Rekordowa kumulacja. Znów trafi na Warszawę?

Aleksandra Muzińska
29.09.2009 aktualizacja: 2009-09-29 20:43
A A A Drukuj
Kolejka do kolektury lotto przy ul. Anielewicz Fot. Jacek Łagowski / Agencja Gazeta
Do wygrania w Dużym Lotku było 40 mln zł. Kolektury lotto przeżywały wczoraj oblężenie, jakiego mogłyby im pozazdrościć lokale wyborcze.
SERWISY


Pod kioskiem na ul. Spacerowej spotykamy Bartka. Gra na osiem zakładów. - Sam do niedawna miałem kolekturę, więc obstawiam regularnie. Jeżeli wygram, wyjadę gdzieś na miesiąc. Po powrocie zainwestuję w nieruchomości i rozwinę działalność gospodarczą. No i będę żył dostatnio - mówi.

Towarzyszy mu Marta. Sama nie zamierza grać. - W szkole miałam rozszerzony program z rachunku prawdopodobieństwa. Nie robię sobie złudzeń. Wygrana jest nierealna - twierdzi.

Wielkiego oblężenia nie było w kiosku przy Marszałkowskiej 99/101. - Nikt już nie pamięta, że dwa lata temu padła tutaj wygrana wielkości 8 mln zł. Ale kolejki jeszcze będą późnym popołudniem - prognozuje sprzedawczyni. - Ludzie wyjdą z pracy i dopiero się zacznie.

Przysłuchujący się tej rozmowie klienci wyciągają portfele. Jedną z nich jest Alina Mazurkiewicz. - Nie wiedziałam, że to takie słynne miejsce. Kupuję cztery zakłady. Jak mi się poszczęści, będę podróżować po świecie - marzy. - Nie obstawiam regularnie. Tylko wtedy, gdy jest kumulacja.

Jednak najsłynniejsza warszawska kolektura mieści się na Stegnach. Pięć lat temu o skromnym pawilonie między blokami u zbiegu Sardyńskiej i św. Bonifacego usłyszała cała Polska. Tutaj padła największa do tej pory wygrana w historii Dużego Lotka - 20 mln zł. - Gdzie Sardyńska jest, to ja nie wiem, a mieszkam tu od lat. Ale gdzie jest ta kolektura, wiedzą tutaj wszyscy - wskazuje drogę starsza pani.

Pod pawilonem kolejka. - Nie wiem, czy dzisiejszy ruch to z powodu kumulacji, czy magii miejsca - spekuluje sprzedawczyni.

Do kolektury wchodzi z wnuczką pani Małgorzata: - Mam jeden zakład. Za dwa złote. Więcej mi nie potrzeba. I tak tylko jeden zawsze wygrywa.

Jeśli wygra, pieniądze chciałaby oddać wnuczce.

Pod budkę podjeżdżają dziennikarze innych mediów. - Robicie materiał? - pytam.

- Nie, chcemy zagrać. To w końcu szczęśliwe miejsce - śmieją się.

Przeczytaj także: Napadli na wolską kolekturę lotto



Podziel się

Najnowsze wiadomości z Warszawy