Maltretowała staruszków, teraz musi się leczyć

Piotr Machajski
29.10.2009 aktualizacja: 2009-10-29 23:31
A A A Drukuj
Katarzyna Z. podczas pierwszej rozprawy w sądzie Fot. Robert Kowalewski / Agencja Gazeta
  • Dom pomocy w Radości
Winna - uznał wczoraj warszawski sąd w głośnej sprawie znęcania się nad pensjonariuszkami domu opieki
SERWISY
To koniec dramatu, jaki zgotowały swoim podopiecznym pracownice i kierowniczka nielegalnego, jak się później okazało, domu opieki przy ul. Pajęczej w Radości. Być może ich koszmar trwałby do dziś, gdyby nie poborowy, który został skierowany do tej placówki, by odpracował tam służbę wojskową. Gdy zobaczył, jak traktowane są pensjonariuszki, nagrał komórką kilka bulwersujących scen i pokazał je dziennikarzom dziennika "Polska". Potem sprawą zajęła się prokuratura.

Wszyscy pracownicy zostali już skazani we wcześniejszych procesach. Sprawa Katarzyny Z. utknęła, bo kobieta miała problemy zdrowotne. Ostatecznie jednak wczoraj i na nią sąd wydał wyrok.

Kary, po drobnej korekcie ze strony prokuratury i sądu, oskarżona zaproponowała sama. Sąd na nie przystał i wczoraj po południu mógł formalnie ogłosić, że 51-letnią, byłą kierowniczkę domu opieki w warszawskiej Radości, uznaje winną znęcania się nad dziewięcioma starszymi kobietami, które były jej podopiecznymi. Na wyrok składają się: •  dwa lata więzienia z zawieszeniem na pięć lat; •  nadzór kuratora w okresie próby; (obowiązkową terapię dla sprawców przemocy; •  siedem lat zakazu wykonywania pracy w charakterze opiekunki; •  4 tys. zł nawiązki na rzecz szpitala w Iławie; •  w sumie 3,8 tys. zł zadośćuczynienia dla pięciu kobiet, nad którymi znęcała się oskarżona; •  300 zł kosztów sądowych; •  podanie wyroku do publicznej wiadomości.

Dowody zebrane przez prokuraturę nie budziły wątpliwości, więc strony zgodnie uznały, że nie ma sensu prowadzić normalnego procesu. Prok. Anna Bernat w ostatnim słowie przed ogłoszeniem wyroku opowiadała o metodach, jakie stosowała oskarżona. O biciu, popychaniu, znieważaniu. O wulgarnych słowach, których ze względu na powagę sądu, nie odważyła się zacytować. Zwróciła też uwagę, że mimo iż Katarzyna Z. przyznała się do winy, nie wykazała skruchy. - Ja właściwie nie usłyszałam słowa przepraszam - podkreśliła prok. Bernat.

Potem sędzia Justyna Kucharska oddała głos oskarżonej. Katarzyna Z. jednak nie miała nic do powiedzenia..

Przeczytaj także: Miłość do dentystki zaprowadziła go do więzienia



Zostań fanem serwisu warszawa.gazeta.pl na Facebooku i Blipie, zasubskrybuj nasz newsletter i kanał RSS, wstaw nasz gadżet, czytaj nas na komórce

Podziel się

Najnowsze wiadomości z Warszawy