Antyfaszysta po marszu: "Policjant bił mnie po głowie"

Rozmawiał Grzegorz Szymanik
17.11.2009 aktualizacja: 2009-11-17 11:02
A A A Drukuj
Policja rozbija antyfaszystowską demonstrację Fot. Jan Zamoyski / Agencja Gazeta
  • Dziewczyna zatrzymana podczas demonstracji
Dostałem zarzut: napaść na funkcjonariusza! Absurd! Chyba że zasłanianie twarzy jest atakiem - twierdzi jeden z 14 zatrzymanych podczas blokowania marszu ONR w Święto Niepodległości. A policja nareszcie wszczęła postępowanie w sprawie nawoływania do nienawiści przez uczestników marszu ONR.

Co o tym sądzisz? Napisz: listydogazety@gazeta.pl



Grzegorz Szymanik: "Chuligani", "agresywni demonstranci" - tak niektórzy mówili o tych, którzy usiłowali przeszkodzić manifestacji ONR 11 listopada. Jesteś chuliganem, agresywnym demonstrantem?

- Jestem absolwentem filozofii. Działaczem społecznym z Olsztyna. Czuję się antyfaszystą. I nie zgadzam się na pochody organizacji odwołujących się do ksenofobii i rasizmu. Nie chcę, by w moim kraju w majestacie prawa skandowano: "Narodowy socjalizm".

Co robiłeś 11 listopada do chwili, kiedy zatrzymała cię policja?

- Z Olsztyna przyjechaliśmy w kilka osób i poszliśmy na pikietę pod metro Świętokrzyska. Było głośno i kolorowo. Już wtedy zauważyłem pewną nadgorliwość policji. Manifestacja została ogrodzona policyjnym szpalerem, mimo że nikt nie zachowywał się agresywnie, a pikieta była legalna. Przed godz. 15 dostaliśmy sygnał, że marsz ONR idzie inną trasą. Fartem wymknęliśmy się z kordonu. Dotarliśmy do metra Politechnika i pobiegliśmy w stronę pomnika Dmowskiego. Wtedy było nas już ok. 30 osób, bo po drodze dołączali się ci, którzy chcieli zatrzymać ONR-owców na Senatorskiej, ale po zmianie trasy pochód tamtędy nie przeszedł. Manifestacja narodowców akurat dochodziła do pomnika. Miałem "krzykaczkę", więc zacząłem skandować: "Faszyzm nie przejdzie" i "Policja broni faszystów". Wtedy od pochodu zaczęła biec na nas grupa ludzi. Wyglądali groźnie, więc rzuciłem się do ucieczki. Nagle poczułem silne uderzenie w plecy. Padłem. Odwróciłem wzrok. Siedział na mnie jakiś brodacz. Ręką okładał mnie po głowie. - Tylko nie po twarzy - krzyknąłem. - Jestem z policji - odpowiedział.

Miał mundur, odznakę?

- Nie, był w cywilu, a ja byłem przekonany, że to ktoś z ONR. Owszem, po tym, gdy zaczęliśmy skandować hasła, to policja - ta w kaskach i mundurach - też ruszyła w naszą stronę. Ale biegli jakieś 20 metrów za tą bandą w cywilu. Moja siostra spostrzegła, że gość mnie okłada po głowie, i zaczęła krzyczeć: "zostaw go", próbowała go powstrzymać. Dostała pałką teleskopową. Wszystko działo się bardzo szybko. Po chwili mnie, siostrę i kilka osób wpakowano do busa. Dopiero w środku ci ludzie wyjęli odznaki. - Jesteście zatrzymani - powiedzieli. Naprawdę byli z policji.

Pytałeś, za co cię zatrzymują?

- Cały czas. Słyszałem tylko: "jesteś debilem". I "zamknij się".

Co było potem?

- Zawieźli mnie na Wilczą. W komendzie ciągle migał mi przed oczami ten brodacz, który mnie zaatakował. - On mnie bił po twarzy - powiedziałem. I jaka była odpowiedź? "Ee, trochę popieścił" - i śmiech. Dopiero kiedy dali mi protokół do podpisania, dowiedziałem się, o co mnie oskarżają. Napaść na funkcjonariusza! Że to niby ja go biłem ręką. Absurd! Chyba że zasłanianie twarzy jest atakiem. Trzech z zatrzymanych przy pomniku Dmowskiego dostało zarzut napaści na tego samego funkcjonariusza. Dziwne, bo ten sam człowiek, ponoć przez nas atakowany, zdążył pozakuwać wszystkich i jeszcze przyłożyć mojej siostrze pałką.

Jak traktowali cię policjanci w komisariacie?

- Kiedy nie chciałem podpisać protokołu (mam takie prawo), jeden z nich się wydarł: "Podpisuj, bo ci wyjebię". Dopiero po godzinie stwierdzili, że nie muszę podpisywać. I nie podpisałem, bo tam nic nie zgadzało się z prawdą. A policjanci wciąż przeklinali. Mówili: "Jesteś debilem". Jeden z funkcjonariuszy chwalił się byłym członkostwem w NOP-ie [Narodowym Odrodzeniu Polski]. Utrudniano mi kontakt z adwokatem. W ciągu doby dostałem właściwie tylko jeden posiłek - chleb z masłem i herbatę. Policjanci grozili, że jak często będę chodził do łazienki, to mi zabiorą koc. Zarekwirowali tubę ("krzykaczkę") i chustkę (bandanę). A znalezioną w moim plecaku kominiarkę potraktowali jako dowód przestępstwa.

Po co była ci ta kominiarka?

- Używam jej, kiedy jeżdżę na rowerze. Wtedy rano, też ją założyłem, bo było zimno. Potem wepchnąłem ją do plecaka. W Warszawie ani na chwilę jej nie wyjąłem. Przy pomniku Dmowskiego miałem odkrytą twarz.

Całą dobę spędziłeś w komisariacie na Wilczej?

- Nie, przewieziono mnie do Białołęki. Potem na Dzielną. Tam już wszystko było w porządku. Złożyłem wyjaśnienia. Potem postawiono mi zarzut i zwolniono. Wróciłem do Olsztyna, ale mam dozór policyjny.

Będziesz skarżyć się na policję do sądu?

- Oczywiście. Muszę wyjaśnić to zajście.

Podziel się

  • gestapo mamuska-z-jajami 17.11.09, 11:38

    i tyle w temacie »

  • Antyfaszysta po marszu: "Policjant bił mnie po ... bakamana 17.11.09, 11:47

    Wszystkie opisane zdarzenia są nagrane dobrej jakości kamerą cyfrową ciekawe jak tym debilom z policji będzie głupio jak to zobacza w sądzie ciekawe czy usłyszą wtedy zarzut składania »

  • Dyskwalifikacja za kominiarkę pedr 17.11.09, 17:16

    Kominiarka do jazdy na rowerze, kij bejsbolowy do grania w palanta, kamieniena zajęcia z geologii, petarda na sylwestra (bo promocja jesienna była) ikranik (taki metalowy, wielkości pięści) »

Najnowsze wiadomości z Warszawy