Klapa targowisk jednego dnia

Grzegorz Lisicki
03.10.2009 aktualizacja: 2009-10-02 20:14
A A A Drukuj
Targowisko
Tylko Bemowo chce urządzić jednodniowe targowiska, które miały pomóc w walce z nielegalnym handlem na ulicach. Pozostałe dzielnice nie widzą potrzeby. - Łatwo się nie poddamy - zapowiadają w ratuszu.
SERWISY
Ten pomysł miał przybliżyć Warszawę do europejskich stolic, w których jednodniowe targowiska działają od lat. Jest prosty: w każdej dzielnicy na wyznaczonym placu lub fragmencie ulicy wyznaczonego dnia rozkładają towar wszyscy, którzy mają coś do sprzedania: owoce, warzywa, starocie, części samochodowe. Warunek - wniesienie opłaty targowej. Po zakończeniu dnia targowego kramy się zwijają, a na miejsce wchodzą miejskie służby sprzątające.

- Liczymy na to, że na takie targowiska przeniosą się handlarze nielegalnie zajmujący chodniki - tak w czerwcu zeszłego roku tłumaczyła ich ideę Joanna Tymińska, szefowa miejskiego wydziału działalności gospodarczej i zezwoleń.

Pomysł od początku nie cieszył się popularnością: gdy ratusz poprosił o wyznaczenie miejsc na targowiska jednodniowe, odpowiedziało zaledwie sześć z 18 dzielnic. Rok później gotowość do otworzenia takich bazarków zgłasza zaledwie jedna. Tym prymusem jest Bemowo.

- Tak jak i w zeszłym roku wciąż aktualny jest plac przy ul. Żołnierzy Wyklętych róg Piastów Śląskich - zgłasza Krzysztof Zygrzak, rzecznik dzielnicy.

Co w pozostałych dzielnicach? - Burmistrzowie stawili opór - ujawnia "Gazecie" jeden z wysokich urzędników ratusza, który w czerwcu doprowadził nawet do takiej zmiany rozporządzenia prezydent Warszawy, by umożliwić "jednodniowe" handlowanie.

Dzielnice nie słuchają i twierdzą, że mają wiele powodów: w Wawrze np. działają aż trzy targowiska. - Nowych nie potrzeba - uważa Andrzej Murat, rzecznik.

Podobnie sądzą na Ochocie i Targówku. Na Bielanach pomysł istniał, dopóki nie było metra. Tutaj targowisko miało powstać przy ul. Wolumen. - Ale handlarze znikli wraz z otwarciem kolejnych stacji. Problem rozwiązał się sam - twierdzi Maciej Podczaski z urzędu dzielnicy.

Wilanów i Praga-Płd. twierdzi, nie brakuje dobrego miejsca. - Zabezpieczonego logistycznie, czyli np. z dojazdem - precyzuje Adam Grzegrzółka, wiceburmistrz Pragi-Płd.

Na Mokotowie jeden z bazarków miał znaleźć się na położonych na uboczu Siekierkach. - Pomysł umarł. Teraz zastanawiamy się nad metrem Wilanowska - mówi Jacek Dzierżanowski, rzecznik dzielnicy.

Nad odpowiednim miejscem zastanawia się też Białołęka. Na Żoliborzu twierdzą, że w ogóle nie słyszeli o jednodniowych targowiskach. Wola wciąż konsultuje pomysł z lokalną komisją infrastruktury. - Ale jeszcze w tym roku chcemy pilotażowo wprowadzić takie dni handlowe w sobotę i niedzielę - mówi Marta Jerin z wolskiego urzędu.

Włochy zrezygnowały w ogóle, Śródmieście upiera się, że pomysł storpedowali sami mieszkańcy, którzy "skarżyli się, że targowiska wprowadziłyby hałas, bałagan, zakłócanie spokoju". To dziwne tłumaczenie, bo na sąsiednim Mokotowie bazarek samorzutnie rozkłada się dwa razy w tygodniu przy ul. Konduktorskiej. I nie słychać, żeby ktoś protestował.

Podobnie jest na ul. Strzeleckiej na Pradze-Płn. A także w Wesołej: tam przy ul. Armii Krajowej bazarek funkcjonuje od lat bez zachęt ze strony urzędników. - W każdy czwartek. A my tego nie mamy zamiaru likwidować - zapewnia Edward Kłos, burmistrz dzielnicy.

Ratusz się nie poddaje. - Są dzielnice, które mają duży problem z nielegalnym handlem, a go nie rozwiązują. Jednak ja jestem uparty. Ponownie porozmawiam z burmistrzami, jeśli trzeba, poproszę o to panią prezydent - mówi wiceprezydent Andrzej Jakubiak. Te zabiegi potrwają przez zimę. - Więcej miejsc do handlu jednodniowego chcemy wprowadzić wraz z początkiem nowego sezonu w handlu, na przełomie maja i czerwca - zapowiada Joanna Tymińska.

Komentarz Grzegorza Lisickiego:



Tak dla bazarków!

To, co zrozumieli urzędnicy z ratusza, wciąż nie może doczekać się zrozumienia ze strony władz w dzielnicach. Handlarze to nie tylko bałagan i chińskie majtki w centrum, ale również świeże owoce, biały ser i pieczywo. To również pieniądze z opłaty targowej dla miasta. Na dzikim handlu tracimy, na targowiskach - wszyscy zyskujemy. Z czasem może być nawet tak jak w Paryżu czy Monachium: tam jednodniowych targowisk nikt się nie wstydzi. Pojawiają się także na ulicach zamożnych i drogich dzielnic. Dla mieszkańców są bardzo ważnym miejscem zakupów. Do tego - przyznajmy - naszej stolicy trochę brakuje. Od czegoś jednak trzeba zacząć. Dlatego trzymamy kciuki, by ratusz dopiął swego i w Warszawie też powstały jednodniowe bazarki.



Przeczytaj także: Koniec handlu z budek w Śródmieściu



Podziel się

Najnowsze wiadomości z Warszawy