Miejskie bazarki da się ucywilizować. Jak?
09.10.2009
aktualizacja: 2009-10-08 23:45
Fot. Robert Kowalewski / Agencja Gazeta
Jednodniowe bazarki z żywnością to sposób na ucywilizowanie ulicznego handlu i wygoda dla mieszkańców. Trzeba je koniecznie zorganizować w Warszawie, na wzór tych, które już są w Paryżu, Kopenhadze, Amsterdamie - mówi Grzegorz Buczek.
ZOBACZ TAKŻE
- Na Banacha bazar, wieżowiec i muzeum Ochoty (03-09-09, 06:00)
- Sondaż: warszawiacy wolą bazary od supermarketów (16-12-09, 09:00)
- Bronią bazaru. Brzydki, brudny, ale wszyscy tam kupują (17-10-11, 07:00)
- W Warszawie wkrótce pojawią się nowe bazarki (08-05-10, 11:00)
- Komornik zajmie się 3 tysiącami nielegalnych handlarzy (08-12-09, 09:00)
- Oświęcim kontra wielopak: awantura o bazar (07-10-09, 09:00)
- Czy blaszane budki znikną ze Śródmieścia? (05-10-09, 09:00)
- Kupcy zostali na stadionie. Będzie nowa wojna? (01-10-09, 12:22)
- Straganiarze! Tu nie zarekwirują wam towaru! (07-09-09, 08:00)
- Mały bazar przy Wielkiej Fontannie w Saskim (04-09-09, 10:00)
- Stadion Narodowy rośnie, a bazar trwa (05-08-09, 09:00)
- Uprzątną bazar PKS Stadion (20-06-09, 09:00)
Grzegorz Lisicki: Właściwie po co nam w mieście bazary, skoro jest zatrzęsienie centrów handlowych, gdzie można kupić wszystko, co zbędne i niezbędne w domu?
Grzegorz Buczek: Istnienie w mieście bazaru jest uprawnione i potrzebne. Tam się odbywa żywy handel, inny niż w centrum handlowym, a nawet inny niż w sklepiku osiedlowym. Tam jest samo życie.
Nie da się bez bazaru.
- Tak uważam, ale proszę zwrócić uwagę na specyfikę naszych bazarów. To miejsce, gdzie przychodzi się po wszystko: można tam kupić marchewkę, czajnik, dżinsy i szampon. Jak w hipermarkecie. Na dłuższą metę to jednak jest nie do utrzymania. Taki handel to według mnie fenomen przejściowy, spowodowany sytuacją społeczną i ekonomiczną grup, które z takich bazarów korzystają. To są np. emeryci, którzy poszukują okazji do kupienia czegoś taniego. Ale to się nie broni wobec tego, co obserwujemy w Europie - tam na miejskich bazarach można kupić właściwie tylko żywność.
Tu też tak będzie?
- Powinno być. W moim rozumieniu na stołecznych targowiskach nie ma miejsca na handel artykułami przemysłowymi. On z konieczności jeszcze będzie trwał jakiś czas. Pytanie, czy władze powinny dążyć do jego ograniczenia i likwidacji. Moim zdaniem tak. Między innymi dlatego, że bazary „przemysłowe" zabijają to, czym targ czy też bazar był kiedyś - czyli miejscem, gdzie handluje się żywnością. Po drugie, handel przemysłowy powoduje, że bazar zamienia się w śmietnik. Kiedyś lubiłem chodzić na Banacha, gdzie w części spożywczej jest pierwszorzędna żywność, owoce, warzywa, nawet wędliny. Już nie chodzę, bo ten targ żywności obrósł tandetnymi czajnikami, garnkami, ciuchami. Stąd może brać się nędza tego bazaru - takie produkty można wszak sprzedawać z ręki, w brudzie i błocie. Żywność wymaga elementarnej higieny, czystego otoczenia. Miasto powinno likwidować przemysłowe części bazarów.
Jestem zdania, że z powodu tego przemysłowego handlu na bazarach z ulic poznikały pasmanterie, sklepy papiernicze, małe sklepy "ze wszystkim". Ich miejsce powinno być tam, gdzie teraz są banki - w parterach budynków. Te sklepy upadły, bo ich klientów przejęły bazary. Skutek jest taki, że gdybym nawet chciał, to "na mieście" nie kupię tasiemki czy guzika.
Skoro na bazarze jest taniej...
