Kolejarze chcą, żeby pociągi woziły ich samych
06.11.2009
aktualizacja: 2009-11-05 21:15
Fot. Jacek Łagowski / AG
Ekspresy regionalne i lepsza informacja od grudnia, a później cykliczny rozkład jazdy i konduktorzy mówiący po angielsku - to plany nowego szefa Kolei Mazowieckich, któremu grozi jednak dymisja, bo naraził się lobby związkowców i polityków PSL, którzy nie życzą sobie zmian
ZOBACZ TAKŻE
- Struzik przegnał reformatora Kolei Mazowieckich (21-11-09, 12:00)
- Zjednoczyć Mazowsze koleją! (04-12-09, 09:00)
- Marszałek sprawdzi co się dzieje w Muzeum Kolejnictwa (02-12-09, 11:00)
- Szukają nowego szefa Kolei Mazowieckich (25-11-09, 08:00)
- Rewolucyjna zmiana: na autobusach nie będzie reklam (07-11-09, 10:00)
- Koleje Mazowieckie: przed EURO nauczymy konduktorów angielskiego (05-11-09, 13:41)
- W którą stronę rozbudować drugą linię metra? (04-11-09, 23:00)
- Skąd w tym metrze taki tłok? I dlaczego jest takie wolne? (04-11-09, 08:00)
- Afera z wagonami dla metra: TVN 24 trafiła kulą w płot? (03-11-09, 07:00)
- Naraził się politykom, bo chce reformować koleje (02-11-09, 08:00)
- Nowy dworzec tylko dla rowerów pod PKiN (05-11-09, 09:20)
SERWISY
Pisaliśmy o tym w poniedziałek: Jakub Majewski próbuje unowocześnić skostniałą spółkę, ale opór stawia część pracowników i rządzący Mazowszem politycy PSL. Niezrażony tym prezes Kolei Mazowieckich wczoraj przedstawił swoje plany. - Jeżeli chcemy konkurować z motoryzacją, musimy zaproponować nową jakość - ogłosił.
Za jedną z najpilniejszych spraw uznał wprowadzenie bardziej przyjaznego pasażerom rozkładu jazdy. - Układający go kolejarze nadal żyją w przeświadczeniu, że większość ludzi chodzi do pracy na godz. 7. Dlatego najwięcej pociągów dociera do stolicy ok. godz. 6.30. Tymczasem według badań najwięcej ludzi chciałoby dojeżdżać przed godz. 8 i przed 9 - podkreślał Jakub Majewski. Jego zdaniem nierzadko kolejarze tworzą rozkłady dla samych siebie. Podał przykład pociągu Mazovia (nazywanego "struzikiem"), który z Płocka wyjeżdża o godz. 4.55, a do Warszawy dociera o godz. 7.40. Wysocki chciałby go przesunąć na późniejszą porę, żeby pasowało to większej liczbie podróżnych. - Dostaliśmy protest, żeby nie zmieniać godziny odjazdu z Płocka. Podpisało go aż 300 osób. Zdziwiliśmy się, bo planowany rozkład jazdy nie jest jeszcze znany mieszkańcom. Sprawdziliśmy, że w Płocku wsiada średnio dziesięciu osób, z czego sześciu to kolejarze, którzy mają 99 proc. ulgi na przejazdy. Okazało się, że akcję zbierania podpisów zorganizował jeden ze związkowców - opowiadał Majewski.
Nowością w nowym rozkładzie jazdy, który wejdzie w życie w połowie grudnia, mają być regionalne ekspresy, które dotrą do Warszawy z dawnych miast wojewódzkich m.in. Radomia, Skierniewic, Ostrołęki i Siedlec. Rozwiązanie jest wzorowane na kolejach niemieckich, gdzie tego typu połączenia stały się bardzo popularne. Ekspresy będą docierały do stolicy znacznie szybciej niż zwykłe pociągi osobowe. Np. z Warszawy do Łowicza dojadą w godzinę, a do Radomia w 1 godz. 50 min. Mają się zatrzymywać tylko na ważniejszych stacjach. W większości będą zestawione z nowych wagonów piętrowych, które dotychczas były kiepsko wykorzystane. Na razie kursują głównie z Radomia do stolicy, ale wiele z nich jedzie wiele wolniej niż stare pociągi, bo piętrusy są cięższe i trudniej je rozpędzić.
