Polak oszukał ambasadę Egiptu na pięć mln zł.

Piotr Machajski
05.11.2009 aktualizacja: 2009-11-04 21:27
A A A Drukuj
Fot. Wojciech Surdziel /AG
Przynajmniej 5 mln zł straciła ambasada Egiptu na interesach z radcą prawnym Jackiem M. Prokuratura wysłała właśnie do sądu akt oskarżenia w tej sprawie
Ta historia, z wielkimi dla przeciętnego zjadacza chleba pieniędzmi w tle, zaczęła się w 2006 r. 42-letni dziś radca prawny Jacek M. świadczył usługi prawnicze dla ambasady Egiptu. Placówka chciała się przeprowadzić. Ambasador Yehya Elramlawy poprosił Jacka M. o znalezienie gruntu, na którym można by postawić nowy gmach. Mecenas znalazł dwie działki przy ul. Wiertniczej, obok siedziby koncernu medialnego ITI. Przy tej ulicy placówki dyplomatyczne mają już Białoruś i Nigeria.

Państwo S., właściciele gruntu, chcieli za niego milion euro. Ale Jacek M. wiedział, że egipskie MSZ na kupno działki zamierzało wydać aż 3 mln euro. Postanowił więc zbić przy okazji własny interes. Zaangażował do niego Tomasza C., 29-letniego dziś aplikanta radcowskiego, który w jego kancelarii odbywał praktykę, oraz Bartłomieja C., właściciela prywatnej firmy, i brata Tomasza. Potrzebował pośredników, by ukryć przed urzędnikami z Egiptu swój udział w szwindlu.

Kupno działki odbyło się tak. Najpierw państwo S. podpisali umowę przedwstępną na sprzedaż za 1,2 mln euro działki Idzie B.-M., żonie mecenasa. W tej transakcji reprezentował ją Tomasz C. Mecenas stwierdził jednak, że jego żona nie powinna pojawiać się w tej transakcji. Działkę kupił więc Bartłomiej C., który sprzedał ją ambasadzie Egiptu już za 2,6 mln euro. Warunkiem sfinalizowania transakcji było dostarczenie tzw. operatu szacunkowego, czyli opinii rzeczoznawcy potwierdzającej wartość działki. Wartość, jak już wiadomo, była zawyżona, więc Jacek M. ją sfałszował. Wpisał kwotę 2,7 mln euro i podpisał nazwiskiem nieistniejącego rzeczoznawcy z Myszkowa.

Całej operacji nie dałoby się przeprowadzić bez wiedzy ambasadora. Jacek M. go przekupił. Jak przyznał w prokuraturze, wręczył mu 300 tys. euro łapówki. Bartłomiej C. dostał za udział w transakcji 100 tys. zł. I wszyscy byli zadowoleni. Mecenas zarobił na czysto ponad 1 mln euro. I otrzymał wynagrodzenie za doradztwo prawne na rzecz ambasady - prawie 400 tys. zł.

Jednak urzędnicy egipskiego MSZ zorientowali się, że coś jest nie tak. Zamówili wycenę nieruchomości. I wyszło na jaw, że przepłacili. Ambasador Elramlawy został wezwany na dywanik do Kairu. A tamtejsza prokuratura poprosiła o pomoc w zbadaniu sprawy kolegów po fachu z Warszawy. W ten sposób stołeczni śledczy dowiedzieli się o sprawie. W ciągu roku zdobyli dowody na oszustwo wymyślone przez Jacka M. Radca prawny przyznał się do winy. Będzie odpowiadał za "wyrządzenie szkody materialnej wielkich rozmiarów" ambasadzie Egiptu. Grozi mu do 10 lat więzienia.

Jacek M. od lipca siedzi w areszcie. Czy będzie go stać na naprawienie wyrządzonej szkody? W przeliczeniu na złote (po ówczesnym kursie) to około 5 mln zł. Prokuratura zabezpieczyła na poczet przyszłych kar darowany małżonce dom w Piasecznie (ok. 1,8 mln zł), samochód Lexus (150 tys. zł) oraz zablokowała sześć rachunków bankowych.

Trzy lata temu M. był syndykiem masy upadłościowej Domu Maklerskiego WGI. Spółka zarządzała pieniędzmi bogatych klientów. W wyniku jej działalności ponad tysiąc osób straciło 300 mln zł. Jacek M. nie zyskał jednak uznania w oczach wierzycieli, którzy próbowali odzyskać pieniądze. Syndykiem przestał być wiosną 2007 r., akurat gdy końca dobiegał "egipski interes".

Tomasz C. dopiero zaczynał prawniczą karierę. Miesiąc temu wyszedł z aresztu za kaucją 150 tys. zł. Skończył prawo, ale jeśli sąd skaże go za udział w przestępstwie, będzie mógł zapomnieć o karierze w palestrze. Jego brat Bartłomiej też już wyszedł z aresztu. Prowadzi ze wspólnikiem firmę handlującą artykułami biurowymi. Na stronie internetowej chwali się, że w 2008 r. została jednym z laureatów konkursu "Gazele biznesu". Bartłomiej C. wchodzi też w skład zgromadzenia fundatorów fundacji Dr Clown założonej przez Andrzeja Kunę i Aleksandra Żagla (znani m.in. z afery Orlenu i kontaktów z rosyjskim szpiegiem Władimirem Ałganowem).

Bracia C. nie przyznają się do winy. Egipskiego ambasadora tamtejsza prokuratura nie postawiła przed sądem. Ponoć brak jej dowodów. Śledczy z Kairu czekają na decyzję polskiego sądu. Jeśli ten skaże Jacka M. i braci C., to może oskarżą także ambasadora.

Przeczytaj także: Reprezentacyjny pałac będzie jak nowy



Podziel się

Najnowsze wiadomości z Warszawy