Pielęgniarki: zmuszają nas do zmiany zasad zatrudnienia
02.11.2009
aktualizacja: 2009-11-01 19:57
Fot. Robert Kowalewski / Agencja Gazeta
Jesteśmy zmuszane do samozatrudnienia - skarżą się pielęgniarki ze szpitala przy Banacha. - szukamy oszczędności, ale nikogo do niczego nie zmuszamy - zaprzecza rzeczniczka szpitala
ZOBACZ TAKŻE
- Nie ma winnych śmierci chorego, który wił się z bólu (09-11-09, 13:18)
- W Aninie szukają przyczyn zawałów. Może winne są geny? (30-10-09, 11:00)
- "Przeżyj własną śmierć" na Dworcu Centralnym (30-10-09, 09:00)
- Przychodnia dla bezdomnych uratowana (28-10-09, 11:00)
- Lekarze nie wykryli raka. Czy zapłacą za błąd? (06-11-09, 10:00)
SERWISY
Na oddziale pooperacyjnym II Kliniki Anestezjologii i Intensywnej Terapii szpitala przy Banacha pracuje 40 pielęgniarek. Tu trafiają najciężej chorzy ludzie. Po wypadkach komunikacyjnych, skomplikowanych operacjach i ciężkich zakażeniach. Opiekują się nimi bardzo dobrze wykwalifikowane pielęgniarki.
Wiosną dyrekcja zaproponowała, żeby część z nich założyła własne firmy, czyli przeszła na kontrakty. Dziewięć się zgodziło. Dwie, gdy usłyszały, że za godzinę mają mieć 29 zł, (na miesiąc wychodzi ok. 3,5 tysiąca na rękę), rozmyśliła się.
Dyrekcja zmiany w zatrudnieniu tłumaczyła brakami personelu. Pracownicy kontraktowi mogą pracować bez ograniczeń.
Kontraktowe dłużej pracują
Pielęgniarka na etacie opiekuje się chorymi przez ok. 160 godzin miesięcznie (przychodzi do pracy na 12 godzin i później ma tyle samo wolnego), kontraktowcy mają pracować min. 220 godzin.
Wbrew deklaracjom o braku rąk do pracy niedawno ogłoszono, że pięć etatowych pielęgniarek ma się przenieść do innych klinik i przychodni, bo na oddziale pooperacyjnym jest za dużo pracowników.
- Od 1 listopada mam przejść do przychodni - mówi pielęgniarka, która na oddziale pooperacyjnym pracowała pięć lat. - Te przenosiny to kara. Nie chciałam kontraktu, mam zsyłkę.
Część etatowych pielęgniarek szuka nowej pracy. - Od lat zajmuję się najciężej chorymi pacjentami i obsługuję skomplikowaną aparaturę. Jak mnie przeniosą np.: na internę, nie mam szans na rozwój - opowiada jeden z pracowników etatowych.
Pielęgniarki o gorszej stronie kontraktu
Pielęgniarki twierdzą, że są zmuszane do samozatrudnienia. Wiele z nich woli etat, bo dzięki temu mają gwarantowany płatny urlop i zwolnienia lekarskie, a w razie skargi pacjenta za pomyłkę odpowiada szpital. Kontraktowcy muszą sami się ubezpieczyć od nieszczęśliwych wypadków. - Zastosowano szantaż. Nikt tego wprost nie mówi, ale wybór jest prosty - albo idziesz na kontrakt, albo cię przeniesiemy. Pani dyrektor nie ukrywa, że chce, aby na tym oddziale dominowali kontraktowcy. Nikt tego nie widzi, że pracownicy pracujący na kontraktach przychodzą do pracy przeziębieni, nie idą na zwolnienie, bo nikt im nie zapłaci. Pracują po 24 godziny na dobę. Gdy etatowe pielęgniarki chciały dobę zostać w pracy, słyszały, że to niebezpieczne dla chorych. Teraz już nikt o tym nie wspomina - jedna z pielęgniarek.
Samozatrudnienie jest popularne wśród lekarzy. Szpital oszczędza, bo nie płaci za składki. Na tym samym oddziale ok. 80 proc. anestezjologów pracuje na własny rachunek. Mają prawie cztery razy wyższe stawki za dyżury niż pielęgniarki, mogą pracować bez ograniczeń, bo nie dotyczą ich ograniczenia czasu pracy. - My mieliśmy wybór, a pielęgniarki do kontraktów są zmuszane - mówi jeden z lekarzy kontraktowych. - Poza tym lekarze, którzy zostali na etatach, dalej pracują w klinice, nikt ich nigdzie nie przenosił.
