Lekarze obrazili się na niewidomego Filipa
08.10.2009
aktualizacja: 2009-10-08 11:30
Fot. Tomasz Wawer / AG
Szpital przy Lindleya nie chce leczyć Filipa Zagończyka, niewidomego studenta dziennikarstwa, który rok temu wpadł pod pociąg metra. Powód? "Publiczne kwestionowanie wiedzy i kwalifikacji lekarzy" przez matkę Filipa
ZOBACZ TAKŻE
- 30-latek zmarł, bo lekarz nie chciał mu pomóc (08-10-09, 12:25)
- Student ranny w wypadku pozywa Metro do sądu (14-01-11, 12:52)
- Metro dla niewidomych. Znów są opóźnienia (02-01-10, 08:00)
- Na Lindleya mu odmówili, gdzie teraz będzie się leczył Filip? (13-10-09, 09:00)
- Popularny ginekolog fałszował wyniki badań? (12-10-09, 10:00)
- Będzie dużo pieniędzy z Unii dla szpitali (10-10-09, 12:00)
- W niekonwencjonalny sposób pomagają chorym (09-10-09, 11:00)
- Miał być wózek na miarę - jest za duży leżak (09-10-09, 11:00)
- Włoch z Chińczykiem przez miesiąc w metrze (08-10-09, 12:00)
- Pociągi groźne dla niewidomych (06-07-09, 09:00)
- Niepełnosprawni testują metro (20-05-09, 12:58)
- Guzki i linie w metrze dla niepełnosprawnych (08-05-09, 10:00)
- Student ranny w metrze już w Warszawie (20-03-09, 13:27)
- Zmodernizujemy, ale tylko metro. PKP już nie (26-09-09, 10:00)
Po długim leczeniu w klinice w Zurychu Filip nie odzyskał jeszcze sprawności. Przez wiele miesięcy walczył z bakteriami, które zaatakowały lewą nogę. Udało się je zwalczyć. Prawej nogi nie dało rady uratować - lekarze z UnicersitatsSpital musieli ją amputować. Po powrocie do kraju Filip wymaga dalszego leczenia. - Jednak - jak twierdzi Filip - żaden szpital w Warszawie nie chce się tego podjąć.
Mogą być niewłaściwe relacje
Przeczytaliśmy korespondencję mamy Filipa Doroty Zagończyk z dyrektorem szpitala przy ul. Lindleya prof. Januszem Wyzgałem. W piśmie do Doroty Zagończyk czytamy: "Zawiadamiam, że nie podejmujemy się opieki medycznej nad nim [Filipem]. (...) publiczne kwestionowanie wiedzy i kwalifikacji lekarzy zatrudnionych w Klinice Ortopedii i Traumatologii Narządu Ruchu upoważnia do uchylenia się od opieki nad Synem. W takiej atmosferze nie sposób przyjąć, iż zachowane zostaną właściwe relacje pacjent - lekarz".
Chodzi o kilka zdań pani Doroty cytowanych przez media - po wypadku Filipa zarzucała lekarzom opieszałość w udzieleniu mu pomocy i opóźnianie jego wyjazdu do Zurychu , gdzie obiecano uratować mu nogi.
Prof. Wyzgał: - Wedle ustawy o świadczeniach opieki zdrowotnej mieliśmy prawo odmówić pomocy Filipowi w sytuacji, kiedy matka pacjenta zarzuca lekarzom niekompetencję. Mogłoby to źle wpłynąć na leczenie.
Odsyła do swojego zastępcy Włodzimierza Wiśniewskiego, który w jego imieniu korespondował z Zagończykami. - Uratowaliśmy Filipowi życie i pomogliśmy załatwić wyjazd do Szwajcarii. I tak amputowano mu tam nogę, co proponowaliśmy od początku. Zagończykowie zrezygnowali z naszego leczenia, więc nie ma podstaw, żeby nadal się opiekować Filipem - wyjaśnia.
Filip: - Mama nigdy nie obraziła lekarzy.
Szpital przy Lindleya odesłał Filipa na leczenie do STOCER-a w Konstancinie lub szpitala ortopedycznego w Otwocku. STOCER zaproponował jedynie zmianę gipsu.
