Sklepy u warszawskich ewangelików

Jerzy S. Majewski
30.10.2009 aktualizacja: 2009-10-29 19:32
A A A Drukuj
Kamienica gminy ewangelicko-augsburskiej u zbiegu pl. Małachowskiego i Kredytowej. Zdjęcie z przełomu lat 20. i 30.
Z lewej ulica Kredytowa
Jak zaczęli kopać fundamenty w lipcu, to tak się rozpędzili, że w grudniu dom już był pod dachem. Takie było warszawskie tempo budowy w latach 70. XIX wieku
W kamienicy, którą postawiła gmina ewangelicka, mieściły się biura kolejowe, salon meblowy, a w końcu biura firmy automobilowej. Na początku 1939 r. w Stołecznym Towarzystwie Handlu Samochodami u Skwarczewskiego można było zamówić nowe modele Buicka 41 i 90. Piękne, amerykańskie limuzyny schodziły z taśm wolskich zakładów firmy Lilpop, Rau i Loewenstein.

Koziołek Matołek i auto

11 czerwca 1938 r. fabryka uroczyście podarowała Wojsku Polskiemu nawet kilkanaście wielkich czterodrzwiowych limuzyn Buicka. Co stało się z tymi samochodami we wrześniu 1939 r.? Zapewne niektóre przekroczyły granicę polsko-rumuńską w Kutach.

Wróćmy jednak do stycznia 1939 r. Na łamach prasy trwała kampania reklamowa nowych buicków i autoryzowanego salonu wytwórni Lilpop, Rau i Loewenstein SA w domu ewangelików przy Kredytowej. Ilustracje towarzyszące reklamie prasowej powierzono Marianowi Walentynowiczowi, rysownikowi i architektowi wsławionemu już ilustracjami do "Przygód Koziołka Matołka" (1934) oraz "Awantur i wybryków małej małpki Fiki-Miki" (1936). Ciekawe, że podobne postaci jak z komiksów z tekstami Kornela Makuszyńskiego pojawiły się w reklamie buicków. Gdy oglądamy je dziś, po 70 latach, reklamy samochodów Walentynowicza wydają się nam dziwnie bliskie i zarazem niepoważne.

U Skwarczewskiego można też było zamówić chevrolety montowane u Lilpopa. W 1939 r. dwa zespoły takich warszawskich chevroletów uczestniczyły w rajdzie o Grand Prix Polski. Dla Polaków największymi konkurentami byli wtedy Niemcy, którzy wystartowali na mocnych i znakomicie przygotowanych horchach. "Aby mieć chociaż trochę szans na sprostanie luksusowym horchom odznaczającym się znacznie wyższymi parametrami od naszych taniutkich chevroletów master sedan, trzeba było przekonać inż. Komorowskiego, naczelnego dyrektora firmy Lilpop, Rau i Loewenstein o konieczności bardzo solidnego fabrycznego przygotowania naszego zespołu chevroletów. Udało mi się to. Fabryka wyasygnowała aż 72 tys. zł na koszta przygotowania do rajdu oraz odbycia zawodów, z warunkiem jednak, że zawodnicy, po czterech w dwóch zespołach, nabędą nowe samochody za własne fundusze" - wspominał Witold Rychter w książce "Moje dwa i cztery kółka". Jak się miało wkrótce okazać, tuż przed rozpoczęciem rajdu (startował z Warszawy 10 czerwca 1939 r.) wycofali się wszyscy zapisani zawodniczy niemieccy, czescy i austriaccy. Napięcie między Polską a Niemcami narastało.

Dodajmy, że firma Skwarczewskiego miała własne garaże przy Wiejskiej 18 i stację obsługi na Grójeckiej 78.

Srebrna kielnia

We wrześniu 1939 r. dwupiętrowa kamienica ewangelicka u zbiegu Kredytowej i pl. Małachowskiego miała już 60 lat. Był 18 lipca 1878 r., gdy pastor Leopold Otto chwycił srebrną kielnię i wymurował nią pierwszą cegłę pod budynek. Kolejną ostukał srebrnym młotkiem. Chwilę później tę samą czynność powtórzył prezes kolegium kościelnego Ludwik Jenike. Tak zaczęła się budowa dwupiętrowej kamienicy gminy luterańskiej u zbiegu pl. Ewangelickiego (dziś Małachowskiego) i ul. Erywańskiej (dziś Kredytowa). W uroczystości nie byłoby nic nadzwyczajnego, gdyby nie narzędzia ze srebra, które w 1778 r. użyte zostały przy kładzeniu kamienia węgielnego pod budowę kościoła ewangelickiego św. Trójcy. Kielnię i młotek niczym relikwie przechowywano w skarbcu kościelnym i ponownie wydobyto je po 100 latach.

O budowie domu czynszowego gminy ewangelickiej pisała Maria I. Kwiatkowska w książce "Kościół Ewangelicko-Augsburski". Decyzję o jego realizacji podjęto już w 1876 r. z myślą o pomieszczeniu ochronki dla małych dzieci działającej od kilku lat przy parafii. Plany powierzono Janowi Heurichowi seniorowi od lat projektującemu dla gminy warszawskich ewangelików. Początkowo plany były jednak skromne. Zamierzano wznieść budynek parterowy, ale apetyty inwestorów rosły i ostatecznie zapadła decyzja o budowie kamienicy dwupiętrowej z piętrami do wynajęcia.

Warto tu dodać, że w tamtym czasie powoli zmieniła się też najbliższa okolica. Obok stały już tak monumentalne gmachy, jak siedziba Towarzystwa Kredytowego Ziemskiego (dziś Muzeum Etnograficzne) czy Pałac Kronenberga (obecnie w jego miejscu wznosi się Hotel Victoria).

