Znany klub szantażuje władze miasta i nie płaci podatków

Iwona Szpala, Jan Fusiecki
03.11.2009 aktualizacja: 2009-11-02 23:05
A A A Drukuj
Wodny Park przynosi zyski. Duża ich część jest przekazywana na konta zadłużonego klubu Warszawianka Fot. Alina Gajdamowicz / Agencja Gazeta
Co zrobić z klubem Warszawianka, który z automatu dostaje zyski z pobliskiego basenu, jednocześnie nie płaci i szantażuje ratusz? - Podważymy umowę, dzięki której uwłaszczył się na gigantycznym terenie - słyszymy od urzędników.
SERWISY

Zrób to w Warszawie: z Agnieszką Kowalską i Łukaszem Kamińskim



W ratuszu obowiązuje niepisana zasada - dłużnicy miasta mają duże trudności z uzyskaniem dotacji z samorządowej kasy. Ale nie klub sportowy Warszawianka. Bo jak przyznają urzędnicy i radni, powiązania biznesowe z miastem sprawiają, że klub sportowy z ul. Merliniego to przypadek szczególny.

Wywiązali się, czyli poinformowali

- Od 2008 r. dochodziły do nas informacje o gigantycznym długu Warszawianki wobec miasta i jednoczesnych dotacjach, które dzielnica przelewa na konta klubu - mówi radny Mariusz Ciechomski (PiS), szef PiS na Mokotowie. Rok temu jego klubowy kolega zapytał o te dotacje burmistrza dzielnicy Jana Rasińskiego (PO).

Ten w odpowiedzi wyliczył idące w miliony złotych zadłużenie klubu. Poinformował: "W dniu 18.07. 2008 r. sprawa o egzekucję należności została przekazana do wydziału prawnego Mokotowa w celu skierowania do komornika".

Okazało się jednak, że nie zniechęca to władz Mokotowa do przyznawania dotacji. Burmistrz wyjaśnia radnym mechanizm: organizacje zabiegające o publiczne pieniądze informują urzędników o stanie swoich kont i ewentualnych długach. Warszawianka wywiązała się tego obowiązku, czyli poinformowała o zadłużeniu.

Burmistrz Jan Rasiński pisze: "procedura konkursowa nie przewiduje automatycznej dyskwalifikacji podmiotu, który posiada zaległości finansowe wobec miasta. Natomiast zawsze, gdy takie zaległości są ujawnione, sprawa jest badana wnikliwie".

W latach 2006-08 dzielnica przekazała Warszawiance blisko 60 tys. zł. - To pokazuje, że trzeba zmienić mechanizmy dotacji przekazywanych na sport w Warszawie - mówi Ciechomski.

Trójka z ograniczonymi możliwościami

W radzie fundacji Wodny Park, który jest głównym samorządowym sponsorem klubu prezesa Fijałkowskiego, ratusz ma swoich przedstawicieli. Obsadzeni z politycznego klucza mają pilnować interesów miasta.

Jacka Klimka, szefa mokotowskiego wydziału obsługi mieszkańców do władz fundacji, rekomendowało SLD.

Na początku rozmowy Klimek informuje o zobowiązaniach, które zastał w Wodnym Parku. Np. o spisanym w latach 90. statucie fundacji Wodny Park, który czynił ze wspierania klubu Warszawianka jeden z głównych celów statutowych fundacji. Dalej była umowa, w której Wodny Park zobowiązał się do finansowania budowy klubowego kortu. Dokument pochodzi z listopada 2005 r.

- A ja zostałem powołany do rady fundacji [składa się z pięciu osób - dwóch reprezentantów klubu Warszawianka i trzech ratusza] wraz z dwoma innymi przedstawicielami miasta na początku 2007 r. - zaznacza Klimek. - Nasza trójka ma ograniczone możliwości. Nawet jeśli chcielibyśmy coś zmienić, to zgodnie ze statutem obowiązuje jednomyślność w głosowaniu. Trzeba być realistą.

Śladów prób zmian w dokumentach rejestrowych fundacji nie ma.

- Ta cała sytuacja jest oburzająca. Ci ludzie zostali wysłani do rady fundacji jako czujka miasta - komentuje Mariusz Ciechomski (PiS). - Zamiast zrobić alarm, rok w rok przekazywali gigantyczne pieniądze klubowi, który z uporem unika płacenia zobowiązań.

- Rada fundacji długo nie była informowana przez klub o zadłużeniu - wyjaśnia Jacek Klimek.

- Przynajmniej tak mi się wydaje - dodaje. - Sygnał dostaliśmy gdzieś w lutym tego roku, gdy do klubu wszedł komornik.

Potem przyznaje, że "coś słyszał", ale uspokoił go kontekst, z którego wynikało, że klub próbuje dogadać się z miastem. W szczegóły nikt z rady nie wnikał.

Na specjalnych prawach

Pytamy Klimka, na co właściwie poszły miliony złotych z zysku Wodnego Parku przekazywane klubowi. Bo według fundacji budowany jest za nie kort centralny. Zdaniem prezesa Fijałkowskiego zaś pieniądze idą na "bieżącą działalność" klubu, czyli pensje, opłaty itp.

Podziel się

Najnowsze wiadomości z Warszawy