Marszałek obiecał: Tiry nie będą jeździły przez puszczę
26.10.2009
aktualizacja: 2009-10-26 15:09
Marszałek Struzik wycofa tiry z Kampinoskiego Parku Narodowego. Wzdłuż niebezpiecznej drogi powstaną chodniki, ścieżki rowerowe i trasy migracyjne dla zwierząt. - To sukces nas, mieszkańców, i "Gazety" - uważa Piotr Kochański, adwokat i mieszkaniec wsi Kępiaste.
ZOBACZ TAKŻE
- Struzik obiecał drogę, ale słowa nie dotrzymał (22-12-09, 08:00)
- Wreszcie zakaz dla tirów w Kampinosie (08-01-10, 09:00)
- Wycięli topole. Sulejówek stracił najładniejszą aleję (09-11-09, 12:00)
- Na SGH posadzili drzewa. Dla dobra ludzkości (04-11-09, 11:00)
- "A ja wolę traktory od kosiarek" (29-10-09, 12:00)
- Wypadek na drodze przez Kampinos (28-10-09, 18:42)
- "Traktory z kosiarkami rozjeżdżają trawniki" (27-10-09, 11:00)
- Tiry pędzą przez Kampinos. Ludzie grożą blokadami (16-10-09, 10:00)
- Bronili puszczy piłami motorowymi (27-08-09, 21:25)
- Struzik obiecał, ale zakazu dla tirów wciąż nie ma (03-11-09, 09:00)
Spotkanie z mieszkańcami parku narodowego zaproponował sam Adam Struzik (PSL). W sobotę przyjechał do Leszna. Na spotkanie z nim przyszło ponad 100 mieszkańców wsi: Julinek, Kępiaste i Łubiec oraz władze parku.
- Tiry zagrażają naszemu życiu. Tak dalej być nie może - przekonywał mecenas Piotr Kochański, który reprezentował mieszkańców. - Unia Europejska dała pieniądze na budowę ścieżek rowerowych i chodników. Pytam się, panie marszałku, gdzie one są? Jeśli pan nie spełni naszych żądań, poskarżymy się do Komisji Europejskiej. Jestem pewien, że wygramy.
- Nie możemy zgodzić się na rozjeżdżanie parku - dodał Jerzy Misiak, dyrektor Kampinoskiego Parku Narodowego.
Marszałek przeprasza
Adam Struzik słuchał wystąpień w skupieniu. Po czym wolno wstał i ogłosił: - Macie rację. Jak najszybciej spełnię wszystkie wasze żądania. Moi urzędnicy popełnili błąd. Ci, którzy to zrobili, poniosą konsekwencje. Chociaż z tego, co wiem, większość z nich już w urzędzie nie pracuje. Będzie to sporo kosztowało, ale naprawimy błędy - kajał się marszałek.
Cała sala odetchnęła z ulgą. - To żadna łaska. Zrobią to, za co wzięli pieniądze i powinni zbudować już dawno temu - skwitowała pani Janina z Julinka.
- To wielkie zwycięstwo. Ale będziemy bacznie pilnować marszałka, aby wywiązał się z wszystkich obietnic - zapewnił dyrektor Misiak.
Urzędnicy oszukali
Tiry pojawiły się Kampinoskim Parku Narodowym pod koniec 2007 r. Wtedy spokojną drogę łączącą Leszno z Kazuniem wyremontował podległy Struzikowi Mazowiecki Zarząd Dróg Wojewódzkich (MZDW). Po remoncie niespodziewanie zniknął znak zakazujący wjazdu dużym ciężarówkom. Wtedy tiry jadące na północ do państw nadbałtyckich zamiast przez Żyrardów, Sochaczew i Nowy Dwór Maz. pomknęły krótszą trasą przez sam środek parku narodowego. - Od tamtej pory zaczęło się piekło - wspominała prawniczka Agnieszka Kochańska ze wsi Kępiaste.
Natężenie ruchu było tak duże, że w okolicy zaczęły pękać domy. Nie powstały też ścieżki rowerowe i chodniki. Tiry przejechały więc kilku rowerzystów. Ciężarówki zaczęły masowo rozjeżdżać zwierzęta. Nad drogą nie powstała ani jedna kładka umożliwiająca migrację zwierząt. W tym czasie tiry rozjechały 10 chronionych łosi i kilkaset dzików, lisów i jeży.
