Obchody święta niepodległości na luzie

Jerzy S. Majewski, Grzegorz Miecznikowski, Tomasz Urzykowski
12.11.2009 aktualizacja: 2010-08-10 16:38
A A A Drukuj
IV Przystanek Niepodległość - kolejka do namiotu na Krakowskim Przedmieściu Fot. Alina Gajdamowicz / Agencja Gazeta
  • IV Przystanek Niepodległość
  • Marszałek Piłsudski w Warszawie
  • IV Przystanek Niepodległość - filmy wojenne w namiocie
  • 11.11.2009 - XXI Bieg Niepodległości w Warszawie
- Tutaj mamy fajną imprezę, możemy się "pobawić" historią, a mżawka zupełnie nam nie przeszkadza. To co, mamy siedzieć w domu i cerować skarpetki? - żartowali państwo Kaczkowscy, oboje od niedawna na emeryturze, którzy na pl. Zamkowym uczestniczyli w Przystanku Niepodległość. Warszawiacy świętowali wczoraj, zwiedzając, maszerując i biegając.
- Jest zimno i mokro, mamo, ale chcę zobaczyć flagę, którą uformują biegacze, w tym mój tatuś - mówiła 9-letnia Aniela Chojnacka stojąca na kładce nad al. Niepodległości. Była jedną z setek kibiców XXI Biegu Niepodległości. Prawie 7 tys. uczestników wystartowało o godz. 12 spod Urzędu Patentowego w al. Niepodległości 88. Ci w białych koszulkach na lewym pasie, a w czerwonych - na prawym. - Żałuję, że nie jestem młodsza, bo sama bym pobiegła. Wzruszające - zachwycała się Jadwiga Baranowska, 71-letnia emerytowana nauczycielka z Mokotowa.

Uczestnicy pokonali dziesięciokilometrową trasę. - Pogoda nie dopisuje. Będzie ciężko, ale damy radę - mówili przed startem Joanna i Adam, 23-letni studenci. Po biegu nie kryli radości: - To nasz pierwszy taki bieg w życiu. Czas jest nieważny. Ważne, że byliśmy i w ten sposób pokazaliśmy, że 11 Listopada jest dla nas ważnym dniem.

W czasie biegu odbyła się zbiórka sprzętu sportowego, który zostanie przekazany warszawskim i mazowieckim domom dziecka oraz klubom sportowym.

Defilada historyczna na luzie

Pół tysiąca rekonstruktorów i tłumy widzów uczestniczyły w defiladzie historycznej. Miejscami szpaler widzów ciągnący się od Królewskiej po Aleje Jerozolimskie był tak gesty, że nie było niczego widać. Oglądano żołnierzy w mundurach z czasów II RP oraz jednostek polskich walczących na frontach I i II wojny światowej. - Brakowało tylko dowborczyków (czyli żołnierzy I Polskiego Korpusu w Rosji) - ocenia Marcin Tuzinek. Z kolegami z radomskiej grupy odtwarzającej pluton kolarzy z 11. Pułku Ułanów defilował na przedwojennym rowerze Łucznika.

Defilada rozpoczęła się od rekonstrukcji wydarzeń z 1918 r., kiedy to komendant Józef Piłsudski (wcielił się w niego Janusz Zakrzeński) odczytał historyczną odezwę do żołnierzy. Potem wsiadł do karety i ruszył Krakowskim Przedmieściem i Nowym Światem do Muzeum Wojska Polskiego. Za nim w dwóch innych karetach podążali aktorzy, którzy wcielili się w postaci członków Rady Regencyjnej - księcia Zdzisława Lubomirskiego, arcybiskupa Aleksandra Kakowskiego oraz Stanisława Ostrowskiego. Za nimi w kolumnach ruszyli żołnierze. Gdy pochód mijał kościół św. Krzyża Fu Qwiang, który przyjechał z Chin, wspinał się na kwietniki, by nad głowami tłumu fotografować motocykle i pojazdy pancerne z czasów II wojny światowej.

Obok stał Wołodia z Baszkirii, który z dziewczyną zatrzymał się w Warszawie w drodze do Belgii. - Tylko raz byłem w Moskwie na takiej defiladzie. Ale u nas wszystko jest napuszone, na poważnie, a wasza defilada historyczna jest zupełnie na luzie. Zazdroszczę wam tego luzu. Widać, że nawet w taką pogodę potraficie bawić się historią - przekonywał.

- To nasi! Wielkopolanie! - wykrzyknął z dumą pan Robert , który z dziećmi przyjechał do Warszawy z Poznania. W stalowych mundurach szli żołnierze Wojska Wielkopolskiego. - Mundury mamy niemieckie, wzór z 1915 r., ale rogatywki już polskie. Takie uniformy nosili żołnierze niezależnego państwa, jakim była Wielkopolska po zwycięskim powstaniu, a jeszcze przed kongresem wersalskim - wyjaśniał Michał Matuszewski z poznańskiej grupy rekonstrukcyjnej "SGRH 3 Bastion Grolman" i wskazał na rogatywkę. - Ten wyszywany srebrny trefl z czerwoną tasiemką to dystynkcja podporucznika.

