Jak zostać milionerem: z wioski do Nowego Jorku

Wojciech Karpieszuk
12.10.2009 aktualizacja: 2009-10-12 12:07
A A A Drukuj
Tad Witkowicz podczas wykładu dla studentów Fot. Filip Klimaszewski / Agencja Gazeta
  • Most Syreny na Trasie Toruńskiej
Najważniejszy jest pomysł. Trzeba na rynek wprowadzić coś nowego - amerykański milioner polskiego pochodzenia radził studentom, jak rozkręcić biznes.

Zrób to w Warszawie: z Agnieszką Kowalską i Łukaszem Kamińskim



Spotkanie z milionerem z branży IT zorganizowała prywatna Uczelnia Łazarskiego. Tada Witkowicza reklamowała jako przykład kariery "od pucybuta do milionera". Witkowicz urodził się w małej wiosce na wschodzie Polski. W latach 60. jako dziecko wyemigrował z rodzicami do Kanady. Tam skończył fizykę. W biznesie zaczął działać pod koniec lat 70. - W pierwszą firmę zainwestowaliśmy z żoną całe oszczędności: 10 tys. dol. Wprowadziliśmy na rynek telewizji światłowody, które zastąpiły ciężkie kable, i to zapewniło nam sukces - opowiadał studentom. Po trzech latach jego firma weszła na nowojorską giełdę, gdzie osiągnęła wartość 100 mln dol. Później na giełdę Tad Witkowicz wprowadził drugą firmę, by ostatecznie obie sprzedać potężnym koncernom informatycznym za setki milionów dolarów.

Tad Witkowicz przekonywał studentów, że biznes jest jak bieg maratoński. Nieważne, że ktoś jest pierwszy po kilometrze - w biznesie, tak ja w maratonie, liczy się końcowy wynik. - I zawsze od pierwszego dnia zatrudniałem sprzedawcę. Jeszcze nie mieliśmy co sprzedawać, a sprzedawca już był. Kolejna zasada: nie można płacić pracownikom mniej niż inni w branży - podkreślał.

W jego firmach pracownicy nawet najniższego szczebla zawsze byli udziałowcami. Wtedy wszyscy mają interes, by wartość spółki rosła. Liczy się też rodzinna atmosfera - szefowie z podwładnymi spotykają się na piknikach.

Według Witkowicza na rozwój firmy trzeba przewidywać około dziesięciu lat. W tym czasie często zarabia się niewiele. On przez 30 lat pracował po 12 godzin sześć dni w tygodniu. - To, co się robi, trzeba kochać, bo inaczej też się nie uda - twierdził.

Młodym radził, by po studiach zaczepili się w niedużej firmie, bo można się tam wszystkiego nauczyć. - Zdobywacie doświadczenie za cudze pieniądze. Nawet wam za to płacą. Później można iść na swoje.

Namawiał, by nie bać się ryzyka. Ostrzegał jednak, żeby nie liczyć na szybkie miliony. - Łatwiej wygrać na loterii niż stworzyć biznes taki jak np. Facebook, w którym studenci z dnia na dzień stali się milionerami.

Na wykładzie byli m.in. Alena Kozak, Elina Zubarowa i Jurij Androm z Białorusi, studenci zarządzania. - Tad Witkowicz przekonał nas, że marzenia mogą się spełnić. Trzeba ciężko pracować, nie poddawać się. Do wszystkiego doszedł sam. Nikt mu nic nie dał - chwalili.

Przeczytaj także: Robot zachęca do studiowania na UW



Podziel się

Najnowsze wiadomości z Warszawy