Wbiła mu nóż w brzuch - przez przypadek
22.10.2009
aktualizacja: 2009-10-22 23:31
Fot. AG
55-letni mężczyzna zmarł od ciosu zadanego nożem. Jego przyjaciółka twierdziła, że zbrodni dokonali dwaj nieznajomi mężczyźni. Kłamała.
ZOBACZ TAKŻE
- Rozbili luksusowe audi i zgłosili jego kradzież (24-10-09, 11:00)
- Wola: Agresywna żona zaatakowała męża (05-11-09, 14:37)
- Wymyślił rozbój, bo przegrał całą wypłatę na automatach (26-10-09, 12:35)
- Ponad 400 nowych policjantów patroluje ulice Warszawy (23-10-09, 21:03)
- Schował się pod kołdrą - zapomniał zamknąć drzwi (23-10-09, 19:00)
- Napad na bank na Mokotowie: sprawca uciekł z pieniędzmi (23-10-09, 15:54)
- Tragiczny wypadek na budowie - zginął robotnik (22-10-09, 17:53)
- Fama i Pinokio - groźni bandyci z Pruszkowa oskarżeni (22-10-09, 09:00)
- Rodzinne włamanie: ojciec poszedł na akcję z synami (21-10-09, 17:05)
Tak naprawdę nie było żadnej zbrodni, ale zwykły wypadek w kuchni.
Kilka dni temu Waldemar Z. trafił do Szpitala Bielańskiego. Miał rozcięty brzuch. Lekarze nie mieli wątpliwości, że został dźgnięty nożem. Powiadomili policję. Funkcjonariusze przyjechali do Waldemara Z., ale ten odesłał ich z kwitkiem.
- Nie chciał z nami rozmawiać, nie chciał składać zawiadomienia - mówi oficer bielańskiej komendy.
Waldemar Z. wbrew zaleceniom lekarzy "wypisał się na własną prośbę". Po prostu uciekł ze szpitala. I wrócił do domu, do przyjaciółki Hanny O. Następnego dnia poczuł się jednak dużo gorzej. Zmarł. Sekcja zwłok wykazała, że dostał zapalenia otrzewnej. - To nie była głęboka rana. Pewnie gdyby został w szpitalu, lekarzy by go uratowali - podejrzewają policjanci.
Z błahej sprawy draśnięcia nożem zrobiła się nagle sprawa o zabójstwo. Tym bardziej że Hanna O. opowiedziała funkcjonariuszom, że jej przyjaciel został zaatakowany przez dwóch nieznanych mężczyzn. Miał popijać piwo z kolegami w Lesie Bielańskim. I wtedy ktoś do niego podszedł i poprosił o papierosa. Waldemar Z. odmówił i dostał nożem w brzuch. Zdołał jednak wrócić do domu i o wszystkim jej opowiedział. I właśnie dlatego trafił do szpitala, z którego później uciekł.
- Cała ta opowieść na pierwszy rzut oka trzymała się kupy. Ale szukaliśmy dalej - mówią policjanci. Aż wreszcie znaleźli: kuchenny nóż ze śladami brunatnej substancji. Jak się okazało w laboratorium kryminalistycznym, to była krew Waldemara Z.
Gdy policjanci przedstawili Hannie O. wyniki badań, przyznała, co naprawdę się wydarzyło.
Feralnego wieczoru Waldemar Z. wrócił do domu na lekkim rauszu. Pokłócili się. Po kilku chwilach Waldemar Z. chciał przeprosić przyjaciółkę. Podszedł do niej i próbował objąć. Hanna O. akurat kroiła mięso. Z. nadział się na nóż.
Prokurator postawił wczoraj 55-letniej kobiecie zarzut spowodowania ciężkiego uszczerbku na zdrowiu skutkującego śmiercią. Grozi jej do 12 lat więzienia. Na proces będzie czekać na wolności. Musi tylko regularnie meldować się na komendzie.
