Pomarańczowa wystawa w Muzeum Etnograficznym
28.10.2009
aktualizacja: 2009-10-27 23:15
Wszystko przez Holendrów. Wyhodowali pierwszą pomarańczową marchewkę i wprowadzili oranż jako kolor buntu społecznego
ZOBACZ TAKŻE
- Pomarańczowa Alternatywa - happeningiem w komunizm (22-07-11, 15:49)
- Deptak dla każdej dzielnicy - konkurs Wykreuj Warszawę (22-12-09, 11:00)
- Kazik Staszewski przypomina o stanie wojennym (09-12-09, 11:00)
- Muzeum II Wojny Światowej już można zobaczyć w BUW-ie (04-11-09, 12:00)
- Archeolodzy podkopią warszawski Arsenał (27-10-09, 16:42)
- Wstrząsająca wystawa: od nazistów do komunistów (14-10-09, 10:00)
- Wystawa foto: Herbaciane życie na Cejlonie (07-10-09, 00:00)
- Pomarańczowy to barwa kontestacji - mówił wczoraj Adam Czyżewski na otwarciu przygotowanej przez siebie wystawy "Pomarańczowe rewolucje. Od karnawału do kontestacji". Można ją oglądać od dzisiaj w Muzeum Etnograficznym przy Kredytowej 1.
W ponurą zimę stanu wojennego w Polsce pomarańczowe były co najwyżej marchewki wyhodowane przed wiekami przez Holendrów. Pomarańcze, jak już się zjawiły w sklepach, to raczej żółte, kubańskie, choć i to rarytas. Jedna pomarańczowa plama na szarości zdawała się krzyczeć: "Jestem wolnością!". - W stanie wojennym na murach pojawiły się napisy: "Zima wasza, wiosna nasza", "Solidarność żyje". Władza je zamalowywała, ale potem, gdy cała Polska z zapartym tchem na ekranach telewizorów śledziła losy brazylijskiej niewolnicy Isaury na murach zaczęto pisać: "Uwolnić niewolnicę Isaurę i więźniów politycznych" i "Precz z Leonciem". Te napisy też zamazywano - opowiadał wczoraj Major Waldemar Fydrych, lider Pomarańczowej Alternatywy. Męczyły go plamy pozostałe po zamalowywanych napisach i z przyjaciółmi umieszczał na nich krasnale. Tak powstała jego organizacja.
Oranż na wystawie to kolor holenderskiego ruchu Provo z połowy lat 60., polskiej Pomarańczowej Alternatywy, ukraińskiej rewolucji, a nawet żydowskich osadników kontestujących nakazane im przez rząd Ariela Szarona opuszczenie osad w Strefie Gazy. Założyciel i ideolog ruchu Provo Roel van Duijn o Majorze Fydrychu usłyszał dopiero kilka tygodni temu. Fydrych o Duijnie też nie wiedział. Wczoraj Duijn opowiadał: - Gdy nasza rewolucja wygasła, popadłem w apatię. Lekarz wysłał mnie na wieś do gospodarstwa ekologicznego, bym grzebiąc w matce ziemi, odzyskał sens życia. Tam przy maszynie do kopania ziemniaków doznałem olśnienia. Gdy zapytałem gospodarza, kiedy ją uruchomi, nakrzyczał na mnie. Chcesz, by krasnoludki pouciekały? I wtedy zrozumiałem - państwo krasnoludków to jest to! Wyzdrowiałem. Wsiadłem w pociąg i napisałem manifest Wolnego Państwa Pomarańczowego (Oranje Vrijstaat). Do Amsterdamu wrócił już jako krasnoludek. Wybrany do rady miejskiej obniżył krawężniki, wprowadził ścieżki rowerowe i legalną marihuanę. Poniósł porażkę, nie realizując postulatu obowiązkowego zakładania ogrodów na dachach samochodów.

W ponurą zimę stanu wojennego w Polsce pomarańczowe były co najwyżej marchewki wyhodowane przed wiekami przez Holendrów. Pomarańcze, jak już się zjawiły w sklepach, to raczej żółte, kubańskie, choć i to rarytas. Jedna pomarańczowa plama na szarości zdawała się krzyczeć: "Jestem wolnością!". - W stanie wojennym na murach pojawiły się napisy: "Zima wasza, wiosna nasza", "Solidarność żyje". Władza je zamalowywała, ale potem, gdy cała Polska z zapartym tchem na ekranach telewizorów śledziła losy brazylijskiej niewolnicy Isaury na murach zaczęto pisać: "Uwolnić niewolnicę Isaurę i więźniów politycznych" i "Precz z Leonciem". Te napisy też zamazywano - opowiadał wczoraj Major Waldemar Fydrych, lider Pomarańczowej Alternatywy. Męczyły go plamy pozostałe po zamalowywanych napisach i z przyjaciółmi umieszczał na nich krasnale. Tak powstała jego organizacja.
Oranż na wystawie to kolor holenderskiego ruchu Provo z połowy lat 60., polskiej Pomarańczowej Alternatywy, ukraińskiej rewolucji, a nawet żydowskich osadników kontestujących nakazane im przez rząd Ariela Szarona opuszczenie osad w Strefie Gazy. Założyciel i ideolog ruchu Provo Roel van Duijn o Majorze Fydrychu usłyszał dopiero kilka tygodni temu. Fydrych o Duijnie też nie wiedział. Wczoraj Duijn opowiadał: - Gdy nasza rewolucja wygasła, popadłem w apatię. Lekarz wysłał mnie na wieś do gospodarstwa ekologicznego, bym grzebiąc w matce ziemi, odzyskał sens życia. Tam przy maszynie do kopania ziemniaków doznałem olśnienia. Gdy zapytałem gospodarza, kiedy ją uruchomi, nakrzyczał na mnie. Chcesz, by krasnoludki pouciekały? I wtedy zrozumiałem - państwo krasnoludków to jest to! Wyzdrowiałem. Wsiadłem w pociąg i napisałem manifest Wolnego Państwa Pomarańczowego (Oranje Vrijstaat). Do Amsterdamu wrócił już jako krasnoludek. Wybrany do rady miejskiej obniżył krawężniki, wprowadził ścieżki rowerowe i legalną marihuanę. Poniósł porażkę, nie realizując postulatu obowiązkowego zakładania ogrodów na dachach samochodów.
Spacery po nieodbudowanej Warszawie z Jerzym S. Majewskim

Najnowsze wiadomości z Warszawy
Najczęściej czytane24 htydzień
- Nowy punkt widokowy w Warszawie. Wyżej niż PKiN
- Reklamy na Euro. Która najbardziej obciachowa? [GŁOSUJ]
- Motocyklista w ciężkim stanie po wypadku na Racławickiej
- Autostrada A2: kolejny odcinek gotowy na otwarcie
- Te budynki mogą powstać w Warszawie. Top 10
- Masa Krytyczna: "My nie blokujemy ruchu"
- Warsaw Music Week. Wieczór z hip hopem od Prosto
- Te budynki mogą powstać w Warszawie. Top 10
- Co straszy, a co zachwyca w strefie kibica [RAPORT]
- Nie jedźcie tą autostradą. Węzeł Pruszków to pułapka
- Nad Wisłą, na działkach. Tak wypoczywała Warszawa
- Gigantyczna kara dla lekarza: bo nie wypełniał papierów
- Lotnisko bezradne wobec naciągaczy? Taksówkowy problem
- Wtorek na ulicach Warszawy [22.05.2012]