Błękitne mundury mieli z kolei rekonstruktorzy wcielający się w żołnierzy armii gen. Hallera. Odtwarzało ich 32 słuchaczy Wojskowej Akademii Technicznej w Warszawie.

- A my nosimy mundury z najpiękniejszego czasu II RP, czyli z końca lat 30. - przekonywał z kolei Tomasz Sarnecki z Grupy Rekonstrukcji Historycznej "Cytadela". Podkreślił, że jego grupa specjalizuje się nie tylko w odtwarzaniu mundurów z czasów II RP, ale też rozpoczęła akcję ratowania grobowców oficerów przedwojennego Wojska Polskiego. - 1 listopada na wojskowych Powązkach udało się nam zebrać 14 tysięcy złotych. To pozwoli nam na oczyszczenie kilku nagrobków - cieszy się Tomasz Sarnecki.

Gdy pochód dotarł do Muzeum Wojska Polskiego, przed bramą wejściową powstał ogromny zator. W samym Muzeum od 11 po 20 trwał dzień otwarty. Kto wszedł mógł, zobaczyć ekspozycję "Dotknij niepodległość". Spory tłum oblegał też żołnierzy, którzy umocnili się w Alejach Jerozolimskich. Nie brakowało chętnych do obejrzenia od środka transportera opancerzonego Rosomak. - W środku nie ma okien, tylko elektronika. Było całkiem przyjemnie, bo dla kontrastu z głośników płynęła klasyczna muzyka - komentował Janek Rudnicki, który do transportera wdrapał się z mamą Joanną. - Takie rosomaki są w wyposażeniu naszej jednostki i różnią się od tych używanych w Afganistanie - mówił zamaskowany żołnierz z 17. Wielkopolskiej Brygady Zmechanizowanej (WBZ) z Międzyrzecza Wielkopolskiego. I zauważył: - Dla rekonstruktorów wojna to zabawa. Naszym kolegom w Afganistanie rosomak czy noktowizor ratuje życie.

Śladami losów od 1918 do 1939 roku

Na placu Zamkowym Muzeum Historii Polski po raz czwarty zorganizowało imprezę Przystanek Niepodległość. Rozstawiło wielki namiot, a właściwie składaną salę kinowo-widowiskową z blisko 900 miejscami. Od godz. 11 można było tu obejrzeć filmy poświęcone wojnie, m.in.: "Polskie Termopile", "Śląski Wrzesień", "Pułkownik Dąbek", "Pierwszy Virtuti Militari", a także skrót nowego serialu "Żołnierze wyklęci", który również wczoraj miał swoją premierę na kanale Discovery Historia. W południe przed namiotem ustawiła się długa kolejka chętnych do wejścia. Nikt nie narzekał na padający deszcz.

Wchodzących do namiotu witała Gabriela Sierocińska-Dec z Muzeum Historii Polski. - Publiczność znów nie zawiodła - cieszyła się.

Największą atrakcją była miejska gra terenowa pt. "Wojną połączeni - wojną rozłączeni". Jej uczestnicy dostawali w namiocie okolicznościową gazetę "Jesteśmy", która była zarazem przewodnikiem po grze. Mieli za zadanie przejść ulicami Śródmieścia śladami fikcyjnych bohaterów Hanny Grodzkiej i Ignacego Warszawskiego. W trakcie wędrówki poznawali ich losy od 1918 r. do sierpnia 1939 r., zbierając po drodze litery z napisów na budynkach i pomnikach. Z przemoczonymi gazetami w rękach wnikliwie oglądali fasady budynków w poszukiwaniu odpowiednich liter.

- W Przystanku Niepodległość uczestniczymy co roku. To świetna zabawa. W ten sposób lepiej przyswaja się historię - mówił Tomasz Obrębski, który na trasę gry wyruszył z żoną Małgorzatą oraz synami: 13-letnim Sebastianem i 9-letnim Bartoszem.

Wśród graczy spotkaliśmy też ubranych w harcerskie stroje Angelikę Skrzyńską i Jana Jarosza z 234. Warszawskiej Drużyny Harcerzy Starszych "Feniks".

- Spełniamy obywatelski obowiązek, a przy okazji chcemy pokazać, że ZHP istnieje i jest aktywne - powiedział Jan Jarosz.

Na mecie - w Bibliotece Uniwersytetu Warszawskiego na Powiślu - uczestnicy musieli podać hasło ułożone z zebranych liter. Brzmiało ono: "Wojenne rozstania", tak samo jak tytuł wystawy zorganizowanej w BUW-ie przez Muzeum Historii Polski.

Finałem Przystanku Niepodległość był koncert. W namiocie na pl. Zamkowym wystąpił zespół Pustki. Wykonał utwory ze swojej najnowszej płyty "Kalambury".

Przeczytaj także: Pochód narodowców: znów starcia z anarchistami



Podziel się

Najnowsze wiadomości z Warszawy