- Pan też powtarza ten argument? Jest takie przysłowie "tanie mięso psy jedzą". Jakość tych najtańszych artykułów kupionych z polowego łóżka jest żadna. A kto na tym traci? Właśnie najubożsi, którzy może i kupią buty za 20 zł, tylko że za trzy tygodnie będą musieli wydać następne 20 zł, bo im się te buty rozlecą. I do kogo pójdą z reklamacją? Do faceta na bazar, który nie dał paragonu, a buty sprzedał z ręki?
To co nas czeka?
- Trzeba wrócić do tradycji. Dawniej targi miejskie nie były czymś stałym, lecz odbywały się co jakiś czas - co tydzień, co miesiąc. Ślady tego mamy w języku: jarmark to niemieckie "Jahrmarkt", czyli targ odbywający się raz do roku. W Lublinie jedna z dzielnic nazywa się Czwartek. Dlaczego? Ano tam co czwartek odbywał się targ. Specjalnie mówię targ, bo bazar to słowo arabskie. Te nasze bazary, niestety, mają właśnie wschodni charakter, i to w jego gorszej wersji. W Azji bazary trwają siedem dni w tygodniu, ale my akurat chcemy, by było jak w Europie.
Czyli jak?
- Przede wszystkim handel bazarowy oznacza żywnościowy. Oczywiście funkcjonuje coś w rodzaju targów przemysłowych, pchlich targów, tak jak w soboty w Berlinie. Ale głównym zadaniem bazarków jest sprzedaż żywności. Największa różnica dotyczy jednak organizacji tego handlu. Warszawa powinna dążyć do tego, żeby wzorem innych miast europejskich podstawową cechą bazarków była ich tymczasowość, okresowość, a nie stałość. Mam na myśli to, że powinny się rozkładać rano, a zwijać po południu, najdalej wieczorem. Miasto powinno sprzątać i pobierać opłaty. Mieszkałem i pracowałem w Rotterdamie. Dwa razy w tygodniu w dzielnicy biurowej rozkładał się targ rybno-serowy.
Biurowej?
- A tak, i nikt się temu nie dziwi. Tam bazary jednodniowe są stałym elementem krajobrazu. W Kopenhadze też rozkładał się bazar. Trwał do godz. 14, potem sprzątanie. Mówią mi znajomi - idź na bazarek, kupisz coś fajnego do jedzenia. Gdzie to jest, pytam. Oni, że tu i tu. Ale przecież tam jest boisko - dziwię się. A ten bazarek rozkładał się na boisku. Do popołudnia handlowali, potem boisko służyło okolicznym mieszkańcom. I nikomu nie przeszkadza. Powiem więcej - takie bazarki pełnią bardzo ważną funkcję miastotwórczą. Dowód? Plac miejski w Tappioli, miasteczku pod Helsinkami, zaprojektowano specjalnie tak, żeby pełnił funkcję bazarku. Są tam kamienne lady, na których można rozłożyć towar.
To samo proponują urzędnicy z ratusza - jednodniowe bazarki w każdej dzielnicy.
- Wielokrotnie krytykowałem działania i plany miejskich urzędników. Ale ten pomysł uważam za bardzo dobry. W naszym mieście bardzo tego brakuje. Od dziesięciu lat mieszkam na Powiślu w okolicach Solca. To świetny do życia kawałek miasta, ale do szczęścia brakuje nam bazarku czy raczej małego targu warzywno-owocowego. A go nie ma, zresztą nie tylko tam. Bez tego miasto jest niepełne i mówię to jako urbanista.
Jak jednodniowe bazarki mają się do już istniejących targowisk? Czy te obecne chciałby pan likwidować, czy tylko oczyścić z przemysłowych części?
- Jestem za docelowym odprzemysłowieniem i zmniejszeniem wszystkich stałych detalicznych targowisk i bazarów oraz zastąpieniem ich bazarkami lokalnymi, raczej okresowymi niż stałymi, z handlem produktami spożywczymi i tylko wyjątkowo niektórymi przemysłowymi. To, czy część z nich może trwać w miejscu obecnych, jest do ustalenia. Powinny być mniejsze i inaczej zorganizowane. Oby przekształcenia bazaru na Banacha były dobrym przykładem.
Grzegorz Buczek: Istnienie w mieście bazaru jest uprawnione i potrzebne. Tam się odbywa żywy handel, inny niż w centrum handlowym, a nawet inny niż w sklepiku osiedlowym. Tam jest samo życie.