Docelowo prezes Majewski chce wprowadzić cykliczny, łatwy do zapamiętania rozkład. Pociągi odjeżdżałyby w równych odstępach. Procedury na kolei trwają jednak tak długo, że będzie to możliwe najwcześniej za rok.
Szef Kolei Mazowieckich zamierza też jak najszybciej poprawić informację pasażerską, szczególnie w sytuacjach kryzysowych. Ma temu służyć utworzenie centrum zarządzania przewozami, w którym dyspozytorzy dzięki nadajnikom GPS będą mogli śledzić pociągi. Jeśli coś będzie nie tak, informacje natychmiast przekażą megafonistom na stacjach i konduktorom w pociągach, którzy zawiadomią pasażerów.
W dalszych planach są zakupy i remonty taboru. W ciągu pięciu-dziesięciu lat pasażerowie jeździliby tylko nowymi lub zmodernizowanymi pociągami. Spółka chce też uczyć pracowników języków obcych, przede wszystkim tych, którzy mają kontakt z pasażerami - konduktorów i kasjerki. Przyda się to zwłaszcza przed Euro 2012.
Wszystkie te ambitne plany mogą lec w gruzach. Właśnie przez opór wśród pracowników, ale też w radzie nadzorczej kontrolującej prace władz spółki. Jak się dowiedzieliśmy, do jej szefa Waldemara Kulińskiego pielgrzymują dziesiątki osób, którzy nie chcą zmian. A to rada nadzorcza musi wyrazić zgodę m.in. na powołanie centrum zarządzania kryzysowego. Jak pisaliśmy, w rządzącej Mazowszem koalicji PSL-PO są duże tarcia o nowego prezesa kolejowej spółki. Niechętny jest mu zwłaszcza Waldemar Kuliński uważany za prawą rękę marszałka Adama Struzika. Rada nadzorcza już trzy razy przymierzała się do odwołania Jakuba Majewskiego. Jego przyszłość, a co za tym idzie los reform na kolei ma być znana w ciągu najbliższych dni.
Za jedną z najpilniejszych spraw uznał wprowadzenie bardziej przyjaznego pasażerom rozkładu jazdy. - Układający go kolejarze nadal żyją w przeświadczeniu, że większość ludzi chodzi do pracy na godz. 7. Dlatego najwięcej pociągów dociera do stolicy ok. godz. 6.30. Tymczasem według badań najwięcej ludzi chciałoby dojeżdżać przed godz. 8 i przed 9 - podkreślał Jakub Majewski. Jego zdaniem nierzadko kolejarze tworzą rozkłady dla samych siebie. Podał przykład pociągu Mazovia (nazywanego "struzikiem"), który z Płocka wyjeżdża o godz. 4.55, a do Warszawy dociera o godz. 7.40. Wysocki chciałby go przesunąć na późniejszą porę, żeby pasowało to większej liczbie podróżnych. - Dostaliśmy protest, żeby nie zmieniać godziny odjazdu z Płocka. Podpisało go aż 300 osób. Zdziwiliśmy się, bo planowany rozkład jazdy nie jest jeszcze znany mieszkańcom. Sprawdziliśmy, że w Płocku wsiada średnio dziesięciu osób, z czego sześciu to kolejarze, którzy mają 99 proc. ulgi na przejazdy. Okazało się, że akcję zbierania podpisów zorganizował jeden ze związkowców - opowiadał Majewski.
Nowością w nowym rozkładzie jazdy, który wejdzie w życie w połowie grudnia, mają być regionalne ekspresy, które dotrą do Warszawy z dawnych miast wojewódzkich m.in. Radomia, Skierniewic, Ostrołęki i Siedlec. Rozwiązanie jest wzorowane na kolejach niemieckich, gdzie tego typu połączenia stały się bardzo popularne. Ekspresy będą docierały do stolicy znacznie szybciej niż zwykłe pociągi osobowe. Np. z Warszawy do Łowicza dojadą w godzinę, a do Radomia w 1 godz. 50 min. Mają się zatrzymywać tylko na ważniejszych stacjach. W większości będą zestawione z nowych wagonów piętrowych, które dotychczas były kiepsko wykorzystane. Na razie kursują głównie z Radomia do stolicy, ale wiele z nich jedzie wiele wolniej niż stare pociągi, bo piętrusy są cięższe i trudniej je rozpędzić.
