Ratusz nie zapłacił odszkodowania, sprawa do Strasburga?

Dominika Olszewska
30.10.2009 aktualizacja: 2009-10-29 22:24
A A A Drukuj
Mirosław Kaczyński fot. Krzystof Miller
Mirosław Kaczyński już kilkanaście lat walczy z miastem o odszkodowanie za ziemię zabraną pod budowę drogi na Młocinach. - Skrzyżowanie istnieje kilkadziesiąt lat, a ja do dziś nie dostałem ani grosza - żali się
SERWISY
Rodzina pana Mirosława, kapitana żeglugi śródlądowej, miała przed wojną ogromne tereny na Młocinach. W 1872 r. jego prapradziad Karol Karczmarczyk, zubożały szlachcic i uczestnik powstania styczniowego, za pieniądze uzyskane ze sprzedaży carskiego złota kupił tu kilkadziesiąt hektarów.

W latach 60. ub. wieku ówczesne władze przejęły większość nieruchomości, z czego ponad 700 metrów zabrały pod drogę. Dziś jest tu skrzyżowanie ulic Wóycickiego i Tułowickiej. W styczniu 1996 r. rodzina rozpoczęła walkę o odszkodowanie tylko za ten mały fragment działki. Wtedy zaczęły się kłopoty. Okazało się, że w 1994 r. władze scaliły grunt z kilkoma innymi działkami. Aby spłacić byłego właściciela, urzędnicy postanowili odnaleźć około 100 właścicieli pozostałych gruntów.

- Gdy upadł komunizm, byłem pewien, że za te 700 metrów ziemi od ręki dostaniemy odszkodowanie. Mamy wszystkie potrzebne dokumenty. Dotąd bez skutku walczę o coś, co mi się w oczywisty sposób należy - tłumaczy Mirosław Kaczyński.

Przez kolejne lata sprawą zajmowały się oprócz ratusza: Zarząd Dróg Miejskich, Starostwo Powiatu Warszawskiego i wojewoda mazowiecki. Ten ostatni w sierpniu 2005 r. wydał decyzję potwierdzającą oficjalnie nabycie tego gruntu przez skarb państwa.

- Już wtedy pan Mirosław powinien dostać pieniądze - uważa Dawid Sześciło, koordynator Kliniki Prawa Własności Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka i doktorant prawa na Uniwersytecie Warszawskim.

Przez wiele lat aż do 2006 r. Mirosław Kaczyński za tę ziemię musiał płacić podatek od nieruchomości. Jakby tego było mało, ratusz w grudniu ub.r. nakazał mu podanie adresów zamieszkania współwłaścicieli przyłączonych w latach 90. działek.

- A czy ja jestem prywatny detektyw? Niektórych ludzi w ogóle nie znam. Miasto robi, co może, aby opóźnić sprawę. Urzędnicy mają w nosie moje prawa - denerwuje się pan Mirosław.

Inaczej widzi to Marcin Bajko, szef miejskiego biura gospodarki nieruchomościami: - W kolejce po odszkodowanie czeka 6 tys. osób. Ten pan dostanie pieniądze, gdy przyjdzie na niego kolej - broni się.

- Miasto często ociąga się z wypłatą należnego odszkodowania. Urzędy w ten sposób ogrywają obywateli. Ta sprawa nadaje się do trybunału w Strasburgu. Przyjrzymy się jej - zapewnia Dawid Sześciło. Nad problemem pana Mirosława pochylił się też Rzecznik Praw Obywatelskich.

- Mam już dosyć czekania. Jeśli miasto wciąż będzie odwlekać, poskarżę się w Strasburgu - kwituje Mirosław Kaczyński.

Przeczytaj także: Za co burmistrzowie dostali nagrody?



Podziel się

Najnowsze wiadomości z Warszawy