Przyczółek luksusu - warszawski Marriott świętuje 20. urodziny

Dariusz Bartoszewicz, Michał Wojtczuk
31.10.2009 aktualizacja: 2009-10-30 20:56
A A A Drukuj
Hotel Marriott w Warszawie Fot. Filip Klimaszewski / AG
Gdy zaczął działać w 1989 r., szef kuchni objeżdżał dużym fiatem podwarszawskie wsie, by zdobyć żywność. A cinkciarze wchodzili do kasyna w wypożyczonych z szatni marynarkach
SERWISY
W piątek wieczorem w Marriotcie odbył się jubileuszowy bal. Pokazywano film z otwarcia hotelu sprzed 20 lat. Goście oglądali wtedy występy Mazowsza i chóru dziecięcego, który śpiewał amerykański hymn. Przecięcia wstęgi nie było - rozsupłali ją ówczesny ambasador Stanów Zjednoczonych Jim Davies, PRL-owski jeszcze prezydent Warszawy Jerzy Bolesławski i wiceprezes amerykańskiej sieci hotelowej Richard E. Marriott.

- Miało być przyjęcie na 500 osób, a przyszło 2 tys.! Musieliśmy uwijać się jak w ukropie, żeby dla wszystkich naszykować jedzenie - wspominał w piątek Reiner Sachau, wiceprezes Marriotta w Europie, a 20 lat temu - szef kuchni w warszawskim hotelu.

"Przeciętni rodacy nie mają czego [tam] szukać. Ceny, podobnie jak luksusowy, acz mało gustowny wystrój wnętrz, trzymają standard USA" - pisaliśmy w październiku 1989 r. w "Gazecie Wyborczej".



Mleko z Niemiec, płatki z USA

Decyzję o otwarciu hotelu w Warszawie podjął w 1986 r. J.W. Marriott jr, szef sieci. To miał być przyczółek do ekspansji na Europę Wschodnią, gdzie nie było wtedy ani jednego zachodniego hotelu. Amerykański biznesmen wybrał szkielet rozgrzebanego wieżowca naprzeciwko Dworca Centralnego. Budowę zaczęto w 1980 r. z myślą o siedzibie linii lotniczych LOT, ich hotelu oraz terminalu, z którego pasażerowie dojeżdżaliby wprost do samolotów. Inwestycja stanęła wkrótce po rozpoczęciu prac, bo załamała się polska gospodarka.

Marriott założył spółkę joint venture z Lotem i austriacką firmą budowlaną Ilbau (to od pierwszych liter tych firm pochodzi oficjalna nazwa budynku: Centrum LIM) i w 1987 r. budowę wznowiono. Skończyła się po dwóch latach. - Szła bez kłopotów. Zaczęły się dopiero wtedy, kiedy otworzyliśmy hotel - mówił Reiner Sachau. Przypomniał, że w 14 restauracjach hotelu codziennie stołowało się 4 tys. osób. Zdobycie dla nich jedzenia było prawdziwym wyzwaniem. - Pamiętam, jak objeżdżałem dużym fiatem okolice Warszawy, szukając rolników, którym mógłbym dać nasiona ziemniaków czy pomidorów i podpisać z nimi kontrakt, że kupimy od nich na pniu wszystko, co wyhodują. Mleko było podłej jakości, sprowadzaliśmy je w kartonach z Niemiec. Tak samo płatki kukurydziane, których nie sposób było kupić w Polsce - mówił.

Selekcja w kasynie

Jedyny w 1989 r. luksusowy hotel w Warszawie nie mógł się obejść bez kasyna. Ulokowano je na drugim piętrze. Przed wejściem odbywała się selekcja, tak jak dziś przed klubami. - Panowie mogli wejść tylko w marynarkach. Można je było wypożyczyć w szatni. Dochodziło do zabawnych sytuacji. Gość z Zachodu w dobrych dżinsach i świetnie skrojonej koszuli był zatrzymywany w drzwiach, przez które wchodził cinkciarz w tureckim swetrze i wypożyczonej już marynarce - wspomina Andrzej Sułkowski, pracownik kasyna od 20 lat.

Dyrektor kasyna Andrzej Maj zaprzecza, że w czasach upadku PRL i narodzin III RP grali głównie cinkciarze. - Od początku mieliśmy cały przekrój społeczny. Przeważali goście zagraniczni, dla których to zwykła rozrywka - przekonuje.

Początkowo kasyno działało od godz. 16 do 6. - Szybko się okazało, że ruch był tak gigantyczny, że musieliśmy mieć je otwarte przez całą dobę - mówi dyr. Maj.

Od 1992 r. każdy gracz, wchodząc do lokalu, musi się wylegitymować. Jego dane zostają zapisane w komputerze, wejście i wyjście rejestrują kamery. - Zdarzało się, że parlamentarzyści próbowali w latach 90. bezskutecznie dostać się na legitymację poselską. A na niej nie ma przecież daty urodzenia. Teraz wokół kasyn zrobił się taki klimat, że posłowie nie chcą do nas wpaść nawet na kawę, nie mówiąc o udziale w grach - śmieje się dyr. Maj. Wszystko przez tzw. aferę hazardową.

Czasami - ale rzadko - zdarzają się klimaty jak z filmów z Jamesem Bondem. W pokera ostro grał, jak się okazało, międzynarodowy oszust. Miał kamerę ukrytą w rękawie i kolegów na zewnątrz. Wszystko wyłapał monitoring i ochrona kasyna. Oszusta przejęli policjanci.

Co się zmieniło w ciągu 20 lat oprócz wystroju i mebli w kasynie, który powiększył też metraż? Hanna Wiechecka, kierownik działu marketingu Casinos Poland: - Gra coraz więcej kobiet i młodych ludzi.

Przeczytaj także: Wyśpij się jak japoński yuppie



Zrób to w Warszawie

Podziel się

Najnowsze wiadomości z Warszawy