Chodził po linie nad Marszałkowską

Magda Działoszyńska
28.09.2009 aktualizacja: 2009-09-28 20:38
A A A Drukuj
Tłum gapiów obserwował spacer po linie Fot. Bartosz Bobkowski / Agencja Gazeta
Tłum ludzi stał wczoraj w południe z zadartymi głowami u zbiegu Marszałkowskiej i Złotej. Obserwowali śmiałka spacerującego po linie rozpiętej między domami towarowymi Sawa i Junior
SERWISY


Na widok 21-letniego Jana Gałke kroczącego po zawieszonej na wysokości 15 metrów 2,5-centymetrowej taśmie wszyscy wstrzymywali oddech. Po około dwóch minutach, gdy bezpiecznie docierał na drugą stronę, rozlegały się brawa. I tak przez trzy godziny, w te i z powrotem, po trzech różnych linowych trasach.

Pani Anna nie mogła się nadziwić, po co ktoś tak lekkomyślnie naraża życie. Uspokoiła ją dopiero informacja, że wyczyn odbywa się przy użyciu asekuracyjnej lonży i niczyje życie nie jest zagrożone. - Skoro tak, to w porządku, niech sobie chodzą - odetchnęła z ulgą. - Zwykle smutno tu i szaro, a dziś przynajmniej coś się dzieje.

Małgorzata i Marcin też zatrzymali się, by popatrzeć. - Ściskamy mocno kciuki. To pewnie jakieś nowe wyzwanie albo bicie rekordu? - zastanawiali się.

Jan Gałek, najlepszy polski slackliner (slackline z angielskiego to luźna, nienapięta lina) ma już na koncie kilka rekordów. Do Warszawy przyjechał na zaproszenie, bo zwykle po linie chodzi na łonie natury. Jest np. jedynym Polakiem, który przeszedł po cienkiej taśmie zawieszonej nad 880-metrową przepaścią przy Lost Arrow Spire w kalifornijskim Parku Narodowym Yosemite. Swoje hobby uprawia też w przestrzeni miejskiej wzorem Philippe Petit, który w sierpniu 1974 r. przeszedł po linie pomiędzy dwiema wieżami World Trade Center.

- W mieście nie ma ładnych widoków jak w Górach Stołowych, gdzie trenujemy. Hałasy rozpraszają, ale to nowe wyzwanie - mówił Gałek o wyczynie spacerowania po 24- i 30-metrowych linach zawieszonych na wysokości 15 m w samym centrum miasta. - Ludzie nas dopingują, ale okrzyki gapiów często odnoszą skutek przeciwny do zamierzonego. Kiedy idę, muszę się skupić wyłącznie na drugim końcu liny - opowiadał.

Gałek chodzi po linie już niemal cztery lata. Wkrótce znów będzie w drodze do parku Yosemite, który jest mekką slacklinerów. - Moja dziewczyna nie lubi, gdy na długo wyjeżdżam, ale raczej mnie wspiera. Rodzice się denerwują, tylko, że ja jestem od tego uzależniony. Chodzę, bo lubię - śmiał się.

Jego wyczyn jest częścią akcji propagującej postawy niezależne i "chodzenie własną drogą". Więcej o kampanii już wkrótce będzie można się dowiedzieć na stronie www.the-mark.org.pl.

Przeczytaj także: jak spędzić lato z dzieckiem w Londynie



Podziel się

Najnowsze wiadomości z Warszawy