Mieszkaniec prywatnej kamienicy walczy o prawa lokatorów

Małgorzata Zubik
31.10.2009 aktualizacja: 2009-10-30 21:22
A A A Drukuj
O prawa lokatorów walczy m.in. Oskar Hejka Fot. Bartosz Bobkowski / Agencja Gazeta
Mieszkaniec kamienicy na Nowym Świecie rozpoczął batalię, jakiej jeszcze nie było. Walczy przed sądem, by wszyscy lokatorzy przejmowani przez prywatnych właścicieli mieli takie prawa jak szczęśliwcy, których reprywatyzacja omija
- Żeby lokator komunalny stracił mieszkanie, musi się naprawdę bardzo postarać: nie płacić, rozrabiać, dewastować - ocenia Oskar Hejka, który pozwał skarb państwa w imieniu swojej mamy. Sprawiedliwość chce jednak wywalczyć dla wszystkich lokatorów. M.in. dla sąsiadki z góry, która większość renty oddaje nowemu właścicielowi kamienicy. - Ona całe życie płaciła gminie czynsz, nikomu nie dokuczała, dbała o mieszkanie. Pytam więc, czym zawiniła ona i inni, że miasto ją teraz wyrzuca? Poszedłem do sądu, bo ona i wiele innych nie pójdzie.

Do działania natchnęła pana Oskara konstytucja. Przeczytał w niej, że wszyscy są równi wobec prawa. Jego zdaniem lokatorzy, których miasto przekazało z budynkami w prywatne ręce, są jednak traktowani niesprawiedliwie. W Warszawie to ponad 12 tys. osób. Ich liczba rośnie.

Ludzie jak meble

Do studiowania przepisów ekonomista Oskar Hejka wziął się sześć lat temu. W kamienicy przy Nowym Świecie 24 pojawiła się wtedy kartka. Mieszkańcy dowiedzieli się, że budynek znalazł się w prywatnych rękach. I zaczęło się: podwyżki dwa razy do roku (zgodne z prawem), wypowiedzenia umów najmu. Rodzice pana Oskara szykują się powoli do eksmisji. W 1991 r. zamienili kwaterunek przy Mokotowskiej (i odremontowane wielkim wysiłkiem mieszkanie) na Nowy Świat. Nie mogli wiedzieć, że gmina przekaże ich kiedyś w prywatne ręce.

Tak jak inni warszawiacy. - W naszej kamienicy roszczenia pojawiły się w 2006 r. - opowiada Krystyna Wrońska z Marszałkowskiej 43. Była wczoraj w sądzie, żeby wesprzeć sprawę. - Nagle znaleźli się spadkobiercy zmarłej samotnie właścicielki, którą pamięta moja rodzina.

Sąsiadka pani Krystyny, która mieszka na Marszałkowskiej od 50 lat, dodaje: - Nigdy nie pozwolono nam wykupić mieszkań. Zastanawiam się, dlaczego to my mamy płacić za to, że państwo skrzywdziło kiedyś przedwojennych właścicieli. I dlaczego traktuje się nas jak meble przejmowane razem z mieszkaniem.

Obywatel walczy z państwem

Pan Oskar walczy w sądzie sam, bez prawnika. Znalazł odpowiednie paragrafy, napisał pozew. Założył stronę internetową www.obywatel24.pl, gdzie pisze o tym, co robi. Stąd wzięło się zainteresowanie lokatorów jego sprawą. Przysyłają mu listy poparcia. Wczoraj w sali sądu rejonowego przy Marszałkowskiej tłoczyło się blisko 40 osób. Liczą, że proces zmieni ich życie.

- Mam nadzieję, że ten proces stanie się precedensem, którzy pomoże wszystkim lokatorom - mówi Oskar Hejka. - Będę przed sądem udowadniał nierówne traktowanie lokatorów przez prawo na konkretnym przykładzie. Kiedy gmina sprzedaje budynek z lokatorami, zapewnia im mieszkania zamienne. Kiedy budynek przekazuje prywatnym właścicielom, mieszkań już nie zapewnia. A przecież w obu sytuacjach chodzi o ludzi, którzy mają z tą gminą podpisane umowy. Liczę na to, że w tym procesie sąd zada pytanie Trybunałowi Konstytucyjnemu, a ten podważy przepisy.

Sąd odroczył rozprawę do grudnia. - Szkoda, że przyjechaliśmy tu tylko po to - denerwowało się starsze małżeństwo z Krakowa.

Przeczytaj także: Lokatorzy na Pradze sami szukają pustostanów



Podziel się

Najnowsze wiadomości z Warszawy