Fachowcy potrzebni - reaktywacja zawodówek

Grzegorz Lisicki
29.09.2009 aktualizacja: 2009-09-28 20:40
A A A Drukuj
Chętnych do nauki w Fot. Daniel Adamski / AG
Informatyka, logistyka i organizacja, hotelarstwo - takich umiejętności można nauczyć się w szkole zawodowej. Miasto chce, aby takie szkoły kończyło więcej uczniów niż dzisiaj
SERWISY
- Mamy z nimi problem. Za zawodówkami ciągnie się zła sława placówek dla marginesu, gdzie uczy się najprostszych zawodów - mówił wczoraj odpowiedzialny za edukację wiceprezydent Warszawy Włodzimierz Paszyński. W całym mieście w szkołach zawodowych uczy się zaledwie 30 proc. uczniów.

- Kończy się to tym, że słabsi nie radzą sobie w liceach i na studiach, a później zostają bezrobotnymi - stwierdziła Wanda Adach, dyrektor stołecznego urzędu pracy.

Tymczasem warszawskie firmy biją się o każde ręce do pracy. W urzędzie pracy zarejestrowanych jest zaledwie 21 tys. bezrobotnych na prawie 2 mln mieszkańców. Pracodawcy nie chcą jednak zatrudniać ludzi z wykształceniem ogólnym. - Coraz częściej pytają też nie o sam dyplom uczelni, lecz o jej nazwę, tryb nauki, stopnie w indeksie. Tak wynika z naszych badań - obserwuje wiceprezydent Paszyński.

Według nich formalne wykształcenie (tzn. dyplom uczelni) ceni sobie zaledwie 7 proc. pracodawców. Za to aż połowa - "fachowość w danej dziedzinie". - Tę fachowość mogą zapewniać właśnie szkoły zawodowe. Skończyły się czasy, że kształciły tylko ślusarzy i tokarzy. Dziś stołeczne szkoły zawodowe kształcą np. na kierunku pod nazwą "Technika cyfrowych procesów graficznych", a także informatyka czy hotelarstwo. Jak widać, szkoły zawodowe starają się nadążyć za zmieniającymi się czasami. Co nie znaczy, że nie potrzeba przysłowiowych tokarzy. Ich coraz bardziej brakuje pracodawcom - podkreśla wiceprezydent Paszyński. - W dodatku są to szkoły nieblokujące kariery: po zawodowej można skończyć technikum, studia i uzyskać doktorat.

Część szkół zawodowych cieszy się wzięciem. Popularny "gastronomik" przy Poznańskiej rok w rok przeżywa oblężenie. Chętnych jest tu nawet 12 osób na miejsce. Jednak wiele zawodówek wymiera. - Tymczasem rynek pracy zasysa osoby z umiejętnościami technicznymi. Humaniści muszą się technicyzować - twierdzi Wanda Adach.

Z tego powodu ratusz chce ożywić szkolnictwo zawodowe. Wczoraj ogłosił inaugurację dwuletniego projektu "Rozwój szkolnictwa zawodowego w Warszawie" przygotowanego wspólnie z Instytutem Badań Rynku, Konsumpcji i Koniunktur. - Chodzi o nakreślenie perspektywy rozwoju rynku pracy dla poszczególnych zawodów. Później do tego będziemy dostosowywać szkolnictwo zawodowe w stolicy - powiedział Włodzimierz Paszyński. Ankieterzy spytają prawie tysiącosobową grupę młodzieży m.in. o motywacje wyboru konkretnej szkoły, ich aspiracje i plany zawodowe. Zostaną też przepytani pracodawcy - żeby dowiedzieć się, czego brakuje w kształceniu zawodowym, jakich umiejętności oczekują. Projekt kosztuje ok. 1,5 mln zł. Dokłada się do niego Europejski Fundusz Społeczny.

Przeczytaj także: Dlaczego w szkole na tak nie uczą?



Podziel się

  • Rząd AWS zniszczył szkolnictwo zawodowe szlakuls 29.09.09, 10:05

    Tzw. reforma Buzka zakładała zamknięcie zawodówek i kształcenie całej młodzieży w gimnazjach a następnie większości w liceach.»

  • Fachowcy potrzebni - reaktywacja zawodówek zakela 29.09.09, 12:17

    No właśnie - potrzeba zawodówek z prawdziwego zdarzenia. Mój syn skończył przed 3 laty pomaturalną 2-letnią szkołę informatyczną i pies z kulawą nogą nie zainteresował się jego dyplomem »

Najnowsze wiadomości z Warszawy