http://wiadomosci.gazeta.pl//i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl//i/obrazki/google_search/sblank.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Gazeta.pl > Warszawa >  Archiwum tekstów

A A A Poleć znajomemu     Wydrukuj     Podyskutuj na forum RSS Warszawa - Gazeta.pl

Nielegalne reklamy: stoją przy drodze na jednej nodze

Krzysztof Śmietana
2009-10-22, ostatnia aktualizacja 2009-10-21 22:46

Szpaler nielegalnych reklam wzdłuż ul. Płaskowickiej na Ursynowie
Szpaler nielegalnych reklam wzdłuż ul. Płaskowickiej na Ursynowie
Fot. Filip Klimaszewski / Agencja Gazeta

Las reklamowych tablic wyrasta wzdłuż ulic. Ich zatrzęsienie widać zwłaszcza na Ursynowie. Drogowcy nie radzą sobie z ich usuwaniem.

SERWISY

Przeczytaj blog o komunikacji autora tego artykułu



Rozprawę z dzikimi reklamami zapowiedziała rok temu - tuż po objęciu stanowiska - szefowa Zarządu Dróg Miejskich Grażyna Lendzion. - Chcę z nimi bezwzględnie walczyć. W pasie drogowym stoi głównie mnóstwo nielegalnych małych reklam. Będziemy wzywać do usunięcia tablic postawionych bez pozwolenia. A jak to nie przyniesie rezultatu, sami je zdemontujemy - obiecywała w wywiadzie dla "Gazety".

W tym zamiarze wspierał ją Tomasz Gamdzyk, naczelnik miejskiego wydziału estetyki. Niestety, nielegalnych reklam stojących wzdłuż dróg wciąż jest zatrzęsienie. Jak grzyby po deszczu wyrastają zwłaszcza na Ursynowie. Dziesiątki tablic na betonowych nogach stoją wzdłuż ruchliwych ulic - Rodowicza "Anody", Rosoła, al. Komisji Edukacji Narodowej czy przy Płaskowickiej. Zazwyczaj w ten sposób reklamują się sklepy lub punkty usługowe.

Niedaleko hipermarketu Real szpetne tablice stoją co kilka metrów. - To nie ja ją postawiłem. Zrobił to zapewne mój wspólnik. Można by pewnie legalnie ją zainstalować, ale w Zarządzie Dróg Miejskich panuje straszna biurokracja i na wszystko długo się czeka - tłumaczy się przedstawiciel firmy sprzedającej m.in. żaluzje, której nielegalna reklama stoi na ul. Płaskowickiej. Dodaje, że trzy czwarte takich tablic na Ursynowie stoi bez zezwoleń.

Grażyna Lendzion twierdzi, że z dzikimi reklamami usilnie walczy. - Często je likwidujemy. Niestety, w wielu miejscach po kilku dniach są znowu ustawiane. Tak było niedawno w Wawrze. Teoretycznie możemy wlepiać kary finansowe właścicielom reklam. Problem w tym, że prawo mówi o karaniu tylko tych, którzy fizycznie je stawiają. A wielu przedsiębiorców nie chce się przyznać, że sami to zrobili - tłumaczy.

Uważa, że będzie łatwiej ich ścigać, gdy zmieni się prawo. Trwają nad tym właśnie dyskusje przy tzw. okrągłym stole reklamowym, przy którym zasiadają m.in. przedsiębiorcy i miejscy urzędnicy.

Drogowcy twierdzą, że w zeszłym roku ściągnęli z ulic ponad dwa tysiące mniejszych reklam. Wśród nich - prócz tablic z betonową nogą stawianych wzdłuż ulic - były także takie rozstawiane na chodnikach. ZDM zlikwidował również ponad 500 nielegalnych billboardów. Udało się też ściągnąć ponad półtora miliona złotych kar za nielegalne zajęcie pasa drogi.

Jerzy Topka, który w Zarządzie Dróg Miejskich odpowiada za kontrole terenów wzdłuż ulic, zapowiada, że w najbliższych dniach zajmie się nielegalnymi reklamami na Ursynowie, w tym na ul. Płaskowickiej. - Najpierw wzywamy ich właścicieli, by sami je usunęli. Jeśli to nie skutkuje, demontujemy, a właścicielowi wystawiamy rachunek za likwidację tablicy i za nielegalne zajęcie pasa drogi - wylicza.

Narzeka jednak, że ma za mało ludzi, by pilnować ulic w całym mieście.

Przeczytaj także: Turbo niesmaczna reklama na pl. Zamkowym





Źródło: Gazeta Wyborcza Stołeczna

Ocena:

słabe

nic specjalnego

dobre

bardzo dobre

znakomite

5

5 głosów