Nie da się bez bazaru.
- Tak uważam, ale proszę zwrócić uwagę na specyfikę naszych bazarów. To miejsce, gdzie przychodzi się po wszystko: można tam kupić marchewkę, czajnik, dżinsy i szampon. Jak w hipermarkecie. Na dłuższą metę to jednak jest nie do utrzymania. Taki handel to według mnie fenomen przejściowy, spowodowany sytuacją społeczną i ekonomiczną grup, które z takich bazarów korzystają. To są np. emeryci, którzy poszukują okazji do kupienia czegoś taniego. Ale to się nie broni wobec tego, co obserwujemy w Europie - tam na miejskich bazarach można kupić właściwie tylko żywność.
Tu też tak będzie?
- Powinno być. W moim rozumieniu na stołecznych targowiskach nie ma miejsca na handel artykułami przemysłowymi. On z konieczności jeszcze będzie trwał jakiś czas. Pytanie, czy władze powinny dążyć do jego ograniczenia i likwidacji. Moim zdaniem tak. Między innymi dlatego, że bazary „przemysłowe" zabijają to, czym targ czy też bazar był kiedyś - czyli miejscem, gdzie handluje się żywnością. Po drugie, handel przemysłowy powoduje, że bazar zamienia się w śmietnik. Kiedyś lubiłem chodzić na Banacha, gdzie w części spożywczej jest pierwszorzędna żywność, owoce, warzywa, nawet wędliny. Już nie chodzę, bo ten targ żywności obrósł tandetnymi czajnikami, garnkami, ciuchami. Stąd może brać się nędza tego bazaru - takie produkty można wszak sprzedawać z ręki, w brudzie i błocie. Żywność wymaga elementarnej higieny, czystego otoczenia. Miasto powinno likwidować przemysłowe części bazarów.
Jestem zdania, że z powodu tego przemysłowego handlu na bazarach z ulic poznikały pasmanterie, sklepy papiernicze, małe sklepy "ze wszystkim". Ich miejsce powinno być tam, gdzie teraz są banki - w parterach budynków. Te sklepy upadły, bo ich klientów przejęły bazary. Skutek jest taki, że gdybym nawet chciał, to "na mieście" nie kupię tasiemki czy guzika.
Skoro na bazarze jest taniej...
- Pan też powtarza ten argument? Jest takie przysłowie "tanie mięso psy jedzą". Jakość tych najtańszych artykułów kupionych z polowego łóżka jest żadna. A kto na tym traci? Właśnie najubożsi, którzy może i kupią buty za 20 zł, tylko że za trzy tygodnie będą musieli wydać następne 20 zł, bo im się te buty rozlecą. I do kogo pójdą z reklamacją? Do faceta na bazar, który nie dał paragonu, a buty sprzedał z ręki?
To co nas czeka?
- Trzeba wrócić do tradycji. Dawniej targi miejskie nie były czymś stałym, lecz odbywały się co jakiś czas - co tydzień, co miesiąc. Ślady tego mamy w języku: jarmark to niemieckie "Jahrmarkt", czyli targ odbywający się raz do roku. W Lublinie jedna z dzielnic nazywa się Czwartek. Dlaczego? Ano tam co czwartek odbywał się targ. Specjalnie mówię targ, bo bazar to słowo arabskie. Te nasze bazary, niestety, mają właśnie wschodni charakter, i to w jego gorszej wersji. W Azji bazary trwają siedem dni w tygodniu, ale my akurat chcemy, by było jak w Europie.
Czyli jak?
- Przede wszystkim handel bazarowy oznacza żywnościowy. Oczywiście funkcjonuje coś w rodzaju targów przemysłowych, pchlich targów, tak jak w soboty w Berlinie. Ale głównym zadaniem bazarków jest sprzedaż żywności. Największa różnica dotyczy jednak organizacji tego handlu. Warszawa powinna dążyć do tego, żeby wzorem innych miast europejskich podstawową cechą bazarków była ich tymczasowość, okresowość, a nie stałość. Mam na myśli to, że powinny się rozkładać rano, a zwijać po południu, najdalej wieczorem. Miasto powinno sprzątać i pobierać opłaty. Mieszkałem i pracowałem w Rotterdamie. Dwa razy w tygodniu w dzielnicy biurowej rozkładał się targ rybno-serowy.
