszczęcia śledztwa byłaby szeregach PiS reklamowana jako zwycięstwo i ostateczne rozgrzeszenie.
- To był błąd polityczny: spółka miała źle postawione cele i zbyt długo działała. Ale nie ma mowy o przestępstwie - broni się Dariusz Figura, radny PiS i były szef rady nadzorczej stadionowej spółki.
Zobacz jak rośnie Stadion Narodowy
-
Skrzypek i spółka, czyli jak PiS budował stadion
jagrudz
28.09.09, 10:11
Czy to ten co gral na dachu? »
-
Nie chodzi o to czy ci z PISkradli i ile ukradli,
acc4
28.09.09, 11:22
ale że wciąż mają gębę pełną frazesów o prawie i sprawiedliwości. Te ich zaostrzone kary miały być wyłącznie dla złodziei z innych gangów.»
-
2 mln. to przestępstwo?
zadbad
28.09.09, 13:33
Kilka groszy w picie tak,bo gdyby pospólstwo się nauczyło byłaby tragedia.Atak? Dwa miliony zawinięte przez kilku wybrańców narodu nie stanowi zagrożeniadla społeczeństwa.Sku...syny.»
Najnowsze wiadomości z Warszawy
Najczęściej czytane24 htydzień
- Te budynki mogą powstać w Warszawie. Top 10
- Nie jedźcie tą autostradą. Węzeł Pruszków to pułapka
- Gigantyczna kara dla lekarza: bo nie wypełniał papierów
- Środa na ulicach Warszawy [23.05.2012]
- Otwarto fragment autostrady do Warszawy. Kiedy reszta?
- Nowy autobus od dziś na ulicach Warszawy [ZDJĘCIA]
- Podwójne zabójstwo na Siekierkach. "Dziwne zdarzenie"
- Nad Wisłą, na działkach. Tak wypoczywała Warszawa
- Te budynki mogą powstać w Warszawie. Top 10
- Zobacz 10 największych hitów sobotniej "Nocy Muzeów"
- "Biurowiec Bieruta" gotowy po remoncie. Zapiera dech!
- Nie jedźcie tą autostradą. Węzeł Pruszków to pułapka
- Cicha noc na A2
- Gigantyczna kara dla lekarza: bo nie wypełniał papierów


