Dzielnica straciła miliony. Urzędniczkę nagrodzono

Dominika Olszewska
09.11.2009 aktualizacja: 2009-11-09 16:35
A A A Drukuj
Rozgrzebana budowa boisk przy ul. rtm. Pileckiego latem tego roku Fot. Jacek Łagowski / AG
  • Renata Popek
Przez nieudane inwestycje Ursynowskiego Centrum Sportu i Rekreacji dzielnica straciła miliony. Mimo to jego szefowa dostała w tym roku aż 25 tys. zł premii
SERWISY
Kompleks boisk przy ul. rtm. Pileckiego, które budowało Centrum, miał być sztandarową inwestycją sportową Ursynowa. Na największym planowano sztuczną trawę. Obok niego projekt przewidywał bieżnię lekkoatletyczną z odkrytymi trybunami. Mniejsze boiska miały służyć do gry w siatkówkę, koszykówkę i piłkę plażową. Władze dzielnicy wydały ponad 3 mln zł na projekt oraz wyrównanie i odwodnienie terenu. Budowa jednak stanęła. W tym roku okazało się bowiem, że grunt chcą odzyskać spadkobiercy wywłaszczonych dawniej rodzin.

- Ziemia musi wrócić do prawowitych właścicieli. Jeszcze w tym miesiącu wydam decyzję nakazującą oddanie tej nieruchomości wywłaszczonym rodzinom - potwierdza Jan Dąbek, starosta piaseczyński. A wtedy pieniądze, które dzielnica wydała na boiska, przepadną.



Ursynowskim Centrum Sportu od dziesięciu lat rządzi Renata Popek. Miesięcznie zarabia ok. 7 tys. zł. Jak ustaliliśmy, w tym roku dostała też od władz dzielnicy trzy nagrody. W sumie prawie 25 tys. zł. Premie przyznano m.in. za zorganizowanie zajęć ruchowych w ramach programu "Senior starszy - sprawniejszy", sobótkowego maratonu pływackiego i propagowanie wśród ursynowian gry w tenisa. Dyrektorka zapunktowała też u władz dzielnicy tym, że "pomimo okresu urlopowego oraz przeprowadzanych remontów i konserwacji zachowano ciągłość zajęć zorganizowanych dla seniorów".

- Nagrody są traktowane przez urzędników jako zwykły dodatek do pensji. Ich przyznawanie to już tradycja - przekonuje Barbara Mąkosa-Stępkowska, rzeczniczka dzielnicy.

Ale radni nie kryją oburzenia: - Pani Popek za organizowanie zajęć sportowych ma przecież wysoką pensję. Nie widzę powodu, by za swoją pracę dostawała dodatkowe pieniądze - wytyka Piotr Guział, radny Naszego Ursynowa.



- Nagroda powinna być przyznawana za bardzo dobre wyniki. A Centrum Sportu miało poważną wpadkę z boiskami przy ul. Pileckiego. Premia dla pani Popek to w tym wypadku błąd - uważa Michał Matejka (PO), przewodniczący rady dzielnicy.

- Dyrektorka jest odpowiedzialna za te straty - dodaje Katarzyna Polak, radna PiS.

Szefowa Centrum nie ma sobie jednak nic do zarzucenia: - Moja praca i nagrody to moja prywatna sprawa. Nie będę tego komentować. Nagrody przyznają władze Ursynowa, które oceniają efekty moich działań, i nie zamierzam o tym rozmawiać - ucina rozmowę.

Inną wersję przedstawia Barbara Mąkosa-Stępkowska: - O te nagrody wystąpiło kierownictwo Centrum Sportu. To ono wskazało też sumę, jaką ma otrzymać pani Popek. Burmistrz Urszula Kierzkowska tylko to zaakceptowała.

- Pani Popek już dawno powinna pożegnać się ze stanowiskiem. Te nagrody władze dzielnicy mogłyby potraktować jako odprawę. Ursynowskie Centrum Sportu zasługuje na dobrego szefa - kwituje Piotr Guział.

Przeczytaj także: Jak Ursynów buduje stadion lekkoatletyczny? Miał być spektakularny sukces, a jest...



Podziel się

Najnowsze wiadomości z Warszawy