W końcu mieszkańcy, czyli Komitet Obywatelski "Puszcza Kampinoska 2009", zażądali m.in.: zakazu wjazdu tirów; ograniczenia prędkości do 60 km/godz; budowy wzdłuż drogi ścieżek rowerowych, chodników, ekranów wyciszających oraz naziemnych kładek dla zwierząt. Do protestu przyłączyły się władze parku.
- Urzędnicy marszałka Struzika nas oszukali. Nigdy nie zgodziliśmy się na wjazd tirów do parku. Od tamtej pory trwa rzeź zwierząt - żali się Jerzy Misiak.
"Gazeta" napisała o sprawie w połowie października. - Nie mieliśmy żadnych sygnałów od parku, że tiry szkodzą przyrodzie - upiera się Monika Burdon, rzeczniczka MZDW.
Mija się jednak z prawdą. Mamy dokumenty, z których wynika, że przez półtora roku władze parku alarmowały marszałka o
dramatycznej sytuacji mieszkańców okolicznych wsi i zwierząt.
Na co dała Unia
Ale to nie wszystko. Ze studium wykonalności drogi, które zaakceptowały władze parku, wynikało jasno, że remont jezdni ma spowodować "poprawę bezpieczeństwa i warunków ruchu", spadek wypadkowości" oraz "spadek poziomu hałasu".
A Unia Europejska dała na remont drogi 25 mln zł pod warunkiem, że inwestycja nie zaszkodzi środowisku. Jakby tego było mało, w unijnym wniosku urzędnicy zapewniali, że to "projekt o pozytywnym wpływie na zagadnienia z zakresu polityki równych szans w odniesieniu do niepełnosprawnych". - Trzeba być bardzo sprawnym, aby na tej drodze w ogóle przeżyć - denerwuje się Jerzy Misiak, dyrektor Kampinoskiego Parku Narodowego.
- Adam Struzik nie chciał, by tiry przejeżdżały przez jego okręg wyborczy. Dla niego dobro parku to sprawa drugorzędna. Teraz wszystko wyszło na jaw. Jest ryzyko, że będzie trzeba zwrócić unijną dotację. Adam wie, że musi szybko uspokoić ludzi. Liczy, że dzięki temu sprawa przyschnie - kwituje jeden z działaczy PSL.
- Tiry zagrażają naszemu życiu. Tak dalej być nie może - przekonywał mecenas Piotr Kochański, który reprezentował mieszkańców. - Unia Europejska dała pieniądze na budowę ścieżek rowerowych i chodników. Pytam się, panie marszałku, gdzie one są? Jeśli pan nie spełni naszych żądań, poskarżymy się do Komisji Europejskiej. Jestem pewien, że wygramy.
- Nie możemy zgodzić się na rozjeżdżanie parku - dodał Jerzy Misiak, dyrektor Kampinoskiego Parku Narodowego.
Marszałek przeprasza
Adam Struzik słuchał wystąpień w skupieniu. Po czym wolno wstał i ogłosił: - Macie rację. Jak najszybciej spełnię wszystkie wasze żądania. Moi urzędnicy popełnili błąd. Ci, którzy to zrobili, poniosą konsekwencje. Chociaż z tego, co wiem, większość z nich już w urzędzie nie pracuje. Będzie to sporo kosztowało, ale naprawimy błędy - kajał się marszałek.
Cała sala odetchnęła z ulgą. - To żadna łaska. Zrobią to, za co wzięli pieniądze i powinni zbudować już dawno temu - skwitowała pani Janina z Julinka.
- To wielkie zwycięstwo. Ale będziemy bacznie pilnować marszałka, aby wywiązał się z wszystkich obietnic - zapewnił dyrektor Misiak.
Urzędnicy oszukali
Tiry pojawiły się Kampinoskim Parku Narodowym pod koniec 2007 r. Wtedy spokojną drogę łączącą Leszno z Kazuniem wyremontował podległy Struzikowi Mazowiecki Zarząd Dróg Wojewódzkich (MZDW). Po remoncie niespodziewanie zniknął znak zakazujący wjazdu dużym ciężarówkom. Wtedy tiry jadące na północ do państw nadbałtyckich zamiast przez Żyrardów, Sochaczew i Nowy Dwór Maz. pomknęły krótszą trasą przez sam środek parku narodowego. - Od tamtej pory zaczęło się piekło - wspominała prawniczka Agnieszka Kochańska ze wsi Kępiaste.
Natężenie ruchu było tak duże, że w okolicy zaczęły pękać domy. Nie powstały też ścieżki rowerowe i chodniki. Tiry przejechały więc kilku rowerzystów. Ciężarówki zaczęły masowo rozjeżdżać zwierzęta. Nad drogą nie powstała ani jedna kładka umożliwiająca migrację zwierząt. W tym czasie tiry rozjechały 10 chronionych łosi i kilkaset dzików, lisów i jeży.
