O sprawie alarmujemy od kilku dni. Przychodnię dla bezdomnych przy Wolskiej prowadzi stowarzyszenie Lekarze Nadziei. W poradni dyżurują chirurdzy, internista, dermatolog, logopeda, stomatolog. Wszyscy są wolontariuszami. Rozdają bezdomnym opatrunki i lekarstwa, które dostają z firm farmaceutycznych. Od 19 lat Lekarzy Nadziei dotowało miasto. W tym roku było to 150 tys. zł. Pieniądze potrzebne są na dwa etaty dla pielęgniarek, cząstkowy etat pomocy dentystycznej i księgową. Ale pieniędzy więcej nie będzie. Tych, które są, starczy do końca listopada.
Identyczny problem ma punkt medyczny dla bezdomnych Kamiliańskiej Misji Pomocy Społecznej, który od 1992 roku działa na stacji WKD Śródmieście. Po doraźną pomoc lekarską zgłasza się tam codziennie nawet 50 osób. Już wiadomo, że Misja zamyka punkt 1 grudnia.
Dlaczego ratusz przestał dotować obie placówki? Urzędnicy zamówili opinię prawną, z której wynika, że miasto nie może finansować usług medycznych, bo nie przewiduje tego ustawa o pomocy społecznej.
Jednak Gdańsk i Gdynia taką pomoc dotują. - Finansowanie usług medycznych dla bezdomnych z kontraktu podpisanego z NFZ jest bardzo trudne. To samorządy powinny ponosić ten ciężar - uważa Piotr Olech z Pomorskiego Forum Wychodzenia z Bezdomności. - W Gdańsku działają hostele dla chorych bezdomnych. Zatrudnieni są w nich lekarze i pielęgniarki. Płaci samorząd. Prawo tego nie zabrania. W moim odczuciu władze miasta powinny poczuć odpowiedzialność za współfinansowanie przychodni Lekarzy Nadziei.
- Ratusz przez 19 lat dotował tę przychodnię. Ustawa o pomocy społecznej się nie zmieniła. Nie rozumiem, dlaczego nagle urzędnicy stwierdzili, że dłużej jej dotować nie mogą - dziwi się Julia Wygnańska z Europejskiego Obserwatorium Bezdomności. - Warszawski samorząd od lat ma problem z finansowaniem leczenia ludzi bezdomnych, którzy nie mają ubezpieczenia zdrowotnego i meldunku w Warszawie. A takich jest większość. Urzędnicy, radząc Lekarzom Nadziei podpisanie kontrakt z NFZ, umywają ręce.
Dr Krzysztof Herbst, koordynator zespołu ds. Społecznej Strategii Warszawy: - Nie można przerwać pomocy dla Lekarzy Nadziei. Jeżeli miasto doszło do wniosku, że dalej dotować przychodni dla bezdomnych nie może, powinno pomóc organizacji znaleźć inne źródła finansowania. Nie wierzę, by nie było wyjścia z tej sytuacji.
Włodzimierz Paszyński, wiceprezydent Warszawy, przekonuje, że finansowanie usług medycznych przez ratusz grozi złamaniem dyscypliny finansowej. - Sprawą zajmujemy się od kilku miesięcy, szukamy rozwiązania. Najlepszym byłoby podpisanie kontraktu z NFZ przez Lekarzy Nadziei. Mamy nadzieję, że dojdziemy do porozumienia - mówi.
Urzędnicy rozważają możliwość wydelegowania do przychodni przy Wolskiej pracownika socjalnego, który załatwiałby tam formalności związane z ubezpieczeniem bezdomnych pacjentów, by za ich leczenie zapłacił NFZ. - Nie chodzi o oszczędności. Chodzi o to, by przekazując pieniądze, nie złamać prawa. Zapewniam, że nie zostawimy bezdomnych na ulicy. Zrobimy wszystko, by przychodnia przy Wolskiej działała - uspokaja Paszyński.
- Czy to znaczy, że przekazując nam pieniądze przez te wszystkie lata, urzędnicy łamali prawo? - pyta dr Maria Sielicka-Gracka ze stowarzyszenia Lekarze Nadziei. - Podobną przychodnię prowadzimy też w Krakowie. Tam miasto nie ma problemów z jej dotowaniem.
Przeczytaj także: Lekarze obrazili się na niewidomego Filipa