Warszawska droga Marka Edelmana

Seweryn Blumsztajn
05.10.2009 aktualizacja: 2009-10-04 18:28
A A A Drukuj
To była coroczna pielgrzymka Marka Edelmana. 19 kwietnia o godz. 12 kładł żółte kwiaty pod pomnikiem Bohaterów Getta i ruszał ul. Zamenhofa.
Po prawej stronie zostawiał kwiat pod tablicą ku czci Szmula Zygelbojma, który popełnił w Londynie samobójstwo, by zwrócić uwagę świata na zagładę Żydów.

Kilka kroków dalej, po lewej stronie, wchodził na kopiec Anielewicza. W tym miejscu był bunkier dowódcy powstania. Żydowscy bojowcy popełnili tam zbiorowe samobójstwo, gdy odkryli ich Niemcy.

Potem już szedł na ul. Stawki, na Umschlagplatz.

Co roku był pod pomnikiem, tylko w 1983 r., gdy odmówił udziału w oficjalnym komitecie obchodów powstania w getcie, bezpieka za karę nie wypuściła go z Łodzi. Jego przemówienie odczytali wtedy pod pomnikiem przyjaciele.

Co roku był zawsze 19 kwietnia o godz. 12. Nie obchodziły go daty oficjalnych obchodów zamieniane ze względu na szabas czy inne żydowskie święta, nie uczestniczył w żadnych oficjalnych delegacjach. Czekał spokojnie, aż złożą wieńce i wygłoszą przemówienia, potem podchodził z kwiatami on.

Towarzyszyła mu zawsze grupa przyjaciół. Jacek Kuroń, jeśli nie siedział akurat w więzieniu, Leszek Goździk, wielu, wielu innych. Coraz więcej. Większość tych, którzy przychodzili w rocznicę wybuchu powstania na Plac Bohaterów Getta, wiedziała, że najważniejszy jest Marek Edelman. Czekali, aż podejdzie do pomnik, a potem szli za nim na Umschlagplatz.

Przeczytaj także: Marek Edelman nie żyje



Podziel się

Najnowsze wiadomości z Warszawy