"Zszedłem z trasy płacząc ze złości"
28.09.2009
aktualizacja: 2009-09-27 20:31
Fot. Adam Kozak / Agencja Gazeta
Na 31. Maratonie Warszawskim było pięknie. Niestety, nie dla mnie.
ZOBACZ TAKŻE
- Wielka Warszawska: narodziny nowej gwiazdy (28-09-09, 23:00)
- Zobacz, jak wyglądał 31. Maraton Warszawski (27-09-09, 08:56)
- Maraton Warszawski: Bieganie kontra zaniedbanie urzędników (07-09-09, 15:34)
- 42 kilometry w podskokach, piechotą lub tyłem (28-09-09, 09:00)
Czytaj oficjalny blog 31. Maratonu Warszawskiego
Zaczęło się cudownie. Ponad 4 tys. osób wystartowało w rytm muzyki z jednym celem - pokonać 42 km i 195 metrów, własne słabości, zostać maratończykiem.
Ruszamy. Każdy w swoim tempie.
Nie każdemu jednak było dane dobiec do mety. Wśród takich osób w tym roku znalazłem się ja - debiutant. A przecież zapowiadało się tak dobrze. Nie traciłem oddechu, nie czułem żadnego bólu w łydkach, nie dostałem skurczu. Muzyka z MP3 nadawała mi tempa, pogoda dopisywała.
Jednak po 5. kilometrze, przy pierwszym punkcie z napojami na pl. Trzech Krzyży, doszło do małego wypadku. Jedna z zawodniczek poślizgnęła się na leżącym na ziemi kubku po wodzie. Lekko się zderzyliśmy. Straciłem równowagę i sam się poślizgnąłem i źle stanąłem. Ból przeszedł mi kostkę, powędrował przez prawe kolano aż do krzyża. Zakręciło mi się w głowie, zemdliło. Zatrzymałem się. Wypiłem powerade'a i ruszyłem. Zdawało mi się, że rozruszam kostkę, że będzie dobrze, że wystarczy trochę silnej woli. Biegnąc, a właściwie człapiąc na odcinku od Bagateli do pl. Piłsudskiego zastanawiałem się, czy powinienem zejść z trasy. Bolało coraz bardziej.
Na wysokości Domów Centrum, płacząc ze złości, podjąłem decyzję. Schodzę.
Uczucie przegranej towarzyszy mi cały czas. Jestem zły, że nie dałem rady zwalczyć bólu. Jestem zły na tzw. życie, że nie dostałem szansy pokonania tego dystansu, że moja pierwsza przygoda z maratonem zakończyła się tak szybko.
Kontuzja nie jest tak straszna jak poczucie, że zawiodło się własne oczekiwania i nadzieje.
Maraton zakończył się sukcesem. Rekordowa liczba (ponad 3 tys. biegaczy) zakończyła bieg. Mnóstwo zwykłych ludzi takich jak ja, którzy pokonali własne słabości i spełnili marzenia. Nie miało być patetycznie. Ale w tym wypadku się nie da, bo dla mnie każdy, kto ukończył wczorajszy bieg, jest bohaterem. Drodzy Już Maratończycy, gratuluję Wam!
PS: Nie kończę swojej przygody z bieganiem. Do zobaczenia w marcu na półmaratonie, na zawodach Pucharu Maratonu, a w przyszłym roku na kolejnym maratonie. Tym razem udanym.
Przeczytaj także: Zobacz, jak wyglądał 31. Maraton Warszawski
Najnowsze wiadomości z Warszawy
Najczęściej czytane24 htydzień
- Nowy punkt widokowy w Warszawie. Wyżej niż PKiN
- Reklamy na Euro. Która najbardziej obciachowa? [GŁOSUJ]
- Motocyklista w ciężkim stanie po wypadku na Racławickiej
- Autostrada A2: kolejny odcinek gotowy na otwarcie
- Te budynki mogą powstać w Warszawie. Top 10
- Masa Krytyczna: "My nie blokujemy ruchu"
- Warsaw Music Week. Wieczór z hip hopem od Prosto
- Te budynki mogą powstać w Warszawie. Top 10
- Co straszy, a co zachwyca w strefie kibica [RAPORT]
- Nie jedźcie tą autostradą. Węzeł Pruszków to pułapka
- Nad Wisłą, na działkach. Tak wypoczywała Warszawa
- Gigantyczna kara dla lekarza: bo nie wypełniał papierów
- Lotnisko bezradne wobec naciągaczy? Taksówkowy problem
- Wtorek na ulicach Warszawy [22.05.2012]


