Narodowcy kontra antyfaszyści: nikt nie wygrał

Grzegorz Szymanik, Grzegorz Lisicki
12.11.2009 aktualizacja: 2009-11-12 09:11
A A A Drukuj
Manifestacja ONR w Warszawie Fot. Filip Klimaszewski / Agencja Gazeta
  • Manifestacja ONR w Warszawie
  • Manifestacja ONR w Warszawie
  • Manifestacja ONR w Warszawie
  • Manifestacja ONR w Warszawie
- ONR jest organizacją ksenofobiczną. Czuję obrzydzenie do haseł, które głoszą zwłaszcza w Święto Niepodległości. Dlatego tu dziś jestem - mówi Agnieszka Grudzińska, która zjawiła się na manifestacji przeciwko narodowcom. Pochód ONR przeszedł przez miasto. Antyfaszyści w dwóch miejscach starli się z policją.
- Chcemy Polski kolorowej, w której każdy zajmuje tyle miejsca, ile potrzebuje - mówiła wczoraj podczas pikiety antyfaszystowskiej Halina Bortnowska. Manifestację zorganizowano, by zaprotestować przeciwko pochodowi Obozu Narodowo-Radykalnego od trzech lat organizowanemu w Święto Niepodległości.

Demonstracja nacjonalistów w Warszawie

Na manifestację pod stację metra Świętokrzyska przyszło około 300 osób. Zagrały bębny, grupa Food Not Bombs rozdawała jedzenie, ludzie tańczyli.

Przeczytano list poparcia od rektora Collegium Civitas Edmunda Wnuka-Lipińskiego: "Kilka miesięcy temu na jednej z głównych ulic Warszawy miał miejsce rasistowski incydent, którego ofiarą był nasz student z Afryki. Nie był to akt odosobniony. Uważamy, że niezbędne jest podjęcie działań uwrażliwiających mieszkańców Warszawy na niepokojące zjawiska przemocy na tle rasowym".

Przy wejściu do stacji metra wywieszono transparent: "No pasaran. Faszyści, nacjonaliści, rasiści - wynocha".

- Kochani, bardzo żałuję, że na waszym plakacie znalazło się słowo "wynocha". Nam też nie wolno się rozpychać. Nam też nie wolno zabierać miejsca. Mówię o tym, bo jestem już stara i okrzyk: "Wynocha!", słyszałam wiele razy. I od faszystów, i od komunistów - apelowała Halina Bortnowska. Napis szybko zniknął z transparentu.

- I proszę was, byście mieli odkryte twarze. Pokażcie, jacy jesteście piękni, jacy inni. I uważajcie, by nie nienawidzić. Bo ludzie, którzy nienawidzą innych ludzi, nawet faszystów, stają się do nich podobni - dodała Bortnowska.

Narodowcy: "Wielka Polska katolicka"

W tym czasie członkowie i sympatycy ONR zaczęli zbierać się na placu Zamkowym. Powiewały falangi - symbol polskiego ruchu narodowego. Najwięcej było młodzieży w ciężkich butach i czarnych kurtkach. Na demonstrację zjechali się narodowcy z oddziałów ONR w całej Polsce, a także członkowie NOP i innych mniejszych organizacji radykalno-narodowych. Pojawił się m.in. były prezes Młodzieży Wszechpolskiej Radosław Parda, który zasłynął blokowaniem Parady Równości w 2005 r. - Jesteśmy tu cieszyć się z rocznicy odzyskania niepodległości! Nie dajmy się sprowokować! Mylą się ci, którzy szukają tu neofaszystów i neonazistów! - krzyknął przez trzeszczący megafon prowadzący manifestację. Odpowiedziało mu skandowanie jednej z grup: "Na-ro-do-wy! So-cja-lizm!".

Około 500 osób wznosiło okrzyki: "Traktat lizboński - piąty rozbiór Polski!", "Precz z żydowskim szowinizmem!", "Roman Dmowski - wyzwoliciel Polski!", "Wielka Polska katolicka!" i "Nie płakałem po Wejchercie!".

Bomby fałszywki i bitwa na Senatorskiej

Pochód narodowców wyruszył o 14.40, ale nie, jak zapowiadano, w stronę Senatorskiej, tylko Krakowskim Przedmieściem. Trasę zmieniła ochraniająca go policja. - Otrzymaliśmy informacje, że na trasie marszu leżą podejrzane paczki. To mogły być bomby, nie chcieliśmy ryzykować - mówi Marcin Szyndler, rzecznik stołecznej policji. - Kto podłożył paczki? Nie wiem. Widocznie komuś bardzo zależało na zmianie tej trasy - dodaje.

Tymczasem na Senatorskiej czekało 120 antyfaszystów. Nie poszli na pikietę przy metrze. Zamierzali zatrzymać marsz ONR. Nie wiedzieli o zmianie trasy marszu narodowców. Stanęli w poprzek ulicy. Do usunięcia blokady policja wysłała oddział kobiecy. Zaczęła się szarpanina. Część osób zatrzymała policja, część uciekła do Ogrodu Saskiego. Poleciały race. Policja ruszyła w pogoń.

Pochód ONR dotarł w tym czasie do skrzyżowania Alei Jerozolimskich i Nowego Światu. Z empiku wyskoczyła kolejna grupa antyfaszystów - kilka osób. Na ich widok od pochodu odłączyła się grupa narodowców. Zaczęła się bójka. "No pasaran!" - krzyczeli antyfaszyści.

I znowu interweniowała policja. Zatrzymano jednego antyfaszystę. Po 15 minutach narodowcy dotarli pod pomnik Romana Dmowskiego. Zaśpiewali hymn i złożyli kwiaty.

Tradycyjne zamieszki

W zamieszkach zatrzymanych zostało 12 antyfaszystów. - Najprawdopodobniej zostaną im postawione zarzuty czynnej napaści na policjanta - mówi Marcin Szyndler.

"W tym roku bandyckie blokady aktywistów homoseksualnych i lewaków jak zwykle nie dały rady" - piszą na swojej stronie internetowej oenerowcy.

- My jesteśmy zadowoleni. Cieszymy się, że przyszło tak wiele osób - odpowiada Aldona Szymańska z Porozumienia 11 Listopada, organizatora antyfaszystowskiej manifestacji pod stacją metra Świętokrzyska.

- Oficjalna pikieta protestowała przeciw oenerowcom, ale my chcieliśmy ten marsz zatrzymać fizycznie. Uznaliśmy, że nie wolno dopuścić, żeby przeszli przez Warszawę - tłumaczy anarchista Jakub, który blokował Senatorską.

Przeczytaj także: Najbardziej piłsudski Piłsudski był w Warszawie



Podziel się

Najnowsze wiadomości z Warszawy