Zanim przystąpiono do budowy kamienicy przy Kredytowej 2, trzeba było rozebrać stojące tu już wcześniej zabudowania, które pamiętały jeszcze czasy XVIII-wiecznej jurydyki zakładanej przez marszałka Franciszka Bielińskiego. Prace murarskie przy nowym budynku powierzono majstrowi Władysławowi Czosnowskiemu, który potem prowadził własną dużą firmę architektoniczno-budowlaną, roboty ciesielskie - Granzowowi, blacharskie - Adolfowi Bierthümpfelowi, zaś nadzór techniczny - Bronisławowi Schmidtowi. Murarze uwijali się tak szybko, że już na jesieni 1878 r. budynek był pod dachem.

Jak pisze Maria I. Kwiatkowska, w konstrukcji kamienicy zastosowano w każdej kondygnacji po trzy żeliwne słupy podpierające sklepienia odlane przez firmę Scholtze i Repphan. Na klatkach schodowych zawisło 13 lamp gazowych założonych przez niemieckie Towarzystwo Oświetlenia Gazowego z Dessau. Pomieszczenia na piętrach przeznaczone do wynajęcia miały fornirowane posadzki dębowe, ozdobiono je sztukateriami, zaś w dwóch salonach stanęły ozdobne piece z mosiężnymi drzwiczkami.

Ten eklektyczny budynek z zewnątrz prezentował się dość skromnie. Miał ścięty narożnik, w którego zwieńczeniu znajdowały się dwa usunięte później medaliony z atrybutami Astronomii i Rolnictwa. Elewacja od strony Erywańskiej była krótsza, bo pięcioosiowa. Elewacja od pl. Małachowskiego miała dziewięć osi. Nie było tu witryn sklepowych, tylko na parterze półkoliście zamknięte okna. Wyżej - okna prostokątne. Wszystkie ujmowały dekoracyjne opaski, a parter i narożniki były boniowane.

Mieszkanie dla prezesa

W nowym budynku na parterze ulokowała się ochronka. Wyżej jedno z mieszkań wynajął prezes Jenike. Był literatem, dziennikarzem, tłumaczem dzieł Goethego, współzałożycielem i redaktorem "Tygodnika Ilustrowanego". Jednak, jak pisał Eugeniusz Szulc, za najważniejszą funkcję, jaką sprawował w życiu, uważał urząd prezesa kolegium kościelnego warszawskiej parafii ewangelicko-augsburskiej. Był nim przez 21 lat. W roku wiosny ludów (1848) jako 30-latek zaangażował się też w działalność polityczną i z rozkazu namiestnika carskiego księcia Paskiewicza roztoczono nad nim nadzór policyjny. Doprowadził m.in. do budowy pomników Mickiewicza - najpierw w Krakowie, a potem w Warszawie. Jak pisze Szulc, jego podpis znajduje się na akcie erekcyjnym monumentu przy Krakowskim Przedmieściu obok podpisu Henryka Sienkiewicza. Ludwik Jenike zmarł w 1903 r.

Od 1882 r. w kamienicy mieszkań już nie było. Cały gmach sukcesywnie zajmowały biura Zarządu Drogi Żelaznej Nadwiślańskiej otwartej w 1877 r. i łączącej Kowel z Lublinem, Warszawą i nadgraniczną Mławą. Na potrzeby ochronki ewangelicy zbudowali wówczas nową oficynę usytuowaną w głębi posesji. I ona została zaprojektowana przez Heuricha. Wreszcie w latach 1885-86 zgodnie z planami Heuricha na przedłużeniu skrzydła od Erywańskiej stanął nowy pięcioosiowy budynek stanowiący jednak kompozycyjną całość z domem narożnym. Pośrodku jego fasady architekt umieścił efektowny klasycyzujący portal głównego wejścia. To już ostatnia realizacja Heuricha przed śmiercią. Była też bardziej elegancka od dość oschłych elewacji domu narożnego, a półkoliste płyciny nad oknami ostatniego piętra nadawały jej pewnej lekkości.

Także ten nowy dom wynajęła centrala Kolei Nadwiślańskiej. Z czasem biura kolejowe przeniosły się w Al. Jerozolimskie, zaś opuszczone pomieszczenia zajął m.in. duży dom meblowy Załęski i Spółka założony w 1870 r. Dwa piętra i parter zostały przebudowane na jego potrzeby. Zaaranżowano w nich wnętrza mieszkalne wyposażone meblami.

W latach międzywojennych najemcy się zmieniali. Całe drugie piętro przeznaczono dla humanistycznego II Gimnazjum Żeńskiego im. Anny Wazówny. Jego wnętrza zaprojektował architekt Teodor Bursche, brat Juliusza - biskupa ewangelickiego i patrioty, który podczas hitlerowskiej okupacji bronił niezawisłości polskich luteran od Niemców (jego wąska ulica wiedzie między liceum im. Reja a gmachem Zachęty od Królewskiej do kościoła św. Trójcy). Dyrektorką gimnazjum została Helena Bursche, córka biskupa. Tymczasem część pomieszczeń na dolnych kondygnacjach wynajmowało na swoje agendy miasto.

Budynki dotrwały do 1944 r. Narożny dom został zniszczony w czasie Powstania Warszawskiego. Nowsze skrzydło przy Kredytowej pomimo wypalenia ocalało. Niestety, rozebrano je. W tym miejscu w latach 60. stanął duży blok mieszkalny mieszczący przed 1989 r. sklep Peweksu.

Spacery po nieodbudowanej Warszawie z Jerzym S. Majewskim



Podziel się

Najnowsze wiadomości z Warszawy