Prawnik z Kielc wygrał ursynowski konkurs ortograficzny

Magdalena Dubrowska
15.11.2009 aktualizacja: 2009-11-15 22:11
A A A Drukuj
Fot. Sławomir Kamiński / Agencja Gazeta
"Spośród niemalże do szczętu zużytych wędzisk wydobył bez mała dwuipółmetrową pseudobambusową niby-różdżkę" - to pierwsze słowa dyktanda, z którym prawie setka purystów językowych zmagała się w sobotę na Ursynowie.

Zrób to w Warszawie: z Agnieszką Kowalską i Łukaszem Kamińskim



Dalej było jeszcze gorzej. Tekst ułożony przez profesorów UW Jerzego Bralczyka i Włodzimierza Gruszczyńskiego roił się od "trzyipółkilogramowych jazgarzy", "zhardziałych bachorów" i innych równie "hożych" i "chyżych" zwrotów. Szkolne ławki poustawiane w sali gimnastycznej sentymentalnie przywodziły na myśl czasy maturalne.

Otwarte dyktando po raz czwarty zorganizowały władze Ursynowa. Pisali studenci i uczniowie, prawnicy i taksówkarze. Aleksandra Bouqwillon niedawno wróciła do Warszawy po dziesięcioletnim pobycie we Francji i chciała sprawdzić, czy jeszcze pamięta zasady polskiej ortografii. 8-letnie Ania i Karolina wkrótce mają pierwsze dyktando w szkole, więc zrobiły sobie rozgrzewkę. Trochę nie mogły nadążyć za dyktującym mordercze frazy Jerzym Bralczykiem.

- Prosimy wolniej, tu są dzieci - przyszła im z pomocą mama, ale profesor był nieugięty.

- One szybciej piszą niż dorośli - skwitował.

- Najtrudniejsze było "poniewczasie" i "siedemdziesięciosiedmioipółlatek" - skomentowała po wszystkim siostra Ani i Karoliny - Ola. Kiedy jury sprawdzało dyktanda, profesorowie Bralczyk i Gruszczyński rozmawiali z zawodnikami. "Czyściochami językowymi", jak ich pieszczotliwie nazwał prof. Bralczyk.

- Czy ktoś w ogóle wie, ile to jest półtrzecia kilometra? - pytał prof. Gruszczyński, bo takie sformułowanie pojawiło się w tekście. Po kilku niecelnych strzałach ktoś trafił: dwa i pół metra. Następnie wszystkie "czyściochy" zajęły się wertowaniem kieszonkowych słowników ortograficznych, które dostały w nagrodę za start.

- Ile pani miała błędów? A pan? - podpytywał siedzących w sąsiednich ławkach mężczyzna z wąsem. - Bo ja już przestałem liczyć.

Aleksander Meresiński, prawnik z Kielc, który przyjechał na weekend do brata, stwierdził natomiast: - Łatwe było.

Jest weteranem konkursów ortograficznych, mówi, że to jego hobby. Co może być fascynującego w zgłębianiu reguł np. pisowni "nie" z imiesłowami?

- To jest nasz język ojczysty. Chcę się nim posługiwać poprawnie - oświadczył. I wygrał. Jako jedyny nie zrobił żadnego błędu, a nawet przewodnicząca jury przyznała się do trzech.

Ci, którzy nie odebrali wyróżnień i dyplomów, pomknęli do szatni. Rozczarowany młody człowiek żalił się koledze:

- Od czapy to dyktando. Powiedziałbyś: "Posuń się półtrzecia metra"?

Zostań fanem serwisu warszawa.gazeta.pl na Facebooku i Blipie, zasubskrybuj nasz newsletter i kanał RSS, wstaw nasz gadżet, czytaj nas na komórce

Najlepsze koncerty i imprezy w Warszawie



Podziel się

Najnowsze wiadomości z Warszawy