Film o warszawskiej kulturze nie do końca udany

Agnieszka Kowalska
01.10.2009 aktualizacja: 2009-09-30 21:15
A A A Drukuj
Agnieszka Holland Fot. Małgorzata Kujawka / AG
W filmie promującym warszawską kulturę Agnieszka Holland nie do końca wybrnęła z zadania połączenia Chopina ze współczesnością.
SERWISY
W bazie MPO przy ul. Madalińskiego, przyszłej siedzibie Nowego Teatru, odbyła się wczoraj premiera czterominutowego filmu, który ma promować Warszawę w naszych staraniach o tytuł Europejskiej Stolicy Kultury 2016. Dziennikarze obejrzeli spot w scenerii surowej hali z zaparkowanymi śmieciarkami i pługosolarkami w tle. Awangardowa scenografia, film dość zachowawczy.



Wiadomo było od początku, że musi się w nim pojawić wątek chopinowski. - Chopin musiał być, bo jest lotnisko jego imienia, jest wódka, wreszcie zbliża się Rok Chopinowski. Ale zależało nam na tym, żeby pokazać, że jest on w tym mieście szalenie współczesny i aktualny - mówiła po pokazie Agnieszka Holland, która wyreżyserowała spot wraz ze swoją siostrą Magdaleną Łazarkiewicz.

Chopin jest lejtmotywem całego filmu. Zaczyna się w amfiteatrze w Łazienkach. Młody pianista Stanisław Drzewiecki we fraku i warszawskim T-shircie zasiada do fortepianu i zaczyna grać utwór Chopina. Wokół przechadzają się i przelatują pawie. Fortepian z grającym Stanisławem wyrusza w miasto. Na specjalnej plandece przejeżdża przez Warszawę - mija grafficiarzy malujących na murze, Teatr Wielki i Pałac Kultury. Zabieg ciekawy, choć już do bólu ograny w dziesiątkach muzycznych wideoklipów. Liryczna muzyka brzmi cały czas, ale Stanisław nagle przestaje jechać i zaczyna się przegląd twórców kultury i ich dzieł. Jest dyrygent Łukasz Borowicz podczas próby, Grzegorz Jarzyna i fragment spektaklu "T.E.O.R.E.M.A.T" , Krzysztof Warlikowski i jego "(A)pollonia", Katarzyna Kozyra na schodach Zachęty, po których turlają się nadzy modele z jej filmów z przyczepionymi sztucznymi waginami, Mariusz Treliński i fragmenty z "Orfeusza i Eurydyki", Danuta Szaflarska na scenie TR Warszawa w spektaklu "Między nami dobrze jest", Andrzej Wajda i Krystyna Janda na planie "Tataraku", Maria Peszek oraz - z mniej już zrozumiałych względów - Zbigniew Hołdys. To najlepszy fragment filmu, po którym, niestety, jest gorzej, tak jakby twórcom zabrakło pomysłu, czym wypełnić ostatnią minutę. Znowu mamy Starówkę z teatrami ulicznymi, wystawy w Zachęcie i CSW, Krakowskie Przedmieście, Wianki nad Wisłą, długą sekwencję z fajerwerkami i znowu te pawie w Łazienkach. Kicz zwycięża z nowoczesnością.



- Chcieliśmy pokazać, jak wiele w Warszawie się dzieje, zarówno w kulturze wysokiej, jak i tej masowej - tłumaczyła wczoraj Agnieszka Holland. Młodzi operatorzy ze szkół filmowych zaproszeni przez reżyserki do współpracy nakręcili wiosną tego roku w sumie 90 godzin materiału. Cała sztuka polegała na jego selekcji i montażu. Nie do końca się to udało, bo zbyt dużo jest w tym filmie powtarzających się sentymentalnych scen z zabytkami z zachodzącym słońcem w tle, niż dynamicznej, tętniącej kulturą Warszawy, jaką znamy.



Film, który kosztował miasto 560 tys. zł, pokazywany będzie teraz na ekranach w metrze i w stołecznych multikinach. Do polskich i zagranicznych stacji telewizyjnych ma trafić dopiero w przyszłym roku. Porażką promocyjną było to, że mimo zapewnień ratusza, filmu nie można było zobaczyć od razu na stronie internetowej www.warszawa2016.pl, która przez cały dzień boleśnie świeciła pustkami.

