Na Paluchu psy brodzą w wodzie. A niedawno był remont

Jakub Chełmiński
25.10.2009 aktualizacja: 2009-10-25 11:05
A A A Drukuj
Transport psa na warszawskie schronisko na Paluchu
Trzy lata po zakończeniu wartej 16 mln zł. modernizacji Schroniska na Paluchu potrzebna jest kolejna przebudowa. Zaczął się właśnie przetarg na montaż nowych daszków, bez których woda ścieka do boksów. Po większych ulewach trzeba ją wypompowywać, żeby psy nie brodziły w błocie.
ZOBACZ TAKŻE
Wielka modernizacja schroniska na Paluchu skończyła się równo przed trzema laty. Za 16 mln zł na gruncie przekazanym przez lotnisko powstały nowe pawilony z boksami i alejki. Wówczas miał to być najnowocześniejszy obiekt w Polsce.

Rzeczywistość nie wygląda wcale tak dobrze. - Po dużych deszczach w boksach zbiera się woda. A wiadomo, psy się załatwiają, i to wszystko pływa - mówi Wanda Dejnarowicz, dyrektor placówki. Pracownicy robią co mogą. Prowizorycznie zabezpieczyli zbyt krótkie daszki, po każdej ulewie wypompowują wodę z boksów. Oprócz tego szambiarki wybierają nieczystości z rowów odwadniających okalających pawilony. To jednak nie wystarcza. Schronisko ogłosiło właśnie przetarg na montaż daszków, które dodatkowo zabezpieczą boksy przed zacinającym deszczem.

- To jest chore. Miasto wydało mnóstwo pieniędzy na modernizację, a teraz pracownicy kopią wokół rowy, żeby nie zbierała się woda. Dlaczego nie może tego naprawić ten, kto źle wykonał modernizację? - denerwuje się Olga Johann, wiceprzewodnicząca Rady Warszawy, która w sprawie schroniska napisała już dwie interpelacje.

W odpowiedzi urzędników na pierwszą z nich czytamy, że sprawę już w czerwcu wyjaśniała specjalnie powołana miejska komisja, wcześniej problem opiniował zespół rzeczoznawców. Modernizację wykonała białostocka firma Fadbet (ta sama, która zbudowała m.in. pawilon goryli w stołecznym zoo). Miejska komisja ustaliła jednak, że ratusz nie ma prawa domagać się naprawienia fuszerki w ramach rękojmi. Powód? Zły był projekt, a Fadbet wykonał wszystko tak jak było zapisane w dokumentacji. - Gdyby tak nie było, to nikt nie odebrałby od nas robót - mówi Andrzej Pawlak, wiceprezes zarządu Fadbetu.

Olga Johann zapewnia, że sprawy tak nie zostawi. - Jeśli nie wykonawca, to ktoś inny musi za to odpowiedzieć - mówi.

Dyrektor Dejnarowicz zapewnia, że daszki pojawią się już za 10 tygodni. Prawdopodobnie dopiero wiosną schronisko zacznie większa naprawę całego systemu odwodnienia. Na koszt miasta.

Przeczytaj także: Psi Los: Tu godnie spoczywa 6 tys. zwierząt



Podziel się

Najnowsze wiadomości z Warszawy