Biurowej?
- A tak, i nikt się temu nie dziwi. Tam bazary jednodniowe są stałym elementem krajobrazu. W Kopenhadze też rozkładał się bazar. Trwał do godz. 14, potem sprzątanie. Mówią mi znajomi - idź na bazarek, kupisz coś fajnego do jedzenia. Gdzie to jest, pytam. Oni, że tu i tu. Ale przecież tam jest boisko - dziwię się. A ten bazarek rozkładał się na boisku. Do popołudnia handlowali, potem boisko służyło okolicznym mieszkańcom. I nikomu nie przeszkadza. Powiem więcej - takie bazarki pełnią bardzo ważną funkcję miastotwórczą. Dowód? Plac miejski w Tappioli, miasteczku pod Helsinkami, zaprojektowano specjalnie tak, żeby pełnił funkcję bazarku. Są tam kamienne lady, na których można rozłożyć towar.
To samo proponują urzędnicy z ratusza - jednodniowe bazarki w każdej dzielnicy.
- Wielokrotnie krytykowałem działania i plany miejskich urzędników. Ale ten pomysł uważam za bardzo dobry. W naszym mieście bardzo tego brakuje. Od dziesięciu lat mieszkam na Powiślu w okolicach Solca. To świetny do życia kawałek miasta, ale do szczęścia brakuje nam bazarku czy raczej małego targu warzywno-owocowego. A go nie ma, zresztą nie tylko tam. Bez tego miasto jest niepełne i mówię to jako urbanista.
Jak jednodniowe bazarki mają się do już istniejących targowisk? Czy te obecne chciałby pan likwidować, czy tylko oczyścić z przemysłowych części?
- Jestem za docelowym odprzemysłowieniem i zmniejszeniem wszystkich stałych detalicznych targowisk i bazarów oraz zastąpieniem ich bazarkami lokalnymi, raczej okresowymi niż stałymi, z handlem produktami spożywczymi i tylko wyjątkowo niektórymi przemysłowymi. To, czy część z nich może trwać w miejscu obecnych, jest do ustalenia. Powinny być mniejsze i inaczej zorganizowane. Oby przekształcenia bazaru na Banacha były dobrym przykładem.
1
2
następne »
-
Wynajdowanie kola na nowo
agatsu
09.10.09, 17:57
Hola, hola - przeciez jednodniowe bazarki w Warszawie maja naprawde dlugatradycje. Mimo zakazow i wieloletniego wykanczania jednodniowych bazarkow nadalfunkcjonuja. To dopiero jest fenomen. »
-
Polecam targ w Żarkach koło Częstochowy
felicjan15
09.10.09, 21:50
Dwa razy w tygodniu (środy, soboty) na unowocześnionym przez gminę placu (za pieniądze uzyskane z UE) zorganizowano wspaniały targ.Wygląda o niebo lepiej niż brudny, tonący w błocie i »
-
Ciekawy tekst z Życia Warszawy
rubeus
21.10.09, 10:13
Ma powstać całkiem nowy bazar na Wolumenie, oraz zalegalizowany i nieco ucywilizowany handel przy stacji metra na Wilanowskiej www.zw.com.pl/artykul/1,412635_Bazarowe_porzadki.html»
Najnowsze wiadomości z Warszawy
Najczęściej czytane24 htydzień
- Nowy punkt widokowy w Warszawie. Wyżej niż PKiN
- Reklamy na Euro. Która najbardziej obciachowa? [GŁOSUJ]
- Motocyklista w ciężkim stanie po wypadku na Racławickiej
- Autostrada A2: kolejny odcinek gotowy na otwarcie
- Te budynki mogą powstać w Warszawie. Top 10
- Masa Krytyczna: "My nie blokujemy ruchu"
- Warsaw Music Week. Wieczór z hip hopem od Prosto
- Te budynki mogą powstać w Warszawie. Top 10
- Co straszy, a co zachwyca w strefie kibica [RAPORT]
- Nie jedźcie tą autostradą. Węzeł Pruszków to pułapka
- Nad Wisłą, na działkach. Tak wypoczywała Warszawa
- Gigantyczna kara dla lekarza: bo nie wypełniał papierów
- Lotnisko bezradne wobec naciągaczy? Taksówkowy problem
- Wtorek na ulicach Warszawy [22.05.2012]