Kilka dni temu Waldemar Z. trafił do Szpitala Bielańskiego. Miał rozcięty brzuch. Lekarze nie mieli wątpliwości, że został dźgnięty nożem. Powiadomili policję. Funkcjonariusze przyjechali do Waldemara Z., ale ten odesłał ich z kwitkiem.
- Nie chciał z nami rozmawiać, nie chciał składać zawiadomienia - mówi oficer bielańskiej komendy.
Waldemar Z. wbrew zaleceniom lekarzy "wypisał się na własną prośbę". Po prostu uciekł ze szpitala. I wrócił do domu, do przyjaciółki Hanny O. Następnego dnia poczuł się jednak dużo gorzej. Zmarł. Sekcja zwłok wykazała, że dostał zapalenia otrzewnej. - To nie była głęboka rana. Pewnie gdyby został w szpitalu, lekarzy by go uratowali - podejrzewają policjanci.
Z błahej sprawy draśnięcia nożem zrobiła się nagle sprawa o zabójstwo. Tym bardziej że Hanna O. opowiedziała funkcjonariuszom, że jej przyjaciel został zaatakowany przez dwóch nieznanych mężczyzn. Miał popijać piwo z kolegami w Lesie Bielańskim. I wtedy ktoś do niego podszedł i poprosił o papierosa. Waldemar Z. odmówił i dostał nożem w brzuch. Zdołał jednak wrócić do domu i o wszystkim jej opowiedział. I właśnie dlatego trafił do szpitala, z którego później uciekł.
- Cała ta opowieść na pierwszy rzut oka trzymała się kupy. Ale szukaliśmy dalej - mówią policjanci. Aż wreszcie znaleźli: kuchenny nóż ze śladami brunatnej substancji. Jak się okazało w laboratorium kryminalistycznym, to była krew Waldemara Z.
Gdy policjanci przedstawili Hannie O. wyniki badań, przyznała, co naprawdę się wydarzyło.
Feralnego wieczoru Waldemar Z. wrócił do domu na lekkim rauszu. Pokłócili się. Po kilku chwilach Waldemar Z. chciał przeprosić przyjaciółkę. Podszedł do niej i próbował objąć. Hanna O. akurat kroiła mięso. Z. nadział się na nóż.
Prokurator postawił wczoraj 55-letniej kobiecie zarzut spowodowania ciężkiego uszczerbku na zdrowiu skutkującego śmiercią. Grozi jej do 12 lat więzienia. Na proces będzie czekać na wolności. Musi tylko regularnie meldować się na komendzie.
Przeczytaj także: Barman pchnięty nożem przez Wietnamczyków
-
Wbiła mu nóż w brzuch - przez przypadek
te_rence
23.10.09, 14:13
zabronić sprzedawania i posiadania noży! proponuję tak jak za jointa: do trzech lat za posiadanie! »
Najnowsze wiadomości z Warszawy
Najczęściej czytane24 htydzień
- Nowy punkt widokowy w Warszawie. Wyżej niż PKiN
- Reklamy na Euro. Która najbardziej obciachowa? [GŁOSUJ]
- Motocyklista w ciężkim stanie po wypadku na Racławickiej
- Autostrada A2: kolejny odcinek gotowy na otwarcie
- Te budynki mogą powstać w Warszawie. Top 10
- Masa Krytyczna: "My nie blokujemy ruchu"
- Warsaw Music Week. Wieczór z hip hopem od Prosto
- Te budynki mogą powstać w Warszawie. Top 10
- Co straszy, a co zachwyca w strefie kibica [RAPORT]
- Nie jedźcie tą autostradą. Węzeł Pruszków to pułapka
- Nad Wisłą, na działkach. Tak wypoczywała Warszawa
- Gigantyczna kara dla lekarza: bo nie wypełniał papierów
- Lotnisko bezradne wobec naciągaczy? Taksówkowy problem
- Wtorek na ulicach Warszawy [22.05.2012]


