Piwo i szanty: Boom na żeglarskie knajpy w Warszawie

Michał Czyszkowski
20.10.2009 11:00
A A A Drukuj
Szanty w restauracji

Szanty w restauracji "U Wioślarzy" (Fot. Piotr Janowski / AG)

Żeglarskie tawerny zaczynają się zapałeniać. Znak to, że skończyło się lato. Powracający z rejsów, ale już stęsknieni za wodą, żeglarze i miłośnicy szant spotykają się teraz przy piwie.
Knajpy żeglarskie mieszczą się zazwyczaj na uboczu. Z zewnątrz, poza nawiązującymi do morskich i żeglarskich tradycji nazwami, z reguły niczym się nie wyróżniają. Co innego w środku. Drewniane ławy, maszty, żagle i liny to obowiązkowe elementy wystroju. W Warszawie jest kilkanaście tawern i pubów żeglarskich. Najsłynniejsze to: Gniazdo Piratów, Przechyły, Czarna Perła, Tawerna 10B.

W Gnieździe Piratów, najstarszej żeglarskiej knajpie stolicy, wieczorami nawet w środku tygodnia jest tłok. W niepozornym pawilonie na Marymoncie panuje potworny upał i hałas. Jednak nikomu wydaje się to nie przeszkadzać. Trwa występ Piotra Iwańczuka, młodego warszawskiego wykonawcy. Gra najbardziej znane szanty, a w przerwach zachrypniętym głosem żartuje z publicznością. Część gości śpiewa razem z nim, większość zna przynajmniej refreny.

W Gnieździe piwo leje się szerokim strumieniem. Barmanki ledwo nadążają z zamówieniami. Poza alkoholem knajpa serwuje też dania, np. trzy paluszki w łódeczce, szloch rudobrodego, abordaż na pyrlandię i odbijacze po komandorsku. - Kiedy przyszedłem tu pierwszy raz, nie miałem bladego pojęcia o szantach i żeglowaniu - mówi Tomek, student aktorstwa. - Teraz znam tu wszystkich stałych bywalców i przede wszystkim - od paru lat żegluję.

We wszystkich tawernach występują na żywo zawodowi i półzawodowi muzycy. W Warszawie kilkudziesięciu solistów i zespołów kursujących regularnie z lokalu do lokalu. Na występy legendarnych w światku szantowym wykonawcy, takich jak EKT Gdynia, Cztery Refy, Stare Dzwony, zjeżdżają się fani żeglarskiej muzyki z całej Polski.

W tawernie Przechyły (nowe miejsce, które zdążyło jednak wyrobić sobie już markę) od poniedziałku do soboty koncertują profesjonalni wykonawcy. W niedzielę przychodzą amatorzy ze swoimi gitarami. Po burzliwych dyskusjach "co zagrać i w jakiej tonacji" łączą siły i razem śpiewają. Dzwon nad barem ogłasza, że znalazł się chętny postawić wszystkim biesiadnikom kolejkę. - Szanty mają to do siebie, że niewiele trzeba, żeby stworzyć świetną atmosferę. Ta muzyka trafia nawet do ludzi, którzy morze widzieli tylko z perspektywy sopockiego molo - mówi Mariusz Kuczewski, który koncertuje z zespołem Mordewindy.



- Ostatnie dziesięć lat to przełomowy okres dla szant, prawdziwy renesans - twierdzi Joanna Sieradzka z Gniazda Piratów. - Mamy więcej klientów niż kiedykolwiek i cały czas dochodzą nowi ludzie.

Sprawdza się stare żeglarskie powiedzenie, że im dalej od morza, tym więcej się szantuje. Największy festiwal muzyki żeglarskiej w Polsce odbywa się przecież co roku w Krakowie.

Zobacz inne puby i kluby w Warszawie



Zrób to w Warszawie

Zobacz także
  • "Kilknaście", to gruba przesada... bogucjusz 20.10.09, 12:42

    Szantownie raczej padają, niż powstają nowe - nieodżałowany "Kliper" (i tobyła pierwsza tawerna, Gniazdo powstało później), Barakuda. Obecna "10B" tocień poprzedniej przy Grzybowskiej. A »

  • Piwo i szanty: Boom na żeglarskie knajpy w Wars... fan.zdm 20.10.09, 13:09

    Boom na szanty to był w latach 90. Dwudniowe imprezy szantowe w Stodole, CypelCzerniakowski, dużo mniejszych koncertów, potem Kliper, jak już ktoś tuwspomniał. To były piękne czasy...»

  • Piwo i szanty: Boom na żeglarskie knajpy w Wars... halinka85 19.12.09, 13:06

    ja wybieram sie dzis do Przechylów na Cieszyńskiej 6 przy metrze Wilanowska..bylam tak 2 razy i zawsze byla swietna zabawa:) dziś gra Roman Roczeń -niewidomy piosenkarz, dla mnie ma glos »