Niezdrowa atmosfera na oddziale
Lekarze twierdzą, że zmiana organizacji zatrudnienia spowodowała rozbicie zespołu, a na oddziale pooperacyjnym może mieć to katastrofalne skutki. Podkreślają, że pielęgniarki z intensywnej terapii to elita w tej grupie zawodowej. - Na oddziale jest fatalna atmosfera - opowiada lekarka, anestezjolog. - Pielęgniarki etatowe czują się zagrożone. Kontraktowe czują, że przez nie koleżanki mają kłopoty. Szkoda, że nikt lekarzy nie pytał o to, jak zabezpieczyć opiekę nad pacjentem. Nie da się tego zrobić, bazując tylko na pielęgniarkach kontraktowych.
Anna Sukmanowska, rzeczniczka szpitala przy Banacha, podkreśla, że nikt pielęgniarek do kontraktów nie zmuszał. - To była propozycja i kilka osób z niej skorzystało. Zarabiają tak jak wcześniej - podkreśla Sukmanowska. - Pracownicy są oddelegowani na inne oddziały, zgodnie z kodeksem pracy, jeśli zachodzi taka potrzeba. Nikt nie powinien się czuć zagrożony.
Sukmanowska dodaje, że kontrakty "to przyszłość organizacji szpitala". - Fundusz ma coraz mniej pieniędzy i szpitale muszą szukać oszczędności - dodaje.
Elżbieta Bukowska, prezes Naczelnej Izby Pielęgniarek i Położnych, podkreśla, że przepisy nie zakazują zatrudniania na kontraktach, ale zakazują zmuszania do samozatrudniania się. - Niestety, mamy coraz więcej sygnałów o tym, że dyrektorzy chcą zaoszczędzić i pielęgniarki wysyłają na kontrakty. Kuszą je większymi pensjami, ale jak się odejmie wszystkie koszty, które samemu trzeba ponieść, okazuje się, że kokosy nie wychodzą. Przez to może spaść jakość opieki nad pacjentem, bo pracownicy są przemęczeni. Łamane są nie tylko prawa pracownicze, ale też zagrożone prawa pacjenta. Tym powinna się zainteresować inspekcja pracy.
Wiosną dyrekcja zaproponowała, żeby część z nich założyła własne firmy, czyli przeszła na kontrakty. Dziewięć się zgodziło. Dwie, gdy usłyszały, że za godzinę mają mieć 29 zł, (na miesiąc wychodzi ok. 3,5 tysiąca na rękę), rozmyśliła się.
Dyrekcja zmiany w zatrudnieniu tłumaczyła brakami personelu. Pracownicy kontraktowi mogą pracować bez ograniczeń.
Kontraktowe dłużej pracują
Pielęgniarka na etacie opiekuje się chorymi przez ok. 160 godzin miesięcznie (przychodzi do pracy na 12 godzin i później ma tyle samo wolnego), kontraktowcy mają pracować min. 220 godzin.
Wbrew deklaracjom o braku rąk do pracy niedawno ogłoszono, że pięć etatowych pielęgniarek ma się przenieść do innych klinik i przychodni, bo na oddziale pooperacyjnym jest za dużo pracowników.
- Od 1 listopada mam przejść do przychodni - mówi pielęgniarka, która na oddziale pooperacyjnym pracowała pięć lat. - Te przenosiny to kara. Nie chciałam kontraktu, mam zsyłkę.
Część etatowych pielęgniarek szuka nowej pracy. - Od lat zajmuję się najciężej chorymi pacjentami i obsługuję skomplikowaną aparaturę. Jak mnie przeniosą np.: na internę, nie mam szans na rozwój - opowiada jeden z pracowników etatowych.
Pielęgniarki o gorszej stronie kontraktu
Pielęgniarki twierdzą, że są zmuszane do samozatrudnienia. Wiele z nich woli etat, bo dzięki temu mają gwarantowany płatny urlop i zwolnienia lekarskie, a w razie skargi pacjenta za pomyłkę odpowiada szpital. Kontraktowcy muszą sami się ubezpieczyć od nieszczęśliwych wypadków. - Zastosowano szantaż. Nikt tego wprost nie mówi, ale wybór jest prosty - albo idziesz na kontrakt, albo cię przeniesiemy. Pani dyrektor nie ukrywa, że chce, aby na tym oddziale dominowali kontraktowcy. Nikt tego nie widzi, że pracownicy pracujący na kontraktach przychodzą do pracy przeziębieni, nie idą na zwolnienie, bo nikt im nie zapłaci. Pracują po 24 godziny na dobę. Gdy etatowe pielęgniarki chciały dobę zostać w pracy, słyszały, że to niebezpieczne dla chorych. Teraz już nikt o tym nie wspomina - jedna z pielęgniarek.