Docelowo prezes Majewski chce wprowadzić cykliczny, łatwy do zapamiętania rozkład. Pociągi odjeżdżałyby w równych odstępach. Procedury na kolei trwają jednak tak długo, że będzie to możliwe najwcześniej za rok.
Szef Kolei Mazowieckich zamierza też jak najszybciej poprawić informację pasażerską, szczególnie w sytuacjach kryzysowych. Ma temu służyć utworzenie centrum zarządzania przewozami, w którym dyspozytorzy dzięki nadajnikom GPS będą mogli śledzić pociągi. Jeśli coś będzie nie tak, informacje natychmiast przekażą megafonistom na stacjach i konduktorom w pociągach, którzy zawiadomią pasażerów.
W dalszych planach są zakupy i remonty taboru. W ciągu pięciu-dziesięciu lat pasażerowie jeździliby tylko nowymi lub zmodernizowanymi pociągami. Spółka chce też uczyć pracowników języków obcych, przede wszystkim tych, którzy mają kontakt z pasażerami - konduktorów i kasjerki. Przyda się to zwłaszcza przed Euro 2012.
Wszystkie te ambitne plany mogą lec w gruzach. Właśnie przez opór wśród pracowników, ale też w radzie nadzorczej kontrolującej prace władz spółki. Jak się dowiedzieliśmy, do jej szefa Waldemara Kulińskiego pielgrzymują dziesiątki osób, którzy nie chcą zmian. A to rada nadzorcza musi wyrazić zgodę m.in. na powołanie centrum zarządzania kryzysowego. Jak pisaliśmy, w rządzącej Mazowszem koalicji PSL-PO są duże tarcia o nowego prezesa kolejowej spółki. Niechętny jest mu zwłaszcza Waldemar Kuliński uważany za prawą rękę marszałka Adama Struzika. Rada nadzorcza już trzy razy przymierzała się do odwołania Jakuba Majewskiego. Jego przyszłość, a co za tym idzie los reform na kolei ma być znana w ciągu najbliższych dni.
Przeczytaj także: Będzie nowa linia SKM: do Legionowa
-
Kolejarze chcą, żeby pociągi woziły ich samych
bebe77
06.11.09, 10:30
Trzymam kciuki za pana Majewskiego.Swoja droga, dlaczemu gazeta pokazuje zdjecie "budowy nowego przystanka" ktory przeciez juz jest wybudowany i funkcjonuje przynajmniej od kilku miesiecy?B.»
-
Wybory samorządowe już niedługo
wincenty.wardowski
06.11.09, 11:16
Wybory samorządowe już niedługo. Można zacząć sporządzać listę spraw, których niezałatwienie/torpedowanie będzie skutkować określonym głosowaniem.»
-
Kolejarze chcą, żeby pociągi woziły ich samych
ankuzmor
06.11.09, 11:56
Nie wydaje mi się, aby przyjazd pociągu o 7.40 był jakoś bardzo niekorzystnydla pasażerów - nawet jeżeli pracują na 9.00 czy 8.30. Akurat mają tyle czasu,aby przedostać się z dworca do »
Najnowsze wiadomości z Warszawy
Najczęściej czytane24 htydzień
- Nowy punkt widokowy w Warszawie. Wyżej niż PKiN
- Reklamy na Euro. Która najbardziej obciachowa? [GŁOSUJ]
- Motocyklista w ciężkim stanie po wypadku na Racławickiej
- Autostrada A2: kolejny odcinek gotowy na otwarcie
- Te budynki mogą powstać w Warszawie. Top 10
- Masa Krytyczna: "My nie blokujemy ruchu"
- Warsaw Music Week. Wieczór z hip hopem od Prosto
- Te budynki mogą powstać w Warszawie. Top 10
- Co straszy, a co zachwyca w strefie kibica [RAPORT]
- Nie jedźcie tą autostradą. Węzeł Pruszków to pułapka
- Nad Wisłą, na działkach. Tak wypoczywała Warszawa
- Gigantyczna kara dla lekarza: bo nie wypełniał papierów
- Lotnisko bezradne wobec naciągaczy? Taksówkowy problem
- Wtorek na ulicach Warszawy [22.05.2012]


