Szkoły czekają na sześciolatków. Będzie kampania ratusza
06.11.2009
aktualizacja: 2009-11-05 20:43
Fot. Wojciech Surdziel / Agencja Gazeta
Rozmowa na piątek. Warszawskie sześciolatki są gotowe do nauki w szkole, a szkoły na ich przyjęcie - przekonuje Beata Murawska, wicedyrektor biura edukacji. I zapowiada kampanię ratusza na rzecz posyłania sześciolatków do pierwszej klasy.
ZOBACZ TAKŻE
- Najlepszy student w Polsce jest Białorusinem (07-11-09, 15:00)
- Liceum z Nowowiejskiej ma kłopoty. Musi oddać budynek (20-11-09, 10:00)
- Szukają chętnych na rodziców zastępczych (10-11-09, 12:00)
- Nowy poradnik: wszystko o czym powinna wiedzieć warszawska mama (05-11-09, 10:00)
- Wyrzucili zuchy ze szkoły. "Bo biegały i zużywały prąd" (05-11-09, 08:00)
- Matematyka znów obowiązkowa na maturze. Jak poszło? (04-11-09, 10:00)
- Nowe miejsca w żłobkach na Mokotowie i Białołęce (03-11-09, 00:00)
- Która szkoła ma wolne miejsca? Teraz sprawdzisz to w sieci (02-11-09, 10:00)
- Jest zgoda na festiwal o mniejszościach (31-10-09, 16:00)
- Asteroida ma nowe imię. Nadał je 6-letni Kajetan (28-10-09, 10:00)
- Dzieci wypędzone ze szkoły już nie przeszkadzają (17-11-09, 10:00)
- 60 dzieci chodzi do przedszkola dzięki UE (09-11-09, 06:00)
SERWISY
Małgorzata Zubik: Po głośnych akcjach rodziców, protestach przeciw zamykaniu zerówek w przedszkolach i wtłaczaniu maluchów do szkół do tego nieprzygotowanych dziwnie cicho teraz o sześciolatkach. Temat zamknięty?
Beata Murawska: Wręcz przeciwnie. Myślę, że poprzedni rok szkolny był krytyczny. Dużo się działo, a my musieliśmy wybierać takie rozwiązania, które będą sprawiedliwe społecznie.
Czy społecznie sprawiedliwe jest przymuszanie rodziców do tego, aby posyłali swoje dzieci nie tam, gdzie chcą, ale tam, dokąd każą urzędnicy?
- Nie możemy przecież wysłać do szkoły trzylatków. A ja dostawałam dramatyczne e-maile od rodziców. Mama nie może wrócić do pracy, bo nie ma miejsca w przedszkolu. Jak wynajmie opiekunkę, to będzie musiała oddać jej całą pensję.
Sześcioletnie dzieci można natomiast wysłać do szkoły. Przypomnę, że gmina nie ma obowiązku tworzyć zerówek w przedszkolach. Ma wybór: przedszkola albo szkoły. W małych miejscowościach ludzie nigdy nie posyłali dzieci do przedszkoli, tylko od razu do zerówek szkolnych. A w Warszawie to kwestia przyzwyczajenia. Od kilku lat przenosimy zerówki do szkół, tworząc w ten sposób miejsca w przedszkolach dla najmłodszych dzieci. Bardzo ich potrzebujemy, bo przybywa dzieci w wieku 3-5 lat. Od 2006 r. jest ich więcej o 7,5 tys. A w ciągu następnych dwóch lat przybędzie 6,5 tys. tych maluchów.
Do tej pory przenosiny starszaków odbywały się na mniejszą skalę i nie było takich emocji.
Jakie są efekty?
- Odwróciły się proporcje. Jeszcze trzy lata temu tylko 38 proc. sześcioletnich dzieci było w szkołach. Teraz 75 proc. Dzięki temu mamy 500 wolnych miejsc w przedszkolach, w tym 100 dla trzylatków. Co miesiąc informacje są aktualizowane i umieszczane na stronie internetowej biura edukacji. Rodzice, których dziecko kończy np. trzy lata w grudniu, mogą wysłać dziecko do przedszkola.
Problem polega na tym, że te wolne miejsca są nie tam, gdzie ich tak bardzo potrzeba.
