W Aninie szukają przyczyn zawałów. Może winne są geny?

Agnieszka Pochrzęst-Motyczyńska
30.10.2009 aktualizacja: 2009-10-29 22:16
A A A Drukuj
dr Maciej Karcz z instytutu w Aninie oglada przesłany telefonicznie wynik badania EKG i rozmawia z załogą karetki, w której znajduje się chory Fot. Michał Mutor / AG
Leczyć serce bez otwierania klatki piersiowej i odkryć, jaki wpływ ma genetyka na choroby serca - taki jest cel Instytutu Kardiologii w Aninie, który wczoraj obchodził 30-lecie. Podczas jubileuszu otwarto nowy oddział intensywnej terapii kardiologicznej.
SERWISY
W Instytucie leczy się jedną czwartą chorych z Mazowsza z zawałem z serca. Tu operuje się 88 procent tętniaków aorty w województwie i 72 proc. wad serca.

W 1999 r. w Aninie po razy pierwszy w Polsce i na świecie bez otwierania klatki piersiowej zamknięto dwa ubytki między komorami. W 2008 r., znów po raz pierwszy w kraju, przez skórę wszczepiono sztuczną zastawkę. - Coraz częściej, żeby leczyć serce, wcale nie trzeba otwierać klatki piersiowej - mówi doc. Jacek Grzybowski, zastępca dyr. ds. klinicznych instytutu w Aninie. - Upowszechnienie zabiegów mało inwazyjnych to nasze największe osiągnięcie ostatnich lat. Dalej chcemy rozwijać się w tym kierunku. Takie zabiegi są mniej ryzykowane dla pacjenta i dają bardzo dobre efekty.

W leczeniu dużą rolę odgrywa nowoczesny sprzęt. Od ubiegłego roku instytut ma rezonans magnetyczny i tomograf komputerowy. - Dzięki tomografowi możemy bezinwazyjnie ocenić tętnice wieńcowe. Gdy nie mieliśmy tego sprzętu, do serca musieliśmy wprowadzać cewnik - mówi doc. Grabowski.

Rocznie w Aninie leczonych jest ponad 15 tysięcy pacjentów. W poradniach udzielanych jest ok. 30 tysięcy konsultacji.

Instytut był pierwszym ośrodkiem w stolicy, który zaczął stosować telemedycynę. Od 2005 r. ratownicy medyczni z karetek (zaopatrzonych w specjalny sprzęt) przez komórkę mogą do szpitala przy Spartańskiej wysłać wynik badania USG do konsultacji. Badanie ogląda dyżurujący kardiolog - jeśli stwierdza zawał, pacjent od razu jedzie do lecznicy, gdzie jest operowany. Im szybciej otrzyma pomoc, tym mniejsze są powikłania.

Aż 4 tysiące chorych to przypadki nagłe. Żeby skutecznie im pomóc, lecznica potrzebowała większego oddziału intensywnej terapii kardiologicznej. Tu pacjenci są monitorowani przez całą dobę. Do tej pory OIOT miał 8 łóżek intensywnego nadzoru. Przyjmowano ok. 1,6 tys. chorych rocznie, ale pacjentów ze wskazaniami było więcej. Nowy oddział ma 21 miejsc i oddzielną salę zabiegową. Ma zostać przekształcony w pierwszą w Polsce Klinikę Intensywnej Terapii Kardiologicznej.

Instytut szkoli specjalistów z całego kraju, prowadzi też badania naukowe finansowane z grantów europejskich. Specjaliści próbują ustalić m.in., jak genetyka wpływa na powstawanie chorób serca.

Przeczytaj także: 2010 - to nie będzie dobry rok na chorowanie



Podziel się

Najnowsze wiadomości z Warszawy