Samozatrudnienie jest popularne wśród lekarzy. Szpital oszczędza, bo nie płaci za składki. Na tym samym oddziale ok. 80 proc. anestezjologów pracuje na własny rachunek. Mają prawie cztery razy wyższe stawki za dyżury niż pielęgniarki, mogą pracować bez ograniczeń, bo nie dotyczą ich ograniczenia czasu pracy. - My mieliśmy wybór, a pielęgniarki do kontraktów są zmuszane - mówi jeden z lekarzy kontraktowych. - Poza tym lekarze, którzy zostali na etatach, dalej pracują w klinice, nikt ich nigdzie nie przenosił.
Niezdrowa atmosfera na oddziale
Lekarze twierdzą, że zmiana organizacji zatrudnienia spowodowała rozbicie zespołu, a na oddziale pooperacyjnym może mieć to katastrofalne skutki. Podkreślają, że pielęgniarki z intensywnej terapii to elita w tej grupie zawodowej. - Na oddziale jest fatalna atmosfera - opowiada lekarka, anestezjolog. - Pielęgniarki etatowe czują się zagrożone. Kontraktowe czują, że przez nie koleżanki mają kłopoty. Szkoda, że nikt lekarzy nie pytał o to, jak zabezpieczyć opiekę nad pacjentem. Nie da się tego zrobić, bazując tylko na pielęgniarkach kontraktowych.
Anna Sukmanowska, rzeczniczka szpitala przy Banacha, podkreśla, że nikt pielęgniarek do kontraktów nie zmuszał. - To była propozycja i kilka osób z niej skorzystało. Zarabiają tak jak wcześniej - podkreśla Sukmanowska. - Pracownicy są oddelegowani na inne oddziały, zgodnie z kodeksem pracy, jeśli zachodzi taka potrzeba. Nikt nie powinien się czuć zagrożony.
Sukmanowska dodaje, że kontrakty "to przyszłość organizacji szpitala". - Fundusz ma coraz mniej pieniędzy i szpitale muszą szukać oszczędności - dodaje.
Elżbieta Bukowska, prezes Naczelnej Izby Pielęgniarek i Położnych, podkreśla, że przepisy nie zakazują zatrudniania na kontraktach, ale zakazują zmuszania do samozatrudniania się. - Niestety, mamy coraz więcej sygnałów o tym, że dyrektorzy chcą zaoszczędzić i pielęgniarki wysyłają na kontrakty. Kuszą je większymi pensjami, ale jak się odejmie wszystkie koszty, które samemu trzeba ponieść, okazuje się, że kokosy nie wychodzą. Przez to może spaść jakość opieki nad pacjentem, bo pracownicy są przemęczeni. Łamane są nie tylko prawa pracownicze, ale też zagrożone prawa pacjenta. Tym powinna się zainteresować inspekcja pracy.
Przeczytaj także: 2010 - to nie będzie dobry rok na chorowanie
Najnowsze wiadomości z Warszawy
Najczęściej czytane24 htydzień
- Nowy punkt widokowy w Warszawie. Wyżej niż PKiN
- Reklamy na Euro. Która najbardziej obciachowa? [GŁOSUJ]
- Motocyklista w ciężkim stanie po wypadku na Racławickiej
- Autostrada A2: kolejny odcinek gotowy na otwarcie
- Te budynki mogą powstać w Warszawie. Top 10
- Masa Krytyczna: "My nie blokujemy ruchu"
- Warsaw Music Week. Wieczór z hip hopem od Prosto
- Te budynki mogą powstać w Warszawie. Top 10
- Co straszy, a co zachwyca w strefie kibica [RAPORT]
- Nie jedźcie tą autostradą. Węzeł Pruszków to pułapka
- Nad Wisłą, na działkach. Tak wypoczywała Warszawa
- Gigantyczna kara dla lekarza: bo nie wypełniał papierów
- Lotnisko bezradne wobec naciągaczy? Taksówkowy problem
- Wtorek na ulicach Warszawy [22.05.2012]