W końcu mieszkańcy, czyli Komitet Obywatelski "Puszcza Kampinoska 2009", zażądali m.in.: zakazu wjazdu tirów; ograniczenia prędkości do 60 km/godz; budowy wzdłuż drogi ścieżek rowerowych, chodników, ekranów wyciszających oraz naziemnych kładek dla zwierząt. Do protestu przyłączyły się władze parku.
- Urzędnicy marszałka Struzika nas oszukali. Nigdy nie zgodziliśmy się na wjazd tirów do parku. Od tamtej pory trwa rzeź zwierząt - żali się Jerzy Misiak.
"Gazeta" napisała o sprawie w połowie października. - Nie mieliśmy żadnych sygnałów od parku, że tiry szkodzą przyrodzie - upiera się Monika Burdon, rzeczniczka MZDW.
Mija się jednak z prawdą. Mamy dokumenty, z których wynika, że przez półtora roku władze parku alarmowały marszałka o
dramatycznej sytuacji mieszkańców okolicznych wsi i zwierząt.
Na co dała Unia
Ale to nie wszystko. Ze studium wykonalności drogi, które zaakceptowały władze parku, wynikało jasno, że remont jezdni ma spowodować "poprawę bezpieczeństwa i warunków ruchu", spadek wypadkowości" oraz "spadek poziomu hałasu".
A Unia Europejska dała na remont drogi 25 mln zł pod warunkiem, że inwestycja nie zaszkodzi środowisku. Jakby tego było mało, w unijnym wniosku urzędnicy zapewniali, że to "projekt o pozytywnym wpływie na zagadnienia z zakresu polityki równych szans w odniesieniu do niepełnosprawnych". - Trzeba być bardzo sprawnym, aby na tej drodze w ogóle przeżyć - denerwuje się Jerzy Misiak, dyrektor Kampinoskiego Parku Narodowego.
- Adam Struzik nie chciał, by tiry przejeżdżały przez jego okręg wyborczy. Dla niego dobro parku to sprawa drugorzędna. Teraz wszystko wyszło na jaw. Jest ryzyko, że będzie trzeba zwrócić unijną dotację. Adam wie, że musi szybko uspokoić ludzi. Liczy, że dzięki temu sprawa przyschnie - kwituje jeden z działaczy PSL.
Przeczytaj także: Zamienić rondo Dmowskiego z rondem Daszyńskiego
-
Marszałek obiecał: Tiry nie będą jeździły przez...
efedra
26.10.09, 11:16
Kto to jest ten Struzik, co drugie zdanie nazywany marszałkiem? Czego on jest marszałkiem?Co za amatorstwo dziennikarskie? Dla kogo to jest wiadomość? Tylko dla lokalnych mieszkańców, »
-
Skoro była forsa to gdzie ona jest tow Struzik?
antoni-to-ja
26.10.09, 11:49
zajeżdza tu jakimś przekrętem finansowym»
-
Marszałek obiecał: Tiry nie będą jeździły przez...
babaqba
26.10.09, 12:41
Zwracam uwagę, że dał jednak te środki na drogę, a przecież mógł je przeznaczyć na kościół, jak często to robi. Temu człowiekowi należy się paka za kupowanie sobie poparcia naszymi »
Najnowsze wiadomości z Warszawy
Najczęściej czytane24 htydzień
- Nowy punkt widokowy w Warszawie. Wyżej niż PKiN
- Reklamy na Euro. Która najbardziej obciachowa? [GŁOSUJ]
- Motocyklista w ciężkim stanie po wypadku na Racławickiej
- Autostrada A2: kolejny odcinek gotowy na otwarcie
- Te budynki mogą powstać w Warszawie. Top 10
- Masa Krytyczna: "My nie blokujemy ruchu"
- Warsaw Music Week. Wieczór z hip hopem od Prosto
- Te budynki mogą powstać w Warszawie. Top 10
- Co straszy, a co zachwyca w strefie kibica [RAPORT]
- Nie jedźcie tą autostradą. Węzeł Pruszków to pułapka
- Nad Wisłą, na działkach. Tak wypoczywała Warszawa
- Gigantyczna kara dla lekarza: bo nie wypełniał papierów
- Lotnisko bezradne wobec naciągaczy? Taksówkowy problem
- Wtorek na ulicach Warszawy [22.05.2012]





