Kompleks boisk przy ul. rtm. Pileckiego, które budowało Centrum, miał być sztandarową inwestycją sportową Ursynowa. Na największym planowano sztuczną trawę. Obok niego projekt przewidywał bieżnię lekkoatletyczną z odkrytymi trybunami. Mniejsze boiska miały służyć do gry w siatkówkę, koszykówkę i piłkę plażową. Władze dzielnicy wydały ponad 3 mln zł na projekt oraz wyrównanie i odwodnienie terenu. Budowa jednak stanęła. W tym roku okazało się bowiem, że grunt chcą odzyskać spadkobiercy wywłaszczonych dawniej rodzin.
- Ziemia musi wrócić do prawowitych właścicieli. Jeszcze w tym miesiącu wydam decyzję nakazującą oddanie tej nieruchomości wywłaszczonym rodzinom - potwierdza Jan Dąbek, starosta piaseczyński. A wtedy pieniądze, które dzielnica wydała na boiska, przepadną.
Ursynowskim Centrum Sportu od dziesięciu lat rządzi Renata Popek. Miesięcznie zarabia ok. 7 tys. zł. Jak ustaliliśmy, w tym roku dostała też od władz dzielnicy trzy nagrody. W sumie prawie 25 tys. zł. Premie przyznano m.in. za zorganizowanie zajęć ruchowych w ramach programu "Senior starszy - sprawniejszy", sobótkowego maratonu pływackiego i propagowanie wśród ursynowian gry w tenisa. Dyrektorka zapunktowała też u władz dzielnicy tym, że "pomimo okresu urlopowego oraz przeprowadzanych remontów i konserwacji zachowano ciągłość zajęć zorganizowanych dla seniorów".
- Nagrody są traktowane przez urzędników jako zwykły dodatek do pensji. Ich przyznawanie to już tradycja - przekonuje Barbara Mąkosa-Stępkowska, rzeczniczka dzielnicy.
Ale radni nie kryją oburzenia: - Pani Popek za organizowanie zajęć sportowych ma przecież wysoką pensję. Nie widzę powodu, by za swoją pracę dostawała dodatkowe pieniądze - wytyka Piotr Guział, radny Naszego Ursynowa.
- Nagroda powinna być przyznawana za bardzo dobre wyniki. A Centrum Sportu miało poważną wpadkę z boiskami przy ul. Pileckiego. Premia dla pani Popek to w tym wypadku błąd - uważa Michał Matejka (PO), przewodniczący rady dzielnicy.
- Dyrektorka jest odpowiedzialna za te straty - dodaje Katarzyna Polak, radna PiS.
Szefowa Centrum nie ma sobie jednak nic do zarzucenia: - Moja praca i nagrody to moja prywatna sprawa. Nie będę tego komentować. Nagrody przyznają władze Ursynowa, które oceniają efekty moich działań, i nie zamierzam o tym rozmawiać - ucina rozmowę.
Inną wersję przedstawia Barbara Mąkosa-Stępkowska: - O te nagrody wystąpiło kierownictwo Centrum Sportu. To ono wskazało też sumę, jaką ma otrzymać pani Popek. Burmistrz Urszula Kierzkowska tylko to zaakceptowała.
- Pani Popek już dawno powinna pożegnać się ze stanowiskiem. Te nagrody władze dzielnicy mogłyby potraktować jako odprawę. Ursynowskie Centrum Sportu zasługuje na dobrego szefa - kwituje Piotr Guział.
Przeczytaj także: Jak Ursynów buduje stadion lekkoatletyczny? Miał być spektakularny sukces, a jest...