O filmie Agnieszki Holland Rafał Betlejewski, artysta, dyrektor kreatywny agencji reklamowej Koledzy Strategia & Kreacja: 

Podoba mi się. Bardzo trudno jest zrobić filmik impresyjny, który trzyma się kupy, utrzymuje zainteresowanie, opowiada pewną historię i pozostawia w widzu jakieś wrażenie. Potrzeba jest do tego tysiąca ujęć i godzin montażu, a efekt zawsze jest trudny do przewidzenia. Myślę, że pani Holland udało się to całkiem nieźle, aczkolwiek ostateczne wrażenie mogłoby być bardziej wyraziste. Być może dobór muzyki - z jednej strony brawurowej, pozwalającej montażyście się rozpędzić, z drugiej strony jednak trochę zgranej, mało zaskakującej spowodował, że widz pozostaje trochę jakby obok filmu - jakby opowieść dotyczyła nie jego miasta. 

Odrywając się od ideologicznego celu, jaki film ma osiągnąć, można powiedzieć, że jest trochę zbyt ładny, zbyt estetyczny jak na Warszawę, w której jest też przecież Jarmark Europa, Dworzec Centralny i Praga. Ale ogólnie super.

Paweł T. Felis, recenzent filmowy "Gazety Wyborczej" i "Gazety Co Jest Grane" o spocie:

W poprzednim filmiku reklamującym naszą stolicę na Warszawę - łącznie z Pałacem Kultury "zbudowanym na planie żaby" i sporą grupą mieszkańców "zameldowanych w Azji" - twórcy patrzyli z perspektywy pola kapusty. Pomysł był kapitalny, przekornie ironiczny i tylko naszym urzędnikom zabrakło wyobraźni (i poczucia humoru), by go docenić. Powstał więc spot nowy - z grupą młodych operatorów oraz Agnieszką Holland i Magdaleną Łazarkiewicz w roli reżyserek. Co się zmieniło?

Niby wszystko jest po bożemu: rozbrzmiewa muzyka Chopina, widać Pałac Kultury, Nike i warszawską Syrenkę, ale tradycja przez cztery minuty ładnie zazębia się z tym, co nowoczesne. Chopin nie kłóci się tu z twórczością sprejowców, "Orfeusz i Eurydyka" Trelińskiego z jarmarcznym teatrem, a chwytające bańki dziecko z pamiętającym dawne czasy barem mlecznym. Nie przypadkiem chyba pianistą (i swego rodzaju narratorem) został Stanisław Drzewiecki - ze swoimi ciemnymi okularami i długimi włosami mógłby równie dobrze wystąpić jako frontman rockowego zespołu.

"Pocztówkowe" kadry - zmorę tego rodzaju spotów - reżyserki zastąpiły efektowną wizualnie grą luster, poruszającej się wody i najróżniejszych odbić: ta Warszawa rzeczywiście faluje i płynie. No ale przede wszystkim nasza stolica jest tu miastem osobowości - takich jak piękna Danuta Szaflarska uchwycona w garderobie, zatracony w teatrze Krzysztof Warlikowski czy Andrzej Wajda.

Mógłbym oczywiście grymasić: że za dużo tu teledysku, a za mało narracji, że brakuje nieco szaleństwa, które zastępuje dość ostrożne stąpanie po znanych śladach. Reklamowe spoty rządzą się jednak własnymi prawami, a i gusta naszych włodarzy zdają się odporne na filmowe nowinki. Skłamałbym jednak, gdybym powiedział, że paradujący na początku i na końcu paw nie robi wrażenia - z tej Warszawy naprawdę można być dumnym. Nawet jeśli jest się - jak niżej podpisany - tylko przyjezdnym i, jakby to powiedzieć, gościem od święta.

Przeczytaj także: Janosik według Kasi Adamik i Agnieszki Holland



Podziel się

  • Film o warszawskiej kulturze nie do końca udany jaroslawjerzy 01.10.09, 11:17

    Jeszcze lepiej było zaprząc do oprawy muzycznej świetnych muzyków z projektu Rock Loves Chopin - byłoby jeszcze trochę nowocześniej, jednocześnie bez odwracania się od tradycji.»

  • nie do końca udany sekwana2005 01.10.09, 15:54

    Nie wiem, jakby siostry oceniły ten filmik, gdyby był szkolną etiudą?"Trója na szynach" czy "pała"?Paw na plandece zbierający do kupy Chopina...Wprawdzie widzowie na świecie nie zorientują »

Najnowsze wiadomości z Warszawy