Wojna z prof. Góreckim
Najbardziej od rodziny Zagończyków dostało się prof. Andrzejowi Góreckiemu, krajowemu konsultantowi ds. ortopedii, który także pracuje na Lindleya. Filip i jego rodzice nie zgadzali się na proponowany przez niego zabieg. W czasie jednej operacji Filip miał mieć wycięty wyrostek żółciowy, amputowaną prawą nogę, a na lewą nałożoną skórę zdartą z prawej. - To było za dużo jak na jeden raz - tłumaczy Filip.
Potem Zagończycy wystąpili do NFZ z prośbą o leczenie Filipa za granicą. Opinię musiał wydać krajowy lub wojewódzki konsultant ds. ortopedii. Na opinię prof. Góreckiego rodzina czekała trzy tygodnie. W końcu wydał ją konsultant wojewódzki prof. Jarosław Deszczyński. Filip na swoim blogu nie szczędził gorzkich słów pod adresem polskich lekarzy i prof. Góreckiego.
Po powrocie z Zurychu umówił się z dr Ireneuszem Babiakiem, który wcześniej prowadził go na Lindleya. - Profesor Górecki wykreślił go z grafika i kazał odwołać - mówi nam anonimowo jeden z jego współpracowników.
To właśnie prof. Górecki musi teraz wydać opinię, że Filip nie może być leczony w Polsce, żeby NFZ mógł znów wysłać go do Zurychu. Nie udało nam się do niego dodzwonić. - Jest na sali operacyjnej - słyszeliśmy przez cały dzień od sekretarki.
Kto odważy się mnie leczyć?
Dr Wiśniewski twierdzi, że Filip nie musiał i nie musi wyjeżdżać. - Mamy warunki w naszym szpitalu i innych placówkach w kraju. Klinika w Zurychu zawsze będzie chciała przyjąć pacjenta, bo bierze za to pieniądze - podkreśla. Dlaczego więc nikt w Warszawie nie chce leczyć Filipa? - My im pomogliśmy, a oni odpłacili się zarzutami pod adresem lekarzy - twierdzi dr Wiśniewski.
Filip korzysta na razie z porad lekarzy w Zurychu. Wymienia z nimi e-maile, przez internet wysyła wyniki badań. - Wszystko za własne pieniądze. Jedyne, co teraz mogę, to zaapelować do polskich lekarzy ortopedów, którzy się nie boją mnie leczyć, żeby to zrobili - mówi.
Mogą być niewłaściwe relacje
Przeczytaliśmy korespondencję mamy Filipa Doroty Zagończyk z dyrektorem szpitala przy ul. Lindleya prof. Januszem Wyzgałem. W piśmie do Doroty Zagończyk czytamy: "Zawiadamiam, że nie podejmujemy się opieki medycznej nad nim [Filipem]. (...) publiczne kwestionowanie wiedzy i kwalifikacji lekarzy zatrudnionych w Klinice Ortopedii i Traumatologii Narządu Ruchu upoważnia do uchylenia się od opieki nad Synem. W takiej atmosferze nie sposób przyjąć, iż zachowane zostaną właściwe relacje pacjent - lekarz".
Chodzi o kilka zdań pani Doroty cytowanych przez media - po wypadku Filipa zarzucała lekarzom opieszałość w udzieleniu mu pomocy i opóźnianie jego wyjazdu do Zurychu , gdzie obiecano uratować mu nogi.
Prof. Wyzgał: - Wedle ustawy o świadczeniach opieki zdrowotnej mieliśmy prawo odmówić pomocy Filipowi w sytuacji, kiedy matka pacjenta zarzuca lekarzom niekompetencję. Mogłoby to źle wpłynąć na leczenie.
Odsyła do swojego zastępcy Włodzimierza Wiśniewskiego, który w jego imieniu korespondował z Zagończykami. - Uratowaliśmy Filipowi życie i pomogliśmy załatwić wyjazd do Szwajcarii. I tak amputowano mu tam nogę, co proponowaliśmy od początku. Zagończykowie zrezygnowali z naszego leczenia, więc nie ma podstaw, żeby nadal się opiekować Filipem - wyjaśnia.
Filip: - Mama nigdy nie obraziła lekarzy.
Szpital przy Lindleya odesłał Filipa na leczenie do STOCER-a w Konstancinie lub szpitala ortopedycznego w Otwocku. STOCER zaproponował jedynie zmianę gipsu.
