"Nie zabierajcie narządów do nieba"

Agnieszka Pochrzęst-Motyczyńska
20.10.2009 aktualizacja: 2009-10-19 22:06
A A A Drukuj
Tadeusz Żytkiewicz (z lewej) i autor zdjęć z wystawy Fot. Wojciech Surdziel / Agencja Gazeta
Koordynatorzy przeszczepów powinni być w każdym szpitalu. To oni rozmawiają z rodziną i organizują transplantację. Niestety, w Warszawie są tylko w kilku szpitalach.
SERWISY
Pan Tadeusz przyszedł wczoraj do Zamku Ujazdowskiego na otwarcie wystawy fotograficznej "przeszczep = życie". Mówił, że dla niego to nie banał, ale realne znaczenie.

- Miałem 61 lat, gdy przeszedłem transplantację - wspominał. - Już po roku od zabiegu wróciłem do pracy w szkole.

Od siedmiu lat Żytkiewicz żyje także z przeszczepioną nerką. - Znam więcej ludzi żyjących długo po przeszczepie - opowiadał. - W warszawskim Kole Stowarzyszenia Transplantacji Serca, którego jestem prezesem, jest 80 osób. 26 z nich z przeszczepionym sercem żyje ponad dziesięć lat. Dlatego apeluję do wszystkich: "Nie zabierajcie narządów do nieba, one są potrzebne na ziemi".

Na wystawie są zdjęcia 15 osób żyjących z przeszczepionym narządami, które sfotografował Krzysztof Miller, fotoreporter "Gazety".

Jest wśród nich Justyna Kucińska, której przeszczepiono nerkę i trzustkę: - Dzięki temu dostałam nowe, lepsze życie. Gdyby nie znalazł się dawca, musiałabym kilka razy w tygodniu jeździć na dializy i o żeglowaniu, które jest moją pasją, mogłabym tylko marzyć.

Polska transplantologia dźwiga się z zapaści, do której doszło przed trzema laty po aresztowaniu kardiochirurga dr. Mirosława G. Wtedy liczba przeszczepów dramatycznie spadła. Tymczasem w kolejce po narząd czeka 2019 osób, w pierwszej połowie roku wykonano niespełna 700 operacji. Widać, ze jest lepiej niż w 2007 r. - wtedy przez cały rok organy przeszczepiono 922 osobom. W Polsce przeszczepia się dwa do trzech razy mniej narządów na milion mieszkańców, niż na Zachodzie.

- Powodów jest wiele - mówi prof. Magdalena Durlik z Polskiego Towarzystwa Transplantacyjnego. - Wiele szpitali nie zgłasza dawców. Dyrektorzy szpitali nie wiedzą, że w przypadku niewydolności nerek, wątroby, serca, płuca czy trzustki transplantacja to jedyna metoda leczenia, ratująca życie. To skomplikowana procedura, wymaga przeszkolenia personelu, a na to nie ma dodatkowych pieniędzy.

Przy przeszczepie serca zaangażowanych jest ok. 100 osób. Ktoś musi znaleźć dawcę, biorcę, zorganizować przewóz organu. Te osoby zgrać ma koordynator przeszczepów. W Polsce jest ich ok. 200. To pielęgniarki i anestezjolodzy, którzy skończyli studia podyplomowe na Warszawskim Uniwersytecie Medycznym. Mają w szpitalach wyszukiwać potencjalnych dawców wśród pacjentów ze śmiercią mózgu, zwoływać lekarzy potrzebnych do szybkiego zorganizowania komisji potwierdzającej śmierć mózgową, organizować przeszczep, rozmawiać z rodziną dawcy przed zabiegiem i po nim, i dopilnować, aby ciało dawcy po pobraniu narządów wyglądało jak przed zabiegiem. W latach 80., gdy w Hiszpanii pojawili się koordynatorzy, liczba pobrań organów bardzo wzrosła.

Niestety, w Warszawie pracuje tylko kilku koordynatorów. Są m.in. w: lecznicy przy Banacha, MSWiA, Centrum Zdrowia Dziecka i przy Lindleya. Ta ostatnia lecznica ma dwie przeszkolone pielęgniarki dbające o pobieranie narządów. Pracują na etacie. To wyjątek, zwykle koordynatorzy pełnią tę funkcję za darmo. W tym roku szpital chce przeszczepić 35 wątrób i 70 nerek. To dobry wynik w kraju. - Każdy powinien mieć osobę odpowiedzialną za transplantację. Dla naszego szpitala to wydatek ok. 50 tys. zł rocznie, ale się opłaca. Głównie pacjentom, bo dajemy im drugie życie, ale także szpitalowi, bo transplantacje są dobrze wycenione. Także placówki, z których pochodzą dawcy, też dostają pieniądze - mówi prof. Janusz Wyzgał, dyrektor szpitala przy Lindleya.

Dlaczego inne szpitale nie maja koordynatorów? - Bo nie jesteśmy ośrodkiem, który przeszczepia. Im to się opłaca, bo dostają pieniądze za zabiegi. Ja musiałbym utworzyć nowy etat, powołać zespół, który orzekałby śmierć pnia mózgu przez całą dobę, a to koszty. Gdyby jakaś klinika przeszczepiająca organy zgłosiła się do mnie z propozycją, że zapłacą za koordynatora i procedury związane z kwalifikacją pacjenta do transplantacji, pewnie bym się zgodził. Jestem za przeszczepami. Noszę w portfelu oświadczenie woli, że zgadzam się na pobranie narządów - mówi dyrektor jednego z warszawskich szpitali.

Prof. Wojciech Rowiński, konsultant krajowy ds. transplantologii klinicznej, ma nadzieję, że Ministerstwo Zdrowia znajdzie pieniądze dla koordynatorów. Chodzi o 800 zł dodatku do pensji dla koordynatora.

Wystawę zdjęć Krzysztofa Millera, otwartą wczoraj na Zamku Ujazdowskim, będzie można oglądać od dziś do 3 listopada na skwerze przy Krakowskim Przedmieściu 60a.

Najlepsze koncerty i imprezy w Warszawie



Podziel się

  • Re: "Nie zabierajcie narządów do nieba" tomkruuz 20.10.09, 13:51

    Przeszczep nie szkodzi dawcy, nie odbiera mu życia, oraz radykalnie polepszastan zdrowia biorcy. Pojedyncze zapłodnienie pozaustrojowe wymaga zabicia wieluludzi w fazie zarodków. Nie leczy »

  • Re: "Nie zabierajcie narządów do nieba" duch-2 20.10.09, 15:29

    Odpowiedź wydaje się być prosta - katabasy są potencjalnymi "biorcami" narządów (pewnie i tak poza kolejką...), więc są zainteresowani tym, żeby "dawców" było jak najwięcej... ;)»

Najnowsze wiadomości z Warszawy