Szkoły czekają na sześciolatków. Będzie kampania ratusza

rozmawiała Małgorzata Zubik
06.11.2009 aktualizacja: 2009-11-05 20:43
A A A Drukuj
Barbara Murawska, wicedyrektor Biura Edukacji Fot. Wojciech Surdziel / Agencja Gazeta
Rozmowa na piątek. Warszawskie sześciolatki są gotowe do nauki w szkole, a szkoły na ich przyjęcie - przekonuje Beata Murawska, wicedyrektor biura edukacji. I zapowiada kampanię ratusza na rzecz posyłania sześciolatków do pierwszej klasy.
SERWISY
Małgorzata Zubik: Po głośnych akcjach rodziców, protestach przeciw zamykaniu zerówek w przedszkolach i wtłaczaniu maluchów do szkół do tego nieprzygotowanych dziwnie cicho teraz o sześciolatkach. Temat zamknięty?

Beata Murawska: Wręcz przeciwnie. Myślę, że poprzedni rok szkolny był krytyczny. Dużo się działo, a my musieliśmy wybierać takie rozwiązania, które będą sprawiedliwe społecznie.

Czy społecznie sprawiedliwe jest przymuszanie rodziców do tego, aby posyłali swoje dzieci nie tam, gdzie chcą, ale tam, dokąd każą urzędnicy?

- Nie możemy przecież wysłać do szkoły trzylatków. A ja dostawałam dramatyczne e-maile od rodziców. Mama nie może wrócić do pracy, bo nie ma miejsca w przedszkolu. Jak wynajmie opiekunkę, to będzie musiała oddać jej całą pensję.

Sześcioletnie dzieci można natomiast wysłać do szkoły. Przypomnę, że gmina nie ma obowiązku tworzyć zerówek w przedszkolach. Ma wybór: przedszkola albo szkoły. W małych miejscowościach ludzie nigdy nie posyłali dzieci do przedszkoli, tylko od razu do zerówek szkolnych. A w Warszawie to kwestia przyzwyczajenia. Od kilku lat przenosimy zerówki do szkół, tworząc w ten sposób miejsca w przedszkolach dla najmłodszych dzieci. Bardzo ich potrzebujemy, bo przybywa dzieci w wieku 3-5 lat. Od 2006 r. jest ich więcej o 7,5 tys. A w ciągu następnych dwóch lat przybędzie 6,5 tys. tych maluchów.

Do tej pory przenosiny starszaków odbywały się na mniejszą skalę i nie było takich emocji.

Jakie są efekty?

- Odwróciły się proporcje. Jeszcze trzy lata temu tylko 38 proc. sześcioletnich dzieci było w szkołach. Teraz 75 proc. Dzięki temu mamy 500 wolnych miejsc w przedszkolach, w tym 100 dla trzylatków. Co miesiąc informacje są aktualizowane i umieszczane na stronie internetowej biura edukacji. Rodzice, których dziecko kończy np. trzy lata w grudniu, mogą wysłać dziecko do przedszkola.

Problem polega na tym, że te wolne miejsca są nie tam, gdzie ich tak bardzo potrzeba.

- Owszem, Białołęka i Ursus to dzielnice, gdzie dramatycznie brakuje przedszkoli. Jednak nie zawsze rodzice chcą posyłać dziecko do przedszkola tam, gdzie mieszkają. Bardzo często przywożą je do dzielnicy, w której pracują, bo tak wygodniej. A w Białołęce będą nowe przedszkola i szkoły. Doraźne rozwiązania to tzw. budynki modułowe. Mimo cięć w budżecie pieniądze muszą się znaleźć. Za dwa lata będziemy potrzebować 5 tys. miejsc w przedszkolach, w tym obowiązkowo dla wszystkich pięciolatków. Wybudujemy przedszkola z 2 tys. miejsc, a brakujące 3 tys. zyskamy, przenosząc sześciolatki do szkół.

Szkoły są przygotowane na ich przyjmowanie?

- Dyrektorzy stanęli na wysokości zadania. Od marca cztery razy zbieraliśmy informacje o tym, czego brakuje w szkołach. Wcześniej wysłaliśmy dyrektorom wskazówki, co ma w szkole być.

Nisko umocowane sedesy?

- Szczerze mówiąc, do specjalnych toalet dyrektorów nie namawialiśmy. Przecież sześciolatek nie korzysta z nocnika i w domu załatwia się do zwykłego sedesu. Te małe są w przedszkolach tak naprawdę dla trzylatków. Mimo to dyrektorzy przygotowali te specjalne łazienki. Tylko w trzech szkołach są wspólne dla wszystkich uczniów.

Co jeszcze zrobili dyrektorzy?

- W 90 proc. szkół sale dla najmłodszych są albo zupełnie wydzielone, albo w części przeznaczonej dla nich i dla uczniów z klas I-III. Wszystkie szkoły, w których są oddziały dla zerówek - a jest ich 162 na 172 podstawówki w mieście - mają odpowiednio przygotowane sale dydaktyczne. I tak naprawdę to było najłatwiejsze: dać trochę koloru na ściany, kupić odpowiednie meble, zabawki, przygotować kącik do zabawy. Objeżdżaliśmy te szkoły i było widać zmiany. Pamiętam np. tysiąclatkę przy ul. Cyrklowej na Pradze. Jest tam świetlica dla małych dzieci, a obok pokój rekreacyjny z kanapami, materacami. Jak się już te dzieci nabiegały, mogły tam poleżeć.

Szczerze mówiąc, to był mit, że sale są niegotowe dla najmłodszych, że trzeba siedzieć 45 minut w ławce do dzwonka. Młodszych uczniów dzwonek w ogóle nie dotyczy, bo nie ma sztywnego podziału na lekcje.

To chyba w teorii. Dzwonki w szkołach dzwonią, uczniowie klas młodszych uczą się tak jak starsi, na lekcjach.

- Może tak się zdarza w jakiejś szkole, ale w takim wypadku trzeba porozmawiać z wychowawcą, z dyrektorem. Nie można wszystkiego uregulować dekretami.

Z placami zabaw nie poszło już tak łatwo.

Podziel się

Najnowsze wiadomości z Warszawy