Szarfy na każdą okazję - pan Wiesław robi je od pół wieku

Grzegorz Lisicki
01.11.2009 aktualizacja: 2009-10-30 22:58
A A A Drukuj
Wiesław Szczeciński w swoim zakładzie Fot. Adam Kozak / Agencja Gazeta
  • Wiesław Szczeciński w swoim zakładzie 'Szarfa'
  • Wiesław Szczeciński w swoim zakładzie 'Szarfa'
Prezydenci Polski i Warszawy, premierzy, profesura Uniwersytetu i Politechniki, a także miss Warszawy i mister gejów - od 1956 r. wszyscy szarfy na pogrzeb zamawiają u Wiesława Szczecińskiego
- Ja w tym mieszkaniu jestem już 73 lata - oblicza pan Wiesław, pochylając się nad stołem, na którym od linijki układa czcionki na wstędze białego materiału. Odwiedzamy zakład Szarfa, który zajmuje dwa pokoje na drugim piętrze kamienicy przy ul. Noakowskiego 12. Istnieje od 1956 r. - Założył go mój ojciec, gdy stracił pracę w Biurze Odbudowy Stolicy. Gdzieś miał jakiś pogrzeb i wrócił z takim oto pomysłem - opowiada Wiesław Szczeciński, który Szarfę prowadzi z żoną. - To było kiedyś nasze mieszkanie, najpierw z rodzicami, później z Marią.

Na Noakowskiego Szczecińscy sprowadzili się w 1936 r. - Pamiętam Powstanie Warszawskie i to, jak Niemcy zajęli Politechnikę. Żyliśmy w strachu, że nas wszystkich rozstrzelają - opowiada pan Wiesław. - Wróciliśmy dzień po zajęciu Warszawy przez Rosjan. Na swoim jestem od 1978 r. Rzuciłem szkołę, gdzie uczyłem mechaniki i innych przedmiotów technicznych.

Na czym polega praca w zakładzie? Pan Wiesław - jak Guttenberg - musi ułożyć czcionki na szarfie leżącej na podkładce. Zamówiony napis odczytuje z kartki - musi tak robić, bo układa go w lustrzanym odbiciu. Potem wkłada napis pod specjalną prasę, łapie za wajchę i solidnie przyciska. Gotowe. Teraz pan Wiesław z powrotem przenosi podkładkę z szarfą na stół. Bierze miseczkę wypełnioną sproszkowanym mosiądzem i delikatnie posypuje litery, które dzięki temu zabiegowi zaczynają mienić się w świetle.

W ten sposób w zakładzie przy Noakowskiego powstały tysiące szarf nagrobnych. Podczas naszej wizyty suszyły się szarfy na pogrzeb publicysty Macieja Rybińskiego. Zamówiło je Biuro Rzecznika Praw Obywatelskich. Były też żółto-czerwone od prezydent miasta Hanny Gronkiewicz-Waltz. U pana Wiesława szarfy kupują też urzędnicy państwowi: Kancelaria Prezydenta RP, kancelaria premiera, ministerstwa, a także Uniwersytet i Politechnika Warszawska.

Zakład państwa Wiesława i Marii robi też szarfy okolicznościowe. Z jedną z nich paradowała Monika Ordowska, miss stolicy w 2008 r. i gej Polski z roku 1998. Szarfy wyjeżdżają nawet za granicę (zamawia je MSZ) i z różnymi delegacjami. W tym stolarzy, którzy w latach 80. wybrali się do Moskwy złożyć wieniec w mauzoleum Lenina. - W ostatniej chwili połapałem się, że na szarfie jest napis: "Wielkiemu Leniowi" - opowiada pan Wiesław. Szykował też szarfy na pogrzeb ks. Jerzego Popiełuszki i na solidarnościowe manifestacje, np. na Powązkach. - Nie wolno nam było odciskać znaku "Solidarności", bo SB pilnowała zakładu. To się zostawiało wolne miejsce, oni sami wstawiali "solidarycę" - opowiada pan Wiesław.

Szarfy zamawiają też środowiska AK-owskie, a także delegacje i organizacje żydowskie (robił to Marek Edelman). W Szarfie jest specjalny zestaw czcionek hebrajskich. - Ale zawsze ktoś od nich przychodzi i numeruje czcionki, żeby nie było błędu - objaśnia tajemnicę pan Wiesław.

Przeczytaj także: Budowa drugiej linii Metra



Podziel się

Najnowsze wiadomości z Warszawy