Na Lindleya mu odmówili, gdzie teraz będzie się leczył Filip?

Grzegorz Miecznikowski
13.10.2009 aktualizacja: 2009-10-12 23:14
A A A Drukuj
Filip Zagończyk, 2007 r. Fot. Tomasz Wawer / AG
Lekarze ze szpitala na Lindleya mieli prawo odmówić dalszego leczenia Filipa Zagończyka, niewidomego studenta, który rok temu wpadł pod pociąg metra - orzekła rzeczniczka praw pacjenta przy Ministerstwie Zdrowia.
SERWISY

Przeczytaj blog Filipa



Po ponad półrocznym pobycie w klinice w Zurychu Filip wrócił do kraju. Przez wiele miesięcy walczył z bakteriami, które zaatakowały lewą nogę. Udało się je zwalczyć. Ale prawej nogi lekarze z Universitäts Spital nie byli w stanie uratować - amputowali ją. Po powrocie do kraju Filip potrzebuje dalszego monitorowania stanu zdrowia i rehabilitacji. Lekarze ze szpitala na Lindleya odmówili jego leczenia, bo matka studenta podważyła kiedyś ich kompetencje. Po wypadku syna zarzucała lekarzom opieszałość w udzieleniu mu pomocy i opóźnianie jego wyjazdu do Zurychu. O sprawie pisaliśmy w "Gazecie" w czwartek.

Krystyna Kozłowska, rzeczniczka praw pacjenta przy Ministerstwie Zdrowia, twierdzi jednak, że lekarze mieli prawo do odmowy. "Zgodnie z artykułem 38 ustawy o zawodach lekarza można odmówić leczenia, jeśli zachodzą ku temu ważne przyczyny. Odmowa może być uzasadniona zachowaniem osób trzecich, np. agresją okazywaną lekarzowi przez rodzinę pacjenta. Przyczyny te mogą leżeć po obu stronach i wynikać wskutek wzajemnej utraty zaufania" - czytamy w jej oświadczeniu.

NFZ skierował sprawę do Komisji Etyki Lekarskiej. Jeśli odmowa leczenia przez szpital na Lindleya była nieuzasadniona, placówka poniesie karę finansową.

Filip twierdzi też, że żadna klinika w Warszawie nie chce podjąć się opieki nad nim. Uważa, że powinien wrócić do Zurychu. - Tam miałem zapewnioną nie tylko pomoc lekarską, ale leki, które nie są dostępne w Polsce - wyjaśnia.

NFZ nie sfinansuje jednak leczenia i rehabilitacji za granicą. - Nie ma takiej potrzeby. Pan Zagończyk sam może zdecydować, gdzie chce być leczony w kraju, a placówka, która ma podpisany kontrakt z NFZ, podejmuje się takiego leczenia - mówi Ada Wójcik, rzeczniczka praw pacjenta w NFZ. - Może to być nawet w Szczecinie czy Lublinie, jeśli pan Zagończyk nie wybierze jednej z około 50 placówek ze stolicy i okolic.

Przeczytaj także: Lekarze obrazili się na niewidomego Filipa



Podziel się

Najnowsze wiadomości z Warszawy