Wojna z prof. Góreckim
Najbardziej od rodziny Zagończyków dostało się prof. Andrzejowi Góreckiemu, krajowemu konsultantowi ds. ortopedii, który także pracuje na Lindleya. Filip i jego rodzice nie zgadzali się na proponowany przez niego zabieg. W czasie jednej operacji Filip miał mieć wycięty wyrostek żółciowy, amputowaną prawą nogę, a na lewą nałożoną skórę zdartą z prawej. - To było za dużo jak na jeden raz - tłumaczy Filip.
Potem Zagończycy wystąpili do NFZ z prośbą o leczenie Filipa za granicą. Opinię musiał wydać krajowy lub wojewódzki konsultant ds. ortopedii. Na opinię prof. Góreckiego rodzina czekała trzy tygodnie. W końcu wydał ją konsultant wojewódzki prof. Jarosław Deszczyński. Filip na swoim blogu nie szczędził gorzkich słów pod adresem polskich lekarzy i prof. Góreckiego.
Po powrocie z Zurychu umówił się z dr Ireneuszem Babiakiem, który wcześniej prowadził go na Lindleya. - Profesor Górecki wykreślił go z grafika i kazał odwołać - mówi nam anonimowo jeden z jego współpracowników.
To właśnie prof. Górecki musi teraz wydać opinię, że Filip nie może być leczony w Polsce, żeby NFZ mógł znów wysłać go do Zurychu. Nie udało nam się do niego dodzwonić. - Jest na sali operacyjnej - słyszeliśmy przez cały dzień od sekretarki.
Kto odważy się mnie leczyć?
Dr Wiśniewski twierdzi, że Filip nie musiał i nie musi wyjeżdżać. - Mamy warunki w naszym szpitalu i innych placówkach w kraju. Klinika w Zurychu zawsze będzie chciała przyjąć pacjenta, bo bierze za to pieniądze - podkreśla. Dlaczego więc nikt w Warszawie nie chce leczyć Filipa? - My im pomogliśmy, a oni odpłacili się zarzutami pod adresem lekarzy - twierdzi dr Wiśniewski.
Filip korzysta na razie z porad lekarzy w Zurychu. Wymienia z nimi e-maile, przez internet wysyła wyniki badań. - Wszystko za własne pieniądze. Jedyne, co teraz mogę, to zaapelować do polskich lekarzy ortopedów, którzy się nie boją mnie leczyć, żeby to zrobili - mówi.
-
Je.bane nieroby.
zadbad
08.10.09, 11:17
Kiedyś lekarz był "kimś"o odpowiedniej kulturze osobistej,oddanym zawodowi iinnym.Teraz pierwsza lepsza menda zrobi studia i jest Panem.Zapominając,żetrzeba być jeszcze człowiekiem.Znajdzie »
-
Dla wielu polskich konowałów przysięga Hipokratesa
guru133
12.10.09, 10:37
to tylko czcza formułka, którą trzeba wypowiedzieć po to, żeby być przyjętymdo kliki a potem to już tylko kasa Misiu, kasa.»
-
Lekarze obrazili się na niewidomego Filipa
sus231
12.10.09, 13:30
Czy mozna sie dziwic, ze w Polsce ludzie nie maja zaufania do lekarzy i szukaja pomocy gdzie indziej? Polscy lekarze to zero etyki, zero odpowiedzialnosci za swoje czyny. Ja znam jedynie »
Najnowsze wiadomości z Warszawy
Najczęściej czytane24 htydzień
- Nowy punkt widokowy w Warszawie. Wyżej niż PKiN
- Reklamy na Euro. Która najbardziej obciachowa? [GŁOSUJ]
- Motocyklista w ciężkim stanie po wypadku na Racławickiej
- Autostrada A2: kolejny odcinek gotowy na otwarcie
- Te budynki mogą powstać w Warszawie. Top 10
- Masa Krytyczna: "My nie blokujemy ruchu"
- Warsaw Music Week. Wieczór z hip hopem od Prosto
- Te budynki mogą powstać w Warszawie. Top 10
- Co straszy, a co zachwyca w strefie kibica [RAPORT]
- Nie jedźcie tą autostradą. Węzeł Pruszków to pułapka
- Nad Wisłą, na działkach. Tak wypoczywała Warszawa
- Gigantyczna kara dla lekarza: bo nie wypełniał papierów
- Lotnisko bezradne wobec naciągaczy? Taksówkowy problem
- Wtorek na ulicach Warszawy [22.05.2012]