- Owszem, Białołęka i Ursus to dzielnice, gdzie dramatycznie brakuje przedszkoli. Jednak nie zawsze rodzice chcą posyłać dziecko do przedszkola tam, gdzie mieszkają. Bardzo często przywożą je do dzielnicy, w której pracują, bo tak wygodniej. A w Białołęce będą nowe przedszkola i szkoły. Doraźne rozwiązania to tzw. budynki modułowe. Mimo cięć w budżecie pieniądze muszą się znaleźć. Za dwa lata będziemy potrzebować 5 tys. miejsc w przedszkolach, w tym obowiązkowo dla wszystkich pięciolatków. Wybudujemy przedszkola z 2 tys. miejsc, a brakujące 3 tys. zyskamy, przenosząc sześciolatki do szkół.
Szkoły są przygotowane na ich przyjmowanie?
- Dyrektorzy stanęli na wysokości zadania. Od marca cztery razy zbieraliśmy informacje o tym, czego brakuje w szkołach. Wcześniej wysłaliśmy dyrektorom wskazówki, co ma w szkole być.
Nisko umocowane sedesy?
- Szczerze mówiąc, do specjalnych toalet dyrektorów nie namawialiśmy. Przecież sześciolatek nie korzysta z nocnika i w domu załatwia się do zwykłego sedesu. Te małe są w przedszkolach tak naprawdę dla trzylatków. Mimo to dyrektorzy przygotowali te specjalne łazienki. Tylko w trzech szkołach są wspólne dla wszystkich uczniów.
Co jeszcze zrobili dyrektorzy?
- W 90 proc. szkół sale dla najmłodszych są albo zupełnie wydzielone, albo w części przeznaczonej dla nich i dla uczniów z klas I-III. Wszystkie szkoły, w których są oddziały dla zerówek - a jest ich 162 na 172 podstawówki w mieście - mają odpowiednio przygotowane sale dydaktyczne. I tak naprawdę to było najłatwiejsze: dać trochę koloru na ściany, kupić odpowiednie meble, zabawki, przygotować kącik do zabawy. Objeżdżaliśmy te szkoły i było widać zmiany. Pamiętam np. tysiąclatkę przy ul. Cyrklowej na Pradze. Jest tam świetlica dla małych dzieci, a obok pokój rekreacyjny z kanapami, materacami. Jak się już te dzieci nabiegały, mogły tam poleżeć.
Szczerze mówiąc, to był mit, że sale są niegotowe dla najmłodszych, że trzeba siedzieć 45 minut w ławce do dzwonka. Młodszych uczniów dzwonek w ogóle nie dotyczy, bo nie ma sztywnego podziału na lekcje.
To chyba w teorii. Dzwonki w szkołach dzwonią, uczniowie klas młodszych uczą się tak jak starsi, na lekcjach.
- Może tak się zdarza w jakiejś szkole, ale w takim wypadku trzeba porozmawiać z wychowawcą, z dyrektorem. Nie można wszystkiego uregulować dekretami.
Z placami zabaw nie poszło już tak łatwo.
Beata Murawska: Wręcz przeciwnie. Myślę, że poprzedni rok szkolny był krytyczny. Dużo się działo, a my musieliśmy wybierać takie rozwiązania, które będą sprawiedliwe społecznie.
Czy społecznie sprawiedliwe jest przymuszanie rodziców do tego, aby posyłali swoje dzieci nie tam, gdzie chcą, ale tam, dokąd każą urzędnicy?
- Nie możemy przecież wysłać do szkoły trzylatków. A ja dostawałam dramatyczne e-maile od rodziców. Mama nie może wrócić do pracy, bo nie ma miejsca w przedszkolu. Jak wynajmie opiekunkę, to będzie musiała oddać jej całą pensję.
Sześcioletnie dzieci można natomiast wysłać do szkoły. Przypomnę, że gmina nie ma obowiązku tworzyć zerówek w przedszkolach. Ma wybór: przedszkola albo szkoły. W małych miejscowościach ludzie nigdy nie posyłali dzieci do przedszkoli, tylko od razu do zerówek szkolnych. A w Warszawie to kwestia przyzwyczajenia. Od kilku lat przenosimy zerówki do szkół, tworząc w ten sposób miejsca w przedszkolach dla najmłodszych dzieci. Bardzo ich potrzebujemy, bo przybywa dzieci w wieku 3-5 lat. Od 2006 r. jest ich więcej o 7,5 tys. A w ciągu następnych dwóch lat przybędzie 6,5 tys. tych maluchów.
Do tej pory przenosiny starszaków odbywały się na mniejszą skalę i nie było takich emocji.
Jakie są efekty?
- Odwróciły się proporcje. Jeszcze trzy lata temu tylko 38 proc. sześcioletnich dzieci było w szkołach. Teraz 75 proc. Dzięki temu mamy 500 wolnych miejsc w przedszkolach, w tym 100 dla trzylatków. Co miesiąc informacje są aktualizowane i umieszczane na stronie internetowej biura edukacji. Rodzice, których dziecko kończy np. trzy lata w grudniu, mogą wysłać dziecko do przedszkola.
