Bielańskie liceum na wygnaniu... w ratuszu

Grzegorz Lisicki
30.10.2009 aktualizacja: 2009-10-30 00:22
A A A Drukuj
Lekcja w jednej z klas w bielańskim ratuszu Fot. Kuba Atys / Agencja Gazeta
Zakaz używania wind, jedzenia pizzy, pisania po ścianach i opuszczania budynku - uczniowie XXII LO w znoju przyzwyczajają się do uroków życia w gościnie - od kilku tygodni lekcje odbywają się w bielańskim ratuszu. W szkole-matce trwa kapitalny remont
Adrian i Grzesiek z 3e chodzili w środę głodni, choć zapowiadało się smakowicie. Na dużą przerwę między historią a językiem angielskim zamówili dwie pizze. Dostawca był na czas. Pech jednak chciał, że w windzie napotkał Zbigniewa Ślęzakowskiego, dyrektora XXII LO im. José Mart~. Dyrektor Ślęzakowski był nieugięty - zarekwirował pizzę. Adrian i Grzesiek musieli ratować się suchym prowiantem. - Nie głodzimy uczniów. Te obostrzenia są skutkiem gościny, którą daje nam urząd dzielnicy - wyjaśnia dyrektor.

W budynku liceum trwa od maja kapitalny remont. Po nim szkoła będzie jak spod igły: wymieniane są wszystkie instalacje, tynki, dach, wentylacja. Kompleksowy remont za 5mln zł ("Byliśmy ostatnią szkoła do remontu przed kryzysem") zakończy się dopiero w sierpniu. Prace trwają w jednym skrzydle szkoły, więc część uczniów musiała przenieść się do znajdującego się dosłownie po drugiej stronie ulicy, świeżo oddanego do użytku gmachu bielańskiego ratusza. - Oddali nam 12 pokoi, w których urządziliśmy sale lekcyjne - informuje dyrektor.

Na drugim piętrze ratusza trwa właśnie lekcja historii. Uczniowie słuchają o chińskim powstaniu bokserów z przełomu XIX i XX w. Na korytarzu słychać świetnie - drzwi do klasy są otwarte. Dochodzi godz. 11.30. Siedzący na korytarzu woźny łapie za mosiężny dzwonek i kilka razy energicznie macha ręką. Przerwa, uczniowie wysypują się z klas. - Drzwi są otwarte, bo duszno. I jeszcze ciasno, i gorąco. Za to są wielkie łazienki - wzdycha Anna Iglik, którą z koleżankami i kolegami z klasy spotykamy na korytarzu. Uczniowie w użyczonej części muszą "chodzić na paluszkach". Często dosłownie - Anka jest w samych skarpetkach. Jej koleżanka z innej klasy paraduje w jednym trampku na jednej i różowym papuciu na drugiej nodze. - U kogoś widziałem też kierpce - dorzuca dyr. Ślęzakowski. To przez nakaz, by w urzędzie zmieniać kapcie. A uczniowie - jak to zwykle bywa - starają się obejść obostrzenia.

- Urzędnicy nie chodzą w kapciach - buntują się uczniowie szkoły, której patronem jest kubański wojownik z hiszpańską okupacją i bohater narodowy.

- Chodzi o czystość. Uczniów jest dużo w jednym miejscu, mogą zabłocić wykładzinę. Nie chcemy zrażać do siebie właścicieli budynku - wyjaśnia dyrektor. Z tego też powodu uczniowie mają zakaz wychodzenia z ratusza. Włącznie z zakazem... korzystania z wind. - Pewnie dlatego, że co chwila je zajmujemy. Albo wsiadamy w dziesięć osób - przypuszczają uczniowie. - Ha, ha... - śmieje się dyrektor. - Niech sobie pan wyobrazi, że windami wymykali się na "minus jeden" i garażami uciekali na papierosa. Teraz na dużych przerwach pilnuję ich ja albo moja zastępczyni.

Niestety, kuratela dyrekcji i nauczycieli nie sięga ostatnich ławek. Dyrektor Ślęzakowski wypatrzył pomazane ściany w salach. - Namazali obce słówka, wzory. Widocznie miał być sprawdzian - przypuszcza.

Skąd rekwizycja pizzy? - Bywa, że zamówią w szkole. Ale tu... jak kapnie keczup albo sos? Albo ktoś się wywróci z pizzą? Kto będzie zmywał nowiutką wykładzinę? - pyta dyrektor zatroskany o dobre stosunki z ratuszem.

Areszt pizzy na szczęście nie trwał długo. Choć zachodziła obawa, że pożre ją ciało pedagogiczne, chłopcy odebrali ją z sekretariatu po lekcjach. - Była cała, chociaż zimna - zaznacza Zbigniew Ślęzakowski.

Przeczytaj także: Bielany mają nowy ratusz



Podziel się

Najnowsze wiadomości z Warszawy