Ratusz kontra Warszawianka: nie będzie "wiecie rozumiecie"

Iwona Szpala, Jan Fusiecki
04.11.2009 aktualizacja: 2009-11-03 22:10
A A A Drukuj
Wodny Park przynosi zyski. Duża ich część jest przekazywana na konta zadłużonego klubu Warszawianka Fot. Alina Gajdamowicz / Agencja Gazeta
- Nie będzie rozmów z klubem na boku, na zasadzie "wiecie rozumiecie". Wyegzekwujemy należne nam pieniądze - mówi Włodzimierz Paszyński, wiceprezydent Warszawy, w reakcji na nasz tekst, w którym podaliśmy, że klub sportowy Warszawianka dostaje od ratusza dotacje, choć nie płaci mu zaległych podatków
SERWISY
W innym nastroju zastajemy Wiesława Wilczyńskiego (SLD), szefa biura sportu, które podlega wiceprezydentowi Paszyńskiemu. Jak mówi, z mechanizmu finansowania klubu "jest zadowolony".

Jak na warunki warszawskie konstrukcja jest nietypowa: do klubowej kasy płyną miliony zarabiane przez pobliski park wodny przy ul. Merliniego. Warszawianka korzystała też z samorządowych dotacji do imprez sportowych. - To dobrze, że na sport idą pieniądze z komercyjnej działalności parku wodnego - uważa Wilczyński.

Kłopot w tym, że klub nie płaci miastu opłat za użytkowanie gruntu i podatku od nieruchomości. Jego dług z odsetkami sięga 2,2 mln zł. Kilka dni temu działacze sportowi zaproponowali, by w zamian za anulowanie długu miasto wybudowało na Warszawiance stadion lekkoatletyczny, potem płaciło za utrzymanie obiektu, którego Warszawianka zostałaby administratorem. W roli emisariusza tego porozumienia wystąpił Wiesław Wilczyński.

Jednak nie wszyscy urzędnicy ekipy Hanny Gronkiewicz-Waltz podzielają entuzjazm dyrektora. - Na tolerowanie długów Warszawianki zgody być nie może - mówi wiceprezydent Włodzimierz Paszyński. - Klub musi płacić za grunt. A prowadzenie działalności sportowej, którą staramy się wspierać, w żadnym razie go z tego obowiązku nie zwalnia.

Ustaliliśmy, że plan budowy stadionu lekkoatletycznego na Warszawiance ma słaby punkt. - Klub Warszawianka powinien stracić prawo użytkowania wieczystego (zawdzięcza je politykom UW-SLD, decyzja sięga początku lat 90.) - mówi Jakub Rudnicki, wiceszef biura gospodarki nieruchomościami. - Umowa z 1992 r. ma istotną wadę prawną: Warszawianka, dostając użytkowanie wieczyste, powinna zapłacić za stojące na gruncie budynki. Niczego takiego nie zrobiła.

Jak się dowiadujemy od jednego z urzędników, już kilka miesięcy temu ratusz próbował wpisać zastrzeżenie do księgi wieczystej. - Informacja o toczącym się postępowaniu miała być ostrzeżeniem dla potencjalnych inwestorów, ale sąd odmówił - przyznaje nasz rozmówca.

Urzędnik podkreśla, że miasto ruszyło do hipoteki nie bez powodu. - Warszawianka od lat parceluje grunty. Po tylu latach nie sposób ustalić, jakie argumenty mieli urzędnicy, oddając prywatnemu klubowi tak atrakcyjne działki. Jaki zysk ma z tego samorząd? Stawiam tezę, że żaden - mówi jeden z wysokich urzędników Hanny Gronkiewicz-Waltz, a potem wylicza kolejne hektary, które od 1995 r. klub przekazywał kolejnym spółkom. - Na początku mieli 17 ha, teraz 13. Z tego 1,6 ha zajmuje Wodny Park, który jest ważnym sponsorem klubu - mówi. - Co ciekawe, wszystkie spółki były wyposażane w grunty przez przeniesienie prawa użytkowania wieczystego. Taki mechanizm, mówiąc inaczej, traktowany jest jak sprzedaż - komentuje nasz rozmówca.

Urzędnicy od nieruchomości zdecydowali się na kolejny ruch: - Złożyliśmy w biurze prawnym komplet dokumentów, w których domagamy się rozpoczęcia procedury sądowej przeciwko klubowi - mówi dyrektor Rudnicki. - Chcieliśmy, by sprawa dotyczyła gruntów, których się jeszcze nie pozbył. Właśnie dowiedziałem się, że nasi prawnicy poszli dalej: chcą odebrać klubowi cały grunt. Co najważniejsze, pozew przeciwko Warszawiance jest już w sądzie.

Przeczytaj także: Znany klub szantażuje władze miasta i nie płaci podatków



Podziel się

Najnowsze wiadomości z Warszawy