Problem polega na tym, że te wolne miejsca są nie tam, gdzie ich tak bardzo potrzeba.
- Owszem, Białołęka i Ursus to dzielnice, gdzie dramatycznie brakuje przedszkoli. Jednak nie zawsze rodzice chcą posyłać dziecko do przedszkola tam, gdzie mieszkają. Bardzo często przywożą je do dzielnicy, w której pracują, bo tak wygodniej. A w Białołęce będą nowe przedszkola i szkoły. Doraźne rozwiązania to tzw. budynki modułowe. Mimo cięć w budżecie pieniądze muszą się znaleźć. Za dwa lata będziemy potrzebować 5 tys. miejsc w przedszkolach, w tym obowiązkowo dla wszystkich pięciolatków. Wybudujemy przedszkola z 2 tys. miejsc, a brakujące 3 tys. zyskamy, przenosząc sześciolatki do szkół.
Szkoły są przygotowane na ich przyjmowanie?
- Dyrektorzy stanęli na wysokości zadania. Od marca cztery razy zbieraliśmy informacje o tym, czego brakuje w szkołach. Wcześniej wysłaliśmy dyrektorom wskazówki, co ma w szkole być.
Nisko umocowane sedesy?
- Szczerze mówiąc, do specjalnych toalet dyrektorów nie namawialiśmy. Przecież sześciolatek nie korzysta z nocnika i w domu załatwia się do zwykłego sedesu. Te małe są w przedszkolach tak naprawdę dla trzylatków. Mimo to dyrektorzy przygotowali te specjalne łazienki. Tylko w trzech szkołach są wspólne dla wszystkich uczniów.
Co jeszcze zrobili dyrektorzy?
- W 90 proc. szkół sale dla najmłodszych są albo zupełnie wydzielone, albo w części przeznaczonej dla nich i dla uczniów z klas I-III. Wszystkie szkoły, w których są oddziały dla zerówek - a jest ich 162 na 172 podstawówki w mieście - mają odpowiednio przygotowane sale dydaktyczne. I tak naprawdę to było najłatwiejsze: dać trochę koloru na ściany, kupić odpowiednie meble, zabawki, przygotować kącik do zabawy. Objeżdżaliśmy te szkoły i było widać zmiany. Pamiętam np. tysiąclatkę przy ul. Cyrklowej na Pradze. Jest tam świetlica dla małych dzieci, a obok pokój rekreacyjny z kanapami, materacami. Jak się już te dzieci nabiegały, mogły tam poleżeć.
Szczerze mówiąc, to był mit, że sale są niegotowe dla najmłodszych, że trzeba siedzieć 45 minut w ławce do dzwonka. Młodszych uczniów dzwonek w ogóle nie dotyczy, bo nie ma sztywnego podziału na lekcje.
To chyba w teorii. Dzwonki w szkołach dzwonią, uczniowie klas młodszych uczą się tak jak starsi, na lekcjach.
- Może tak się zdarza w jakiejś szkole, ale w takim wypadku trzeba porozmawiać z wychowawcą, z dyrektorem. Nie można wszystkiego uregulować dekretami.
Z placami zabaw nie poszło już tak łatwo.
1
2
następne »
-
Precz z przymusem szkolnym dla malutkich dzieci
w.i.l
06.11.09, 17:53
To kolejny szaleńczy POmysł!»
Najnowsze wiadomości z Warszawy
Najczęściej czytane24 htydzień
- Nowy punkt widokowy w Warszawie. Wyżej niż PKiN
- Dziś Marsz Wyzwolenia Konopi. Na ulicach paraliż
- Reklamy na Euro. Która najbardziej obciachowa? [GŁOSUJ]
- Burzą przedwojenne wieże na Dworcu Zachodnim
- Ogromny rozściełacz asfaltu ściągnięty na budowę A2
- Autostrada A2: kolejny odcinek gotowy na otwarcie
- Motocyklista w ciężkim stanie po wypadku na Racławickiej
- Te budynki mogą powstać w Warszawie. Top 10
- Co straszy, a co zachwyca w strefie kibica [RAPORT]
- Nie jedźcie tą autostradą. Węzeł Pruszków to pułapka
- Nad Wisłą, na działkach. Tak wypoczywała Warszawa
- Gigantyczna kara dla lekarza: bo nie wypełniał papierów
- Lotnisko bezradne wobec naciągaczy? Taksówkowy problem
- Wtorek na ulicach Warszawy [22.05.2012]


