Pomarańczowa wystawa w Muzeum Etnograficznym

Jerzy S. Majewski
28.10.2009 aktualizacja: 2009-10-27 23:15
A A A Drukuj
Wernisaż wystawy Fot. Grażyna Jaworska / Agencja Gazeta
  • Wernisaż wystawy 'Pomarańczowe Rewolucje'
Wszystko przez Holendrów. Wyhodowali pierwszą pomarańczową marchewkę i wprowadzili oranż jako kolor buntu społecznego
- Pomarańczowy to barwa kontestacji - mówił wczoraj Adam Czyżewski na otwarciu przygotowanej przez siebie wystawy "Pomarańczowe rewolucje. Od karnawału do kontestacji". Można ją oglądać od dzisiaj w Muzeum Etnograficznym przy Kredytowej 1.

W ponurą zimę stanu wojennego w Polsce pomarańczowe były co najwyżej marchewki wyhodowane przed wiekami przez Holendrów. Pomarańcze, jak już się zjawiły w sklepach, to raczej żółte, kubańskie, choć i to rarytas. Jedna pomarańczowa plama na szarości zdawała się krzyczeć: "Jestem wolnością!". - W stanie wojennym na murach pojawiły się napisy: "Zima wasza, wiosna nasza", "Solidarność żyje". Władza je zamalowywała, ale potem, gdy cała Polska z zapartym tchem na ekranach telewizorów śledziła losy brazylijskiej niewolnicy Isaury na murach zaczęto pisać: "Uwolnić niewolnicę Isaurę i więźniów politycznych" i "Precz z Leonciem". Te napisy też zamazywano - opowiadał wczoraj Major Waldemar Fydrych, lider Pomarańczowej Alternatywy. Męczyły go plamy pozostałe po zamalowywanych napisach i z przyjaciółmi umieszczał na nich krasnale. Tak powstała jego organizacja.

Oranż na wystawie to kolor holenderskiego ruchu Provo z połowy lat 60., polskiej Pomarańczowej Alternatywy, ukraińskiej rewolucji, a nawet żydowskich osadników kontestujących nakazane im przez rząd Ariela Szarona opuszczenie osad w Strefie Gazy. Założyciel i ideolog ruchu Provo Roel van Duijn o Majorze Fydrychu usłyszał dopiero kilka tygodni temu. Fydrych o Duijnie też nie wiedział. Wczoraj Duijn opowiadał: - Gdy nasza rewolucja wygasła, popadłem w apatię. Lekarz wysłał mnie na wieś do gospodarstwa ekologicznego, bym grzebiąc w matce ziemi, odzyskał sens życia. Tam przy maszynie do kopania ziemniaków doznałem olśnienia. Gdy zapytałem gospodarza, kiedy ją uruchomi, nakrzyczał na mnie. Chcesz, by krasnoludki pouciekały? I wtedy zrozumiałem - państwo krasnoludków to jest to! Wyzdrowiałem. Wsiadłem w pociąg i napisałem manifest Wolnego Państwa Pomarańczowego (Oranje Vrijstaat). Do Amsterdamu wrócił już jako krasnoludek. Wybrany do rady miejskiej obniżył krawężniki, wprowadził ścieżki rowerowe i legalną marihuanę. Poniósł porażkę, nie realizując postulatu obowiązkowego zakładania ogrodów na dachach samochodów.



Spacery po nieodbudowanej Warszawie z Jerzym S. Majewskim



Zrób to w Warszawie

Podziel się

Najnowsze wiadomości z Warszawy