Pałac, gdzie królowało piwo i poeci

Jerzy S. Majewski
09.10.2009 aktualizacja: 2009-10-08 18:28
A A A Drukuj
Fasada pałacu w Oborach Fot. Krzysztof Miller / Agencja Gazeta
  • Brama wjazdowa do parku
  • Portal z herbem Hieronima Wielopolskiego
  • Przed pałacem w Oborach
  • Pałac w Oborach
Pałac w Oborach przeżywał świetność za panowania króla Jana III Sobieskiego. Kolejnym pamiętanym oborskim "monarchą" był Antoni Słonimski.
W latach 60. poeta rządził pałacem, w którym znalazł się dom pracy twórczej literatów.

Śmierć poety

- Bywanie tam dodawało szyku - uważał pisarz Henryk Bereza. Obory przyczyniły się jednak do śmierci Słonimskiego. W drodze do swego królestwa miał wypadek na skrzyżowaniu w Konstancinie. Stało się to w miejscu, gdzie szosa do Obór odchodzi od drogi do Góry Kalwarii. Słonimski był ciężko ranny. Zmarł kilka dni później.

Pisząc o Oborach, trzeba wspomnieć o skarpie wiślanej. Zwykle rezydencje powstawały na jej krawędzi z widokiem na piękną dolinę Wisły. W Oborach stało się inaczej. Tu pałac wraz z ogrodem pełnym stawów, uroczych gajów, a w XVII wieku pewnie i z regularnym barokowym ogrodem powstał pod skarpą. Na niej ciągnął się las i pola uprawne. W lesie na przełomie XIX i XX w. założono idealną osadę letniskową, jaką był Konstancin. Sama skarpa długo jednak była wolna od zabudowy. Ciągnął się tu park Grapa, który przestrzennie łączył się z obecnym parkiem zdrojowym. Niestety, po drugiej wojnie światowej został zniszczony - w jego miejscu wyrosło osiedle bloków.

Sąsiad króla

Dobra oborskie były ledwie cząstką ogromnego majątku kanclerza wielkiego koronnego Jana Wielopolskiego. Niewielki, choć pełen uroku pałac w Oborach stanął w miejscu drewnianej budowli należącej do jednego z najwyborniejszych wodzów w dziejach Rzeczypospolitej, kanclerza wielkiego koronnego Stanisława Koniecpolskiego. Jak wyglądał dwór hetmana, nie wiemy. Został złupiony i zniszczony w czasie potopu szwedzkiego między 1655 a 1660 r. Obory sprzedał Wielopolskiemu syn hetmana Aleksander. Prof. Tadeusz S. Jaroszewski pisał, że nowy, murowany budynek stanął w latach 1681-88, z kolei Jolanta Putkowska, badaczka dziejów architektury warszawskiej XVII w., sądzi, że mogło się to stać już kilka lat wcześniej ok. 1677 r., wkrótce po uzyskaniu przez Wielopolskiego nominacji na podkanclerzego wielkiego koronnego.

Budowla mimo burzliwych dziejów i późniejszych przekształceń w dużym stopniu do dziś zachowała dawny kształt. Jest parterowa, wzniesiona na rzucie wydłużonego prostokąta z sienią na osi i z apartamentami po bokach. Miała ona w mniejszym stopniu charakter reprezentacyjny niż prywatny, arkadyjsko-ziemiański. Nie bez powodu. Jan Wielopolski utrzymywał już obszerną, reprezentacyjną rezydencję w Warszawie. Zdaniem prof. Jaroszewskiego budowla używana była wtedy, gdy w pobliskim Wilanowie przebywał król. Do dziś, oglądając budynek, ujrzymy tu autentyczne XVII-wieczne portale i obramienia okien. Widnieje na nich herb Starykoń. Jego właściciele, ród Wielopolskich, ponoć wywodzący się z uszlachconych krakowskich mieszczan Bochnarów z Wielopola, zrobili błyskotliwą karierę w ciągu zaledwie dwóch pokoleń.

Piwo z Obór

Gdy w 1738 r. majątek w Oborach odziedziczył hr. Hieronim Wielopolski, koniuszy wielki koronny, potem generał małopolski, starosta żarnowiecki i krakowski, wielki magnat, człowiek przedsiębiorczy i energiczny, założył w Oborach duży browar. Zasłynął on z mocnych piw nieustępujących angielskim. Wysyłane były nie tylko do Warszawy, ale rozchodziły się daleko. Jednakże, jak pisał kronikarz obyczaju tamtych czasów ksiądz Jędrzej Kitowicz, "wkrótce piwo angielskie spadło z wziętości. Otwockie przesadziło go. Otwockiemu odebrało znowu konkurs wilanowskie, wilanowskiemu inflanckie, ale nie tak mocne i nie burzące się obyczajem prawdziwie angielskiego". Nie brakowało podróbek, między innymi piwa oborskiego. Kitowicz wspominał, że "szynkarki nauczyły się nalewać w butle i butelki piwa młodego, niewyrobionego. To przytkane gliną w butli dużej po otwarciu dawało smak lepszy, jak prosto z beczki, w butelce zaś małej, dobrze zaszpuntowanej po wyjęciu czopka tak się burzyło jak angielskie prawdziwe".

Po śmierci w 1806 r. Urszuli Wielopolskiej Obory przeszły w ręce Potulickich herbu Grzymała. Właścicielami byli kolejno Kasper (zm. w 1853 r.), jego najmłodszy syn hr. Włodzimierz, wreszcie u schyłku XIX w. hr. Mieczysław Potulicki. Na zlecenie tego ostatniego architekt Władysław Marconi, projektujący później wille w Konstancinie, podjął gruntowną restaurację dworu, częściową rozbudowę i modernizację wnętrz. Jak wylicza Tadeusz S. Jaroszewski, architekt dobudował wówczas od południa kaplicę, a od wschodu ryzalit mieszczący klatkę schodową. Po Mieczysławie dobra w Oborach odziedziczył jego syn Henryk hr. Potulicki.

Ostatnia pani na Oborach Maria ze Stroynowskich Potulicka pozbawiona majątku przez władze komunistyczne zmarła w Warszawie w 1965 r.

Literaci do pałaców

Po wojnie los obszedł się stosunkowo łagodnie z XVII-wiecznym pałacem. Wprawdzie kwitnący dotąd folwark szybko został doprowadzony do ruiny przez gospodarkę kolektywną, solidne ceglane budynki folwarczne popadły w ruinę, a tuż obok w latach 70. wyrosły pegeerowskie slumsy z wielkiej płyty, ale sama rezydencja ocalała. Umieszczono w niej początkowo przedszkole dla dzieci pracowników stadniny. Niebawem pałac przejął zarząd główny Związku Literatów Polskich. W zabytkowej budowli urządzono dom pracy twórczej, a w dziejach rezydencji nastąpił nowy, fascynujący okres. Trudno powiedzieć, czy w scenerii barokowego domu powstawały arcydzieła powojennej literatury polskiej. Jedno jest pewne. W pałacu kwitło życie towarzyskie polskiej inteligencji.

„Obory były mocno zhierarchizowane. Antoni Słonimski należał oczywiście do arystokracji. Siadywał głównie z Julią Hartwig, Arturem Międzyrzeckim, Marianem i Kazimierzem Brandysami, Ewą Fiszer i Julianem Stryjkowskim. Ja, zanim zacząłem być zapraszany do brydża, tłukłem się po obrzeżach w towarzystwie, owszem, utalentowanym, ale obdartym, przeklinającym i mocno pijącym. Jako debiutant nosiłem za Staszkiem Grochowiakiem walizkę z nabywanymi w sklepie alkoholowym w Jeziornie równiutko ułożonymi butelkami Czystej, Soplicy, Jarzębiaku i Winiaku, które, zamiast tworzyć, opróżniałem najczęściej ze Staszkiem, Krzysiem Mętrakiem, Józkiem Górzańskim i reżyserem Januszem Kondratiukiem. Nic dziwnego, że będąc prezentowany żonie Jerzego Putramenta Zofii Bystrzyckiej, kiedy pochyliłem się, aby ucałować jej dłoń, a ona gestem frontowca z Armii Ludowej szarpnęła rękę do dołu, przeleciałem koło niej i rozbiłem się o ścianę. Kiedy indziej, wchodząc gwałtownie do wspólnej dla całego piętra toalety, szarpnąłem tak mocno drzwiami, że otworzyłem siedzącą na sedesie Magdalenę Samozwaniec” - czytamy w książce Janusza Głowackiego „Z głowy”. Jak pisze, „w Oborach zawiązywało się wiele romansów i przyjaźni twórczych. Np. Jerzy Andrzejewski mieszkał zawsze w apartamencie na piętrze z widokiem na klomb, koło którego miał zwyczaj joggingować w samych kąpielówkach Jerzy Skolimowski - wówczas młody poeta”. „I raz po pokoju wielkiego pisarza jakby wicher przeszedł, firanki zafalowały i następnego dnia zaczęli pisać razem piękny, liryczny scenariusz »Niewinnych czarodziei «, filmu, który wyreżyserował później Andrzej Wajda” - czytamy.

Dziś w Oborach wciąż mieści się dom pracy twórczej im. Bolesława Prusa. Każdy tu jednak może wynająć pokój i zamieszkać w pałacu. Niestety, w jego atmosferze brakuje zarówno czaru lat przedwojennych, jak i jedynego w swoim rodzaju nastroju panującego tu w latach panowania Antoniego Słonimskiego.

PS. Więcej o architekturze pałacu w albumie "Konstancin, wille i ogrody", wyd. Migut. Media

Zostań fanem serwisu warszawa.gazeta.pl na Facebooku

Spacery po nieodbudowanej Warszawie z Jerzym S. Majewskim



Podziel się

Najnowsze